Marian Rodak

ŚWIĘTO TRYMERA - WĘGLARZA

 

ŚWIĘTO TRYMERA - WĘGLARZA

 

Tak się złożyło że święto trymera wypadło pierwszego maja, wielkie święto Polskiej Ludowej we walce z imperializmem amerykańskie.
Jest to święto -no niby klasy robotniczej, robotnicy muszą nosić jakieś tam flagi o kolorze czerwonym,  a kto w pracy podpadnie tak jak w zeszłym roku to musiałem nosić wielki portret ojca narodu polskiego towarzysza Stalina.
Gdy wszedłem do maszynowni AS.  przywitał mnie.
No Marian, dziś masz święto,  Grzesiu otworzył główne bunkry węglowe a ty umiesz służyć do mszy?
A co ma msza z otwarciem bunkrów? Pytam
Asystent zaczyna mi tłumaczyć- nic nie rozumiesz, dzisiaj jest pierwszy maja a kakałko z tej okazji ma odprawić msze polityczną i potrzebuje pomocnika a ty do tego sie nadajesz to ja powiem to polityczny się ucieszy.

Panie asystencie tylko nie to, pan wie że ja na polityce się nie znam a od politycznego to ja z daleka się trzymam.
Nie Marian ja tylko żartuje, ale zobaczysz jaką kakałko zorganizuje defiladę na pokładzie a on z mostku będzie ją odbierał.
Ej panie AS ładuje mnie pan, ale ja w tych sprawach się znam.
W kotłowni starczy łopatą ruszyć we włazie a węgiel się sypie na całą kotłownie,  ale sprawdzam popielniki,  większe kęsy węgla rozbijam młotem, .
To jest praca, nie kiwa statkiem, węgiel się sam sypie z bunkrów żyć nie umierać i nie ,no nie rzygać.
Wychodzę na pokład by ustawić nawiewniki, wiatru właściwie nie czuć, uzupełniam węgiel w pojemniku kuchni,  kucharz widząc że tak gorliwie uzupełniam węgiel w kuchni mówi.



Dziękuje,  dziękuje dobry człowieku, węgiel jest dobry dużo nie trzeba wsypać do pieca a popatrz blacha cała jest czerwona-  masz tu - podaje mi nogę kurczaka.
Wiem już gdzie można spokojnie spałaszować tą nogę, wiec idę na szalupowy, tu nikt mnie nie widzi, z beczki biorę sobie kiszonego ogórka i wtarabaniam to miejsce pokazał mi Grzesiu.
Święto mam to prawda ale wachta jest wachtą po co ktoś mi mówić że się obijam.
Tuż przed koncern wachty wybieramy sieć,  ja oczywiście ide na pokład pelengowy zobaczyć co my przy świecie złowiliśmy.
Połów udany jest  tego około trzydziestu beczek.
W maszynowni mechanik rozmawia przez tubę głosową z kapitanem.
No panowie - mówi mechanik- przerwa w połowach,  idziemy na wspólny obiad, przerwa w połowach ale ktoś musi być w maszynowni.
Wiem, wiem -mówi palacz- ja już jestem po obiedzie- śmieje się
W messie nastrój świąteczny, nasz stół ma powierzchnie trójkąta a u jej podstawy siadają oficerowie i kapitan,  pan polityczny jest w mundurze, reszta załogi zajmuje miejsce na obwodzie stołu.
Nastrój świąteczny,  nawet pomocnik kucharza jest ubrany na biało
Obsługuje według stanowiska, kursu je miedzy kuchnią a messą góra dół
Kucharz również  w bieli aż  trudno poznać i  to on podaje i kieruje ceremonią kulinarną.
Ja z Grzesiem siedzimy na przeciwko kapitana, oczywiście umyci w czystych lumpach,  ogoleni,  przecież  to nasze święto ,święto trymera
Stół zastawiony na szczęście nie ma fali, wszystko wygląda apetycznie jest rosół, kurczak opiekany, czerwona kapusta, marchewka z groszkiem.
A drugi mechanik pan Karol Kapuściński pełni funkcje barmana.
Kucharz jeszcze raz sprawdza czy wszystko na stole jest tak jak powinno być
Panie kapitanie melduje że obiad jest podany zgodnie z tradycją.
Kapitan wstaje, rozgląda się po załodze i mówi.
.Panie kapitanie melduje że obiad jest podany zgodnie z prawem morskim jak tego zalecał nasz świętej pamięci admirał Nelson.
Panie,  panie szefie to nie nasz admirał  - oponuje polityczny
Dziękuje szefie - przerywa dialog kapitan, wstaje rozgląda się po za­łodze i po chwili mówi.
Drodzy koledzy, dzisiaj mamy święto pracy, to święto obchodzi cały świat. 
My  też pozwoliliśmy sobie na małą uroczystość, na małą przerwę połowach,  wiec z tej okazji wnoszę - no nazwijmy to toastem, toast życząc nam i naszym rodzinom,  radości zdrowia a najważniejszego to szczęścia i naszych powrotów do naszych bliskich,  na zdrowie no i smacznego koledzy.
Wypijamy toast z aluminiowych kubków no i zaczyna się biesiada, załoga powoli i powagą konsumuje to co kucharz stworzył.
Drugi mechanik jako gospodarz uroczysto­ści pilnuje by nasze kubki [ aluminiowe] były odpowiednio napełnione, oczywiście za spojrzeniem kapitana, atmosferę przerywa oficer polityczny.
Proszę towarzyszy i kolegów o chwile uwagi - oficer polityczny wstał od stołu - proszę o cisze i zaczyna się lanie wody.
Lenin i towarzysz Stalin to oni nam dali to święto, nam klasie robotniczej, mimo że imperializm amerykański robi wszystko by nam to święto odebrać.
Bo  imperializm amerykański nie chce uznać naszego święta, i dalej ględzi i ględzi że wielki




Lenin ojciec narodu polskiego a nasza partia matka naszego narodu nie pozwoli by imperializm nam to Święto zabrano,  niech żyje pierwszy maja!
Na szczęście AS maszynowy przerywa to lanie wody.
Siadaj polityczny i skończ to lanie wody bo chcemy coś zjeść i wypić a ty nam wciskasz swoją mowę a filiżanki sie grzeją.
Tak,  tak panowie ja już kończę ja tylko jeszcze chciałem powiedzieć byśmy złowili ponad sto ton ryby .
O to jest mowa i brawo panie K. O.
Już jesteśmy przy deserze i już są i tacy co spoglądają na drugiego go mechanika by trochę dolał do kubków.
Panowie załoga proszę sie nie krepować - wtrąca kucharz- dokładki są ile kto chce,  mam tylko prośbę proszę nie wyrzucać za burtę i spoglą­da na tych co debiutują w tym rejsie, bo zabije jak jestem kucharzem.
Ucztę pierwszy kończy kapitan,   wstaje od stołu i mówi
Dziękuje panom za miły spędzony czas, panie szefie dziękuje za duży wkład włożony w dzisiejszą ucztę, panie bosmanie o siedemnastej wy­rzucamy sieć- dziękuje,  kapitan wychodzi z messy idzie na mostek.
Po wyjściu kapitana z messy załoga czuje bardziej swobodna,  jest dużo śmiechu, jak to bywa po dobrym obiedzie i trunku.
Pomału załoga sie rozchodzi do swoich pomieszczeń a inni na pokład by łyknąć świeżego morskiego powietrza.
Bosman daje polecenie praktykantowi i  młodszemu rybakowi.
Wy dwaj panowie do pomocy w kuchni aż was kucharz zwolni pomagać w zrobieniu porządku w kuchni i w messie.
Ja też na pokładzie dotleniam sie przed pójściem do swojego królestwa do koi  trochę poleżeć, odpocząć.
Uroczystość pierwszomajowa dobiega końca, załoga rozchodzi sie do swoich pomieszczeń by na chwile odpocząć.
Ja  już w drodze do na­szego pomieszczenia ale na moim kursie stanął mi oficer polityczny.
A,  jak wam sie podobało?
Bardzo Ładnie było panie KO.
Ale uroczystość,  moje przemówienie, no wiecie ,święto klasy robo­tniczej,  moja praca,  przemówienie?
Panie KO.  nawet mi się nie śniło ,że może być taka uroczystość na statku.
No, no ale moje przemówienie, wiecie no nie? Referat.
Ach panie polityczny, nawet we wojsku takiego nie słyszałem  .
No widzisz- mówi KO.- ja tu czuwam nad wszystkim, ja jak wasza ma­tka,  bo kapitan ma na głowie statek, mechanik maszynę a ja muszę dbać o załogę.
Zwłaszcza o was, o was młodych co pierwszy raz widzą morze a nawet nie wiesz jak amerykański imperializm próbuje was zbała­mucić,  was młodych ludzi.
Ja przytakuje ,bo przecież innego wyjścia nie mam, kiedy ten chole­rny kleszcz odczepi sie od mnie .
Mówicie że wam się podobało?
Tak,  tak panie polityczny- mówię.
To dobrze, że wam się spodobało,  zrobicie gazetki  ścienną ,na temat  Radzieckiego święta klasy robotniczej, musicie wspomnieć o moim referacie jak dziękowałem towarzyszowi Stalinowi - naszemu ojcu, za to święto, ja wam dam wszystko,  materiał  i ja będę



Ale pnie KO.  Ja dopiero zaczynam pływanie ja nie wiem co powie na to załoga a oni by to lepiej zrobili.
Wy trymer słuchajcie - to jest praca kolektywna,  wy sami nie będziecie tego robić a młodzież musi, sie wykazać  tu na morzu swoją no wiecie pracą polityczną.
Głową kiwam i czekam bym mógł  jakoś uciec,  choćby na szpadek,  byle nie słuchać tych jego słów.
Moje zbawienie to pojawienie się praktykanta  .
Oczywiście czujnie oczy oficera politycznego już mają go na swym ekranie i z uśmiechem zadaje te same pytania praktykantowi. 
Ja niby do ubikacji idę i siedzę tam i czekam kiedy oni sobie pój­dą, cisza,  wiec szybko wyskakuje z kibla i  już jestem w koi,  zasłaniam się firankami,  nawet światła nie zapalam, udaje że już śpię.
No ale mnie złapał  z tą swoją osraną gazetką ,on jest trochę bie­dny,  bo każdy od niego ucieka, bo jak komuś coś wyskoczy z pyska to on musi o tym powiadomić swój aparat i komitet partyjny a może być i tak że ktoś może sie pożegnać z pływaniem.
Jedynie  palacz Maks on się trzyma KO. ,bo chce wrócić do GAL-u  na statki handlowe ale KO.  ucieka od niego, może wie że palacz  ,Maksiu jest nie pewny we flocie handlo­wej.
Ja jestem szczęśliwy że tu pływam a inni mają ambicje by pływać we flocie handlowej,  ale tam trzema mieć chody, nie takie ale polity­czne a ja sie urodziłem w Belgii- ojcze,  kocham cie ale czy ty wiesz że ja chce być człowiekiem morza.
Przysięgam zenie będę mówił nigdy tylko po polsku  byle mógłbym pływać po morzu.
Moje rozmyślania kończy bóg snu i jestem szczęśliwy że jestem tu na PLUTONIE na MORZU PÓŁNOCNYM.

 

 

Święto trymera - węglarza (człowieka, który pracował w kotłowniach rybackich trałowców) w opowiadaniu Rybaka Dalekomorskiego, Człowieka Morza, pisarza, marynisty, które całe życie spędził na morzach i oceanach

Święto trymera - węglarza (człowieka, który pracował w kotłowniach rybackich trałowców) w opowiadaniu Rybaka Dalekomorskiego, Człowieka Morza, pisarza, marynisty, które całe życie spędził na morzach i oceanach

 

 

Autor tekstu i grafiki: Marian Rodak
Współpraca: Ewa Sorn