Marian Rodak

KUCHARZ z Pamiętnika Starego Rybaka

 

KUCHARZ

 

Dzisiaj, gdy spoglądam na przygotowanie potraw na stół świąteczny,
Nachodzą wspomnienia, gdy pracowałem na statkach rybackich.
Wspomnienia – lata pięćdziesiąte minionego wieku.
Wspomnienia pracy kucharza na statku rybackim.

Praca od świtu do nocy. Kuchnia a właściwie miniaturka kuchni.
Kuchni – kucharz musiał przygotować posiłki dla załogi.
Kucharz musiał uważać by mu się odzież nie zapaliła, gdy stał odwrócony tyłem.
Tyłem do potężnego żeliwnego pieca.


Pieca, w którym palił się wieczny ogień.
Może taka mała historia.
Sztorm szalał, bo i pewnie sztorm wpadł w nałóg.
Toteż i w kuchni było piekło.

Bulaje i skajlajt zamknięte. Kucharz topi się we własnym pocie.
Gary skaczą po rozgrzanej do czerwoności płycie kuchni.
A z nich wylewa się potrawa, co powodowało nie przyjemny zapach.
Kucharz wzywał wszystkie moce piekielne by mu dali siły
.
Siły by wytrwał do końca tego rejsu.
A kiedy statek zacumuje do nabrzeża to żadna siła.
Siła jego kucharza nie zatrzyma. Schodzi.!
Schodzi na ląd i żadna siła nie zatrzyma go - na tym.

Na tym z piekła rodem statku!
I nie będę sobie parzył swojego tyłka!
Przepraszam skóry na tym piekielnym piecu
No i jak to w sztormie bywa, jakaś potężna fala uderza w lewą burtę.

Statek przechyla się na prawą burtę, z pieca spada na podłogę kuchni.
Potężny gar z ugotowanymi ziemniakami. Pora na obiad.
Na szczęście garnek ze ziemniakami nie przewraca się.
Kucharz rzucony przechyłem statku wpada na stół, gubiąc obuwie [drewniaki.].

Wszystko to dzieje się w sekundach, statek płynie, kucharz boso gramoli się.
Gramoli się ze stołu, nie widzi, w co stawia swoje nogi.
Tak, ja chciałem powiedzieć kucharzowi, UWAŻAJ!!
Ale, moje to drugie JA!

To drugie JA podpowiada mi poczekaj -, czy kucharz trafi?
Trafi bosymi stopami w garnek z gotowanymi ziemniakami.
Gdy kucharz stanął w te gotowane ziemniaki,
Ja się staram opowiedzieć to spokojnie.


Spokojnie by ktoś z was wczuł się w role tego wspaniałego kucharza.
Ten wspaniały krzyk kucharza, nie krzyk, lecz lwi ryk kucharza.
A ten wyskok z garnka gorących kartofli, to był balet kucharza,
Ten refleks kucharza wylewania na poparzone stopy zimną wodę.

Ach nie wspominam tej wspaniałej arii w czasie tego lwiego ryku.
Ach te słowa tejże arii a jakieś to były słowa?
Po chwili, gdy spoglądamy na siebie.
Ja człowiek o miękkim sercu spoglądam na kucharza.

Kucharza i tu muszę powiedzieć, że miał wspaniały refleks.
A po zakończeniu piekielnej arii, kucharz mówi do mnie.
Ty - drugi, tylko ani słowa o kartoflach.
Kartoflach, że stałem w nich bosymi swoimi platfusami.

Przecież nie będę gotował świeżych kartofli.
Będą to żarli, kończy kucharz i spogląda na mnie.
Och szefie, odpowiadam.
Och szefie u mnie to tak jakby mnie tu nie było.

Spokojnie odpowiadam, przecież wiem, że nie chciałeś sobie.
Sobie wymoczyć te swoje platfusy, to był wypadek.
Wypadek przy pracy, rożnie to bywa.
Odpowiadam poważnie i schodzę do maszynowni.

 

 

Wspomnienia o pracy kucharza na rybackim statku

 

 

Autor tekstu i grafiki: Marian Rodak
Współpraca: Ewa Sorn