| 6. OSTATNIA PRAKTYKA PO 4 ROKU NAUKI; WOJSKO |
|
|
|
| Wpisany przez kpt. Władysław Chmielewski |
|
6. OSTATNIA PRAKTYKA PO 4 ROKU NAUKI; WOJSKO
Onego czasu byłem zaokrętowany jako praktykant na statek PLO, a co się działo – pokrótce Wam opowiem: Tym 4-tym postem kończę te bardzo krótkie wspomnienia dot. lat nauki w PSM = 1955-60 czyli okrągłej rocznicy 55-50-lecia tamtych wydarzeń. Po 4 roku nauki w PSM, siedmiu z naszej klasy nawigacyjnej zaokrętowało na statek PLO "Oleśnica" jako praktykanci. Naszym kierownikiem praktyki był drugi oficer z PLO (Kazimierowski). Na statek zaokrętowaliśmy w Gdyni. Był to drobnicowiec pływający na linii północno-amerykańskiej. W czasie tej 2-miesięcznej praktyki pracowaliśmy tak samo jak załoga: na pokładzie, w hotelu, mieliśmy zajęcia z nawigacji. Kapitan statku miał do nas pretensje, że pracujemy wolniej niż załoga, co nasz kierownik tłumaczył tym, że w szkole uczą nas wszelkie prace wykonywać dokładnie, a Za to wygłodzonym uczniakom bardzo odpowiadało obfite i dobre statkowe jedzenie, szczególnie szynka na podwieczorek, która dziwnie szybko znikała z półmisków. Na zakończenie praktyki pisaliśmy "Pracę" i zdawaliśmy egzamin w obecności kapitana statku, starszego mechanika i kierownika praktyki. Kłopotów z tym nie było, choć przed egzaminem zdenerwowanie jest zawsze. * WOJSKO. W czasie przeszkolenia na "Gryfie" spotkałem znajomego z rodzinnej wsi, Romana Swatko, który najpierw ukończył naukę w Szkole Żeglugi Śródlądowej (gdzieś koło Wrocławia, chyba w Brzegu) a następnie Wyższą Szkołę Oficerską Marynarki Wojennej w Gdyni. W Ustce też czasami było nawet przyjemnie: ćwiczenia w lasach, pokonywanie wyznaczonej trasy w nocy. Ale były też idiotyzmy wojskowe wszystkim znane, jak szorowanie za karę ubikacji, wojsko śpiewa na komendę, czy podczas upału biegi i czołganie się po piasku z założonymi maskami przeciwgazowymi. Do wojska i wojskowego drylu nigdy nie miałem zamiłowania. Ogólnie rzecz biorąc, nie było tak źle jak się mówi, jakoś toto człowiek wytrzymał, nabrał hartu ciała i ducha, ma co wspominać. No i miał stopień MAT. * Gdy już pracowałem w PŻM, na początku 1964 r. zostałem wezwany na przeszkolenie wojskowe do Gdyni (prawie 4 miesiące), do Wyższej Szkoły Oficerskiej na Oksywiu. Po ukończeniu tego szkolenia otrzymałem stopień Podporucznika Rezerwy Marynarki Wojennej. Od tamtego roku na szczęście zapomniano o mnie i nie podnoszę swoich wojskowych kwalifikacji.
Autor tekstu i zdjęć: kpt. Władysław Chmielewski
|




załoga niestety pracuje na akord. Rzeczywiście, stukając rdzę i malując, chyba robiliśmy to zbyt dokładnie. Mycie szotów na korytarzach i zmywanie naczyń, co robiliśmy w czasie złej pogody, było nieprzyjemne.