Marian Rodak

DRUGIE PODEJŚCIE DO BAZY

 

DRUGIE PODEJŚCIE DO BAZY

 

Podczas obiadu kapitan oznajmia załodze że jutro schodzimy do bazy.
Panowie załoga, przy bazie jest duża kolejka i zanosi sie że tro­chę postoimy, oczywiście rybę szybko przyjmą ale na węgiel i na prowiant należy długo poczekać.
Panie kapitanie ile dni możemy postać ?
Wole o tym wam nie mówić bo sam nie wiem, węgiel jest jeszcze w kopalni, to co wam mam powiedzieć.
To nie lepiej by było żeby nas skierowali do portu?
Nie, na to się baza nie zgadza, statki będą obsłużone i w odpowiedni czasie i na ten temat nie ma dyskusji.

Mietek - kapitan zwraca sie do pierwszego mechanika.
Pamiętaj nie ma co liczyć na bazę,  pilnuj by wraże czego węgla nam starczyło do portu.
Wieczorem przyjdę na mostek to pogadamy -odpowiada mechanik.
Wiadomo że oboje mają swoje tajemnice, asa w rękawie może to być nawet fałszywy ale musi sie go mieć.
Kapitan mówi dalej.
Zamówiłem sieć, no wiecie na zapas, te firanki po tym wraku jak daleko  są bosman?
Panie kapitanie jak leży na szpar deku to wiadomo że jest gotowa.

A tak panowie ja wiem że my w tej tu słonej wodzie nie możemy sie dobrze wymyć, wiec jak będziemy stać przy bazie kąpać sie na zapas
Zamówiłem wodę też ale wiecie jaką dadzą nam wodę, no trochę będzie mniej słoną, bo wiadomo z wyparownika no ale co dają to należy brać.
Szefie, pan wie brać wszystko z bazy co sie da, ja podpisuje panu byle załodze smakowało i było świeże.
Już. ja ich dobrze znam a oni mnie to mi ciemnotę nie mogą wcisnąć a panie kapitanie jak by', misie udało parę skrzynek piwa?
Mówiłem szefie że ja wszystko podpisuje, byle załoga była zado­wolona, jak pan to zrobi  to już pana głowa.
Jest i  jeszcze zła wiadomość- po odejściu od bazy to co będą ło­wić statki to tą rybę zdadzą do Świnoujścia
0 cholera! Ktoś krzyknął
Inny mówi- dwa razy do bazy później do Świnoujścia ze Świnouj­ścia na łowisko i znowu do bazy,  te gnoje sie nic nie liczą z na­mi, traktują nas jak bydło, cholerne gnoje z Warszawy.
Panowie, towarzysze!- wtrąca sie polityczny.- ja proszę nie rozmawiać poli­tycznie bo wiecie że
Panie polityczny jaka to mowa polityczna?
Że człowiek po trzech miesiącach nie może zobaczyć z rodziną?
Jaka tu polityka przecież nikt nie mówi że te pana idole to są takie no wiecie słowo by mi nie przeszło przez gębę.
Znowu załoga sie śmieje,  kapitan uspakaja załogę, panowie cisza.
Ja mam też rodzinę i też muszę ją zobaczyć, postaramy z me­chanikiem wszystko zrobić by statek poszedł do -Gdyni.
Brawo, brawo krzyczy załoga, wierzymy panu!
Kapitan jak powie to już jak byśmy byli w Gdyni - ktoś mówi.
My wszyscy wiemy że w Świnoujściu jest dobrze ale z obsługą portu to nie za bardzo- mówi mechanik- już nie mówię o remontach robio­nych przez nich.
A ja!  Co mam powiedzieć? Mówi kucharz- żebyś nie wiem jak pilnował to ci i tak wcisną' jakieś śmierdzące mięso, bo oni mają tylko mro­żone na amen, a przecież my tu nie mamy zamrażarki  , prowiant po­winna dać Baltona.
Obiad sie przeciąga bo takie nowiny nie są przyjemne dla nas.
Załoga! Chwileczkę, po tym holu robimy jeszcze jeden i  już scho­dzimy z łowiska, szefie dzięki za obiad ,  załoga głowy do góry!
Kapitan wychodzi z messy, teraz rozpoczęła sie dyskusja na wyso­kich obrotach.
Wszyscy mówią, nikt nie zwraca uwagi na pana politycznego który chce uspokoić załogę, ja osobiście słyszę dwa słowa to Gdynia i Świnoujście.
W messie jest tak głośno jak w tawernie, nikt nie słucha tego co mówi inny.  Ja tylko patrzę i nie zabieram głosu bo jeszcze palne ta­kie słowo które może sie nie spodobać załodze.
Słucham wszystkich najwięcej do głosu chce dojść polityczny.  toteż krzyczy głośno by sie za­łoga uciszyła.
Po chwili robi sie w mesie cicho, pan polityczny to wykorzystuje.
Towarzysze, koledzy! Proszę mi pozwolić sie wypowiedzieć!
Tak nie można panowie bo wiecie imperializm amerykański tylko czyha na to
co my tu mówimy, to jest nie zgodnie z linią partii
Ktoś przerywa mu - panie KO z tą linią to wie pan co robić?
A gdzie jest ten imperializm wiecie?



Tam i pokazuje na małą biblioteczkę marksizmu i leninizmu!
Panowie ja ide do kapitana!
Pan polityczny wychodzi z messy.
Jak ktoś nie ma domu albo sie boi żony- ktoś mówi- to niech zosta­nie na bazie, na bazie jest Aparat KO.
Statek bez politycznego?
Wy wiecie co to by było? Imperializm amerykański by nas złapał i co by to było.
Załoga sie śmieje, dyskutują, wszytko zostaje przerwane- słychać gwizdek w maszynowni to wiadomo że za chwile będziemy wybierać sieć.
Wychodzę na pokład, by zobaczyć co sie złowiło, już widzę że. jest ryba to dobrze, po chwili ryba jest na pokładzie, załoga już pracuje przy sprzątaniu ryby.
Szkoda że musimy już schodzić do bazy, ale ważne że są beczki za­ładowane rybą.
Panie szefie a ile my mamy pustych beczek- pytam kucharza.
Według tego co jest w kuchni mam zapisane w księdze, to my mamy jeszcze około dwustu beczek.
Panie szefie przydałoby śie jeszcze takie dwa hole no nie?
Nie martw sie stary jak zobaczy w następnym holu jest ryby dużo to zrobi  jeszcze jeden hol a do bazy poda że jest w drodze do bazy.
No, to fajnie szefie. Ide do koji  trochę odpocząć,  to na razie
Idź , idź odpoczywaj.
Marian ty już spisz ?Pyta palacz Zygmunt z niższej koji.
Nie ,trochę czytam.
A ty kiedy przyjechałeś do Gdyni?
Ja Zygmunt przyjechałem do Gdyni w czterdziestym piątym roku w kwie­tniu jeszcze była wojna no wiesz troche z wojskiem, troche z rodzina.
Nie baliście sie tu przyjechać jak jest wojna?
No my nie wiedzieliśmy że tu jest wojna, mieszkaliśmy na dworcu
ko­lejowym, później przenieśliśmy sie na Wzgórze Focha i ta m znaleźliśmy nie wykończony dom i tam mieszkamy teraz.
Marian a jak Gdynia była mocno zniszczona?
Miasto to nie tak ale port cały był wysadzony w powietrze, nawet ten most wiesz za placem Kaszubskim był wysadzony a pod mostem było pełno wagonów.
Mówię tobie to wszystko strasznie wyglądało. Mówię dalej- najgorzej to było rano bo miasto było zasłaniane taką sztuczną mgłą, ta mgła drapała w gardle i w oczach, wiesz nie można było normalnie oddychać. 
Druga sprawa to był brak wody, jest tu na Czołgistów pompa ale przecież wojsko ma pierwszeństwo, później dopiero my cywile po wiadrze wody dostawali i do domu.
W nocy nasze mieszkanie ojciec zawsze zabarykadował bo wiesz Ruskie napadali bo mówili że wszystko to  jesz ich i zabierali, oni nie odróżniali Niemców od Polaków wszyscy byliśmy Germańcami.
Port nasz był zniszczony tak że nie można było wejść do niego ani od strony morza ani od strony lądu, wszędzie  miedzy falochronami były zatopione statki  tak by nie można było wejść do portu.
No było pare takich wejść  do portu ale tylko dla kutrów patrolowych, to były drewniane okręty typu KFK.
Także wiedzieli nasi rybacy, bo przecież widzieli co robią Niemcy.




No ale jutro powiem tobie co było dalej.
Masz racje śpijmy no dobrej nocy .
To cześć.
No i tak jak to kucharz przewidział idziemy do bazy ale pod tra­łem , w maszynowni na wachcie wszystko „chodzi” normalnie.
Sprawdzam jaki  jest nawiew z nawiewników o trzeba ich trochę dopasować do wiatru.
Gdy już wychodzę z maszynowni zauważa mnie mechanik i mówi.
Co idziesz do nawiewników?
Tak panie mechaniku , odpowiadam.
Marian  jakoś mamy złą próżnie, zabierz klucze i na windzie dokręć dławice.
Już sie robi panie mechaniku
Ale ty wiesz równo by sie trzony nie zagrzali.
Będzie tak jak pan by to zrobił.
Rzeczywiście dławice były trochę luźne i tu mogło nam uciekać nasze vacum- próżnia, po dokręcałem nakrętki, przesmarowałem trzo­ny, o tej czynności zgłosiłem mechanikowi.
Oczywiście oglądam co sie dzieje na pokładzie, rybacy pracują, policzyłem dyskretnie ile już jest napełnionych beczek z rybą. a na pokładzie jest jeszcze kupa ryby.
Mówię mechanikowi co sie dzieje na pokładzie ile jest już za­ładowanych beczek,
Mamy ładny dzionek, popatrz jaka jest próżnia,
Gdzieś w połowie wachty wybieramy sieci,  już jest ciemno ide na zwiad co jest w sieci bo to też należy do. mojego obowiązku.
No jest tej ryby dużo, czekam aż zostanie wyciągnięta pierwsza paczka, liny trzeszczą i po chwili na pokładem zawis worek sieci.
Rybak który obsługuje ten worek jednym szarpnięciem zrywa stoper i na pokład wysypuje sie spaniała ryba.
Ale moja wachta jest tam na dole w kotłowni, teraz w zasobniach węglowych musimy przerzucać węgiel od strony dziobowej na stro­nę rufową, ale praca mi idzie dobrze i po chwili palacz woła.
Dość tego węgla bo nie mam gdzie chodzić po kotłowni.
Wychodzę z bunkra no jest ładna kupa, starczy do końca wachty.
Już idziemy całą naprzód , patrzę na naszą maszynę i na mechani­ka. Strzałka   telegrafu manewrowy stoi na Cała Naprzód a maszyna sie kreci na pół naprzód, co jest?
Mechanik po chwili mi mówi że idziemy do bazy i oszczędzamy wę­giel, no wiesz tłumaczy mi mechanik.
No widzisz  maszyna sie kreci na poł naprzód a my w Dzienniku piszemy że idziemy całą naprzód tak oszczędzamy węgiel, nie ma sie co spieszyć, bo i tak mamy zaklepaną kolejkę.
Widzisz- wtrąca sie palacz -i statek płynie i węgiel sie zaoszczędzi, armator jest zadowolony a my dostaniemy parę groszy za oszczędność węgla wszyscy chcą żyć.
Po wachcie wychodzę na pokład o już widać nasze pływające miasto z prawej burty błyska nam jakaś latarnia musi mieć daleki zasięg. Mijamy statki które już zostały obsłużone przez statek - bazę i wracają na łowiska.
Najgorzej znowu będzie z tym węglem, to trymowanie, ciężka praca nas czeka,  kapitan mówił że baza wydziela węgiel to nie będzie tak źle.
Póki co to sobie wrzucę trochę na ruszta i do koi odpoczywać na zapas,  jak to robi wielbłąd.
Po śniadaniu ide sprawdzić co sie dzieje na pokładzie, o to nasze miasto jest bardzo duże ,ale jest tych statków, muszę je pó­źniej policzyć, my już stoimy na kotwicy, inne statki manewruję inne wyciągają kotwice, odchodzą i dochodzą do któregoś ze statku baza,


Hałas podnoszenia albo rzucania kotwicy,  tu słychać hałas pracujących wind ładunkowych na bazie.
W każdej godzinie zmienia sie widok tego pływającego naszego mia­sta, o tu statek rybacki odchodzi od burty bazy, daje sygnał sy­reną na pewno udaje sie na łowisko,
0 tu obok nas jakiś statek podnosi kotwice, widać jak winda ko­twiczna ciężko pracuje , pełne kłęby pary zasłaniają jego mostek
Patrz a ten co on wyrabia?
Pływa pomiędzy tymi co stoją na kotwi­cy jak by czegoś szukał.
Zmienia sie ta panorama naszego miasta, patrzysz obok z lewej naszej stoi ORION, po kilku godzinach wychodzisz na pokład a on stoi po naszej prawej burcie, co sie dzieje?
No pewnie przecież tu są prądy, które sie zmieniają co ileś tam godzin. Wachtowi na tych statkach muszą być bardzo czujni, muszą przewidzieć co sie będzie robił płynący statek obok nich, bo może on nie płynie może on dryfuje.
Tak jak na pokładzie tak i w maszynie statek ma być w pogotowiu i w każdej chwili gotowy do manewrów.
Stojące statki na kotwicach stoją blisko siebie,  są i takie które stoją dalej  , gdzieś tam pod brzegami, bo dokonują może remontu i nie mogą być w pogotowiu.
Statki-bazy , przy ich burtach cumują statki łowcze,  jesz ich dwa, trzy a i bywa że cztery, są przycumowane do burty bazy, jest tam wyła­dunek beczek z rybą albo załadunek węgla, albo prowiantu.
Praca na statku-baza trwa dzień i noc ,  świątek piątek i w niedziele
Mała przerwa to jak sie zmieniają pracująca obsługa wind.
Na statkach łowczych które oczekują w kolejce do bazy, na ich pokła­dach również załogi pracują.
Jedni malują, naprawiają sprzęt łowczy, sprzątają rybę, ale na wszystkich pokładach widać jest suszenie i wietrzenie pościeli.
I na naszym pokładzie również załoga suszy swą odzież , materace, koce bo jest ku temu pogoda.
Mimo że dziś jest środa każdemu z nas sie wydaje że dziś jest dzień świąteczny albo niedziela, to atmosfera otoczenia wpływa na naszą świadomość  socjalistyczną.
Bo i pogoda piękna, wachta ulgowa , stoimy w grupkach i dysku­tujemy o naszym postoju w naszym pływającym miasteczku w naszej ma­łej pływającej ojczyźnie - POLSCE.
Załoga maszynowa sama wie co można robić przy mechanizmach tak by można było w każdej chwili manewrować.
Nam trymerom mechanik dał polecenie by węgiel tak przerzucić w zaso­bniach że jak przyjdą z bazy sprawdzić ile mamy węgla był dla nich nie widoczny.  Ja sie tak zapracowałem że dopiero pomocnik kucharza przyszedł mnie powiadomił że jest już  po obiedzie.
Trochę przepłukałem się w maszynowni i wychodzę na pokład by  mi nie przepadł obiad, przy drugim daniu asystent  zagaduje mnie.
Ale masz dobrze.
Panie asystencie ja już po wachcie jestem
Przecież ja ciebie nie widziałem na wachcie.
Bo ja miałem wachtę w bunkrze szkoda że pana tam nie było
Marian przecież ja ciebie widziałem jak przerzucasz węgiel
Ale na obiad to mnie pan nie zawoła, patrz pan wszystko zimne, nie dekowałem a obiad to tylko Stasiu o mnie pamiętał.
Ja ciebie przepraszam , masz racje, ale zapomniałem o tym, bo wiesz człowiek myśli że dzisiaj jest niedziela.


To pan też myśli że niedziela?
Jutro będę pamiętał o tym by ciebie wołać na obiad Marian.
Jutro to nie będzie potrzeby bo ja swój bunkier mam już z głowy.
Co? A Grzesiu mówił że jeszcze ze dwa dni będzie miał co robić
Ale sie wygadałem- myślę sobie-
Panie AS. to nie tak jak pan myśli jutro to ja mam w bunkrze jeszcze robotę, no wie pan.
No to ja sobie pójdę i zobaczę ile ty masz jeszcze tej roboty.
Grzesiu wie jak sobie rozłożyć prace i będzie sobie tam kimał a ja będę pracował przy windzie trałowej.
Przy spotkaniu z Grzesiem mówię mu o tym,  jak pracowałem w bunkrze. Marian to ty nie wiesz że robotę trzeba szanować?
Masz racje- mówię- to ja już jutro ide do trałowej, cześć.
Przerzucanie węgla w zasobniach to taki kamuflaż dla tych co chcą zobaczyć czy mamy węgiel czy tylko płaczemy że jesteśmy bez wę­gla - chodzi o przypadkową kontrole z bazy.
I tak sie stało, Grzegorz o udaje że ciężko pracuje w zasobni węglowej i prze­rzuca węgiel a ja?
Ja pracuje już. przy windzie trałowej, oczy­wiście pod nadzorem mechanika - który sprawdza czy moja praca jest dobrze wykonana.
Po obiedzie dalszą prace kończy mechanik z palaczem, życzę im wydajnej pracy i już mam wolne.
Najedzony i przebrany w czysty kombinezon idę na swoje stanowisko obserwacyjne- na pelengowy.
Tutaj na pelengowym widzę całe nasze pływające nasze miasto a w dodatku słyszę prowadzące rozmowy przez radio.
W pewnej chwili słyszę że dzwoni dzwonek, myślę że na pewno kapi­tan wzywa załogę do manewrów, to dobrze będę widział jak podcho­dzimy do burty bazy, jak cumujemy, ale co to ?
Dzwonek daje sy­gnały krótkie, długie, co jest?
Ó ale wszyscy lecą na rufę statku wiec i ja ide na rufę, patrzę że załoga ma sobie kapoki no i teraz sie domyślam że jest to alarm opuszczenia statku. Wracam na rufę szybko kapok w  rękę i na szalupowy.
Przy szalupach jest cała załoga, oficer pokładowy daje komendy opuszczenia lewej szalupy, załoga szybko zdejmuje buchty, klaruje talie i. po chwili szalupa wisi nad wodą.
Szalupa na wodę!
Daje komendę pierwszy oficer i  już szalupa sie kołysze na wodzie.
Załoga szalupy tylko ci co wiosłują do szalupy  !
Bosman i sześciu ze załogi wskakuje do szalupy,  cumy szalupy trzy­mają inni ze załogi.
Na szalupie już rządzi bosman,  który już usadowił sie na rufie i sprawdza ster szalupy, podaje komendy.
Załoga błogi za burtę! Cumy oddaj!
Ja widzę źe niema na dziobie szalupy obsługi przy bosaku wiec sie nie
zasta­nawiam i skacze do szalupy i już bosakiem odbijam dziób naszej
szalupy. 
Załoga już wiosłuje w stronę dziobu statku ale tu jest duży prąd wody i szalupa zamiast do przodu lekko dryfuje w stronę rufy statku,  już jesteśmy za rufą naszego statku.
Bosman głośno woła ciśnij na te wiosła !
Mocniej i Jeszce mocniej. Już zdryfowaliśmy od statku,  szalupa pomału już nie dryfuje, na­wet tak mi sie wydaje że już idziemy do przodu.



Mocniej chłopy!
Mocniej cisnąć te wiosła! Woła bosman, tak szalupa już idzie do przodu a ktoś ze statku woła.
Bosman  ! do burty wracaj! Wracać!
Chłopy wiosłować!  już jesteśmy nie daleko, i mocniej i równo i ra­zem, chłopy już nie daleko.
Hej tam na dziobie przygotować sie do podania cumy!
Tak jest panie bosmanie-odpowiadam ,szykuje sie na stojąco do rzu­cenia cumy na pokład statku.
Cumę  rzuć!
Rzucam ktoś ją chwyta i  już ją mocuje na polerze statku.
Załoga bloki mocuj! woła bosman, podciągnąć trochę szalupę w stro­nę dziobu - woła bosman.
Nasza syrena sie odzywa - to kapitan oznajmia koniec alarmu.
Szalupa jest już pod szlupbelkami, już załoga po przez talie wciąga szalupę na pokład. Po ustawieniu szalupy na kil-blokach załoga kla­ruje sprzęt szalupy, po chwili zakrywamy szalupę brezentem i szalu­pa z lewej   burty jest sklarowana.
Załoga szalupy prawej burty- mówi oficer- opuszczamy do lustra wo­dy, podnosimy,  klarujemy i koniec alarmu.
Tak sie też dzieje tu już idzie nam szybciej,  szalupa jest już na swoim miejscu załoga czeka na dalsze polecenie oficera* który spraw­dza czy wszystko jest na swoim miejscu. 
Po chwili jest komenda załoga rozejść sie!
Załoga dyskutuje na temat- alarmu,  zdejmujemy kamizelki ratunkowe oczywiście każdy  z nas ma inną bo to co jest to jeszcze po­zostałości z wojny a nawet są i takie stare które nazywamy korkami
Na pokład szalupowy przychodzi kapitan, proszę o chwile uwagi.
Panowie załoga alarm na piątkę wyszedł, szybko i sprawnie a to sie liczy.
No nasi debiutanci trochę gubili, ważne że na statek powró­ciliście sami, za to wam szczególnie dziękuje.
panie KO. niech pan o tym pamięta, bo widział pan jak s/t REGA latała za   swoją szalupą,
Dziękuje wam,  załoga ma wolne, bo postoimy parę dni.
Kapitan idzie do siebie na mostek a załoga jest dumna za swój wyczyn
Ale bosman jakoś krzywo na mnie patrzy i po chwili mówi.
Trymer, jeszcze raz taki numer to będziesz żałował że zamustrowałeś na PLUTONA.
Panie bosmanie a za co? Pytam
O to chodzi chłopie że ja nie chce ciebie mieć na swoim sumieniu,  ska­kanie do szalupy bez rozkazu?
Panie bosmanie, ja myślałem dobrze, sternik jest przy wiosłach są a na dziobie nikogo niema a ktoś musi być na dziobie no nie?
Cha, cha, śmieje sie załoga, ktoś mówi
Widzisz bosman że są i tacy że nie trzeba im mówić a wiedzą co robić Zgadzam sie że trymer dobrze myśli, ale panowie to jest morze i sa­mi widzieliście jaki tu prąd- mówi bosman.
Załoga sie rozchodzi, ja ląduje w swojej koi,  tu jestem panem, koja to dobra rzecz, w koji nikt nie może ciebie opieprzyć,  tu odpoczywasz.
Często śni mi sie. Gdynia,  dom rodzinny, miła osoba ż która spaceruje po Świętojańskiej, po przebudzeniu rozmyślam -czy Jeszce tam na lądzie ktoś o mnie pamięta.
1tak jak przewidział kapitan, stoimy już trzecią dobę, prace są już wykonane, w maszynowni mechanik zawsze coś znajdzie dla nas trymerów do zrobienia.
A na pokładzie bosman. czuwa nad tym by załga sie nie nudziła a na nudę to tylko praca.
Nasze statki stoją, chociaż każdy z nich ma chęć by podejść do burty statku --bazy bez kolejki ale i baza jak i kapitanowie pilnują by jakiś intruz nie wszedł bez kolejki.


W radiu są prowadzone rozmowy a o to i one.
Halo baza! Halo baza! Mam chorego na pokładzie, proszę o poz­wolenie przycumowania do waszej burty over.
Halo tu baza! Wysyłamy do was motorówkę z lekarzem.
Inny statek troche szantażuje bazę.
Halo baza! Tu WEGA proszę o wodę do kuchni, bo jak nie to k-mać ide do portu over stop.
Tu Kaszuby do portu nie wyrażamy zgody over.
Tu Wega ja już od tygodnia proszę o wodę, przecież załoga musi mieć jakiś ugotowany posiłek over.
Inny słychać głos w radiu.
Halo  Wega czy ty myślisz że ktoś martwi się o nas, dla nich to najważniejsze wykonanie planu.
Plan a ludzie to przecież umrze ktoś to dadzą innego .
Halo tu baza ! Prosimy o zaprzestanie rozmów bo to nam przeszkadza W pracy over stop.
Widzicie- jakiś głos sie odzywa w radiu - o tym to oni słyszą a jak chcesz to nie słyszą.
WEGA, WEGA tu JOWISZ,  jak chcesz wody to podęć  do mnie to ci dam  tone słodkiej wody over.
Jowisz tu Wega będę do was podchodził over stop.
Mimo że baza upominała by nie dyskutować o spawach które mogą być podsłuchane przez stacje na lądzie to nadal są prowadzone rozmowy wśród statkami Łowczymi.
Ciekawe są te podsłuchiwane radiowe rozmowy.
Ludzie a co ja mam powiedzieć- odzywa sie jakiś głos w radiu- ja nie mam lodu już od tygodnia prowiant sie psuje, prowiantu tyle że kucharz już moczy te filety solone i tam cos z nich pitrasi,
Halo kapitanie Gic  i odezwij sie do bazy przecież ciebie szanują over. Panowie- mówi kapitan Gic- co ja im mogę powiedzieć?
Nie wiesz pokaż im swoją łape i daj im powąchać może to pomoże
Znowu inny głos przerywa - baza każe czekać dobrze, czekam już dzie­wiąty dzień.
Rybę zdałem nawet dobrą klasę dostałem, dostałem tysiąc pustych beczek ale soli nie mają .Prowiant sie kończy, co ja mam ro­bić over stop.
Tu KULIK , tu KULIK, dostałem paliwo pół na pół z wodą,  jestem pod trałem a silnik mi staje, baza mówi że jest wina mechanika bo nie wiruje paliwa a jak mam paliwo wirować jak na tym statku nigdy nie było wirówki, oj nie dobrze, over stop.
Gdy sie odzywa baza to bardzo krótko - Jowisz proszę podejść do czwartej ładowni over stop, nie powtarza, statek nie podchodzi wzywają następny statek.
Jedno co nas tu ratuje to że jest pogoda piękna, że nie ma kłopotu ze zmianą postoju na kotwicy.
A na łowisku ryba sie sypie a my tu przy bazie na kotwicy.
Dni mijają liczy sie zjedzony posiłek i jak to mówi załoga obiad zjedzony dzień zaliczony i dwadzieścia centów amerykańskich w kie­szeni .
Dyskusja w messie to jak i kiedy będziemy obsłużeni przez statek - baze i czy wszystko dostaniemy by spokojnie udać sie na łowisko.
Jedno jest pewne że pan polityczny dostanie dużo makulatury z poważnymi tytułami n.p. PROBLEMY POKOJU I SOCJALIZMU och tego to dają na wagę Nasze zarobki są uzależnione od wykonania planu, nie złowienia stu ton śledzia, nie wykonany plan to i pieniędzy nie będzie.
No po pięciu dobach cumujemy do burty bazy, będzie wyładunek ryby no coś dzieje.


nasza załoga idzie na bazę by wymienić ubrania robocze - lumpy no i  jedyne prześcieradło, wykąpać mając zwykłe mydło no i wodę słodką.
A po kąpieli do fryzjera a na­wet do kina, byle ten czas przy bazie nam szybko minął.
Po wyładunku ryby znowu wracamy na kotwice i znowu czekamy ,na wę­giel, puste beczki. prowiant, sprzęt połowowy.
Trzeciego dnia po obiedzie wzywa, nas s/s. „KOŁOBRZEG” chce nam dać węgiel, będziemy brać całą resztę węgla.
Po przycumowaniu wchodzimy na s/s Kołobrzeg by zobaczyć ile jest tego węgla, twierdzą że jest tego pięćdziesiąt ton, spoglądamy do ła­downi Kołobrzegu i nie jesteśmy pewni czy jest taka ilość węgla.
Nasz drugi mechanik wchodzi na Kołobrzeg ma jakiś pakunek, spotyka oficera Kołobrzegu coś tam rozmawiają, śmieją sie i po chwili idą do kabiny oficera Kołobrzegu, wiadomo że ręka, rękę myje.
Już sie sypie węgiel na nasz pokład my trymerzy już wchodzimy do  głównych zasobni węglowych by odpowiednio rozsypywać węgiel.
Po kilku godzinach już odchodzimy od Kołobrzegu i stajemy na kotwi­cy w pobliżu s/s. „PUŁAWSKI” z jego pokładu dostaniemy beczki i tro­chę soli.
Statek - baza PUŁAWSKI to piękny statek turbinowy, pięć kotłów opalanych mazutem.
Statek pochodzi z podziału niemieckiej floty handlowej, ma kilkanaście tysięcy wyporności.
To pływające miasto jest w ciągłym ruchu, tak w dzień jak i w nocy wre tu praca i to ciężka praca, 
Ten ruch nie ustający ruch statków łowczych, część z nich stoi inne przychodzą inne odchodzą już w morze.
Miasto żyje, miasto pływające wre pracą.
Przed nami stoi nowy super-trawler RADUNIA a przy jego burcie stoi trawler WIELKI WÓZ, na pewno jeden z nich przyszedł nie dawno na ło­wisko i nawzajem sie zapraszają w goście.
I tak nam mijają dni postoju   w naszym pływającym miasteczku,  dni mijają w oczekiwaniu na ten dzień by udać sie na łowisko.
Statek rybacki gdy stoi to sie niszczy mówi załoga- musi łowić,
Może i to racja, bo co nam daje stanie na kotwicy? Nic.
Pluton spokojnie stoi sobie na kotwicy,  załoga maszynowa sprawdzi­ła wszystkie urządzenia w maszynowni  jak i na pokładzie windy,  role sterujące kablami trałowymi, urządzenia sterowe, windę kotwiczną i inne urządzenia..
Tak by na łowisku można było łowić w dzień i w nocy o ile będzie taka potrzeba,  jak będzie ryba oczywiście.
W trzecim dniu postoju gdy rano wyszedłem na pokład a tu niespo­dzianka stoimy przy burcie Puławskiego i bierzemy puste beczki, i beczki ze solą.
Na naszym pokładzie wre praca, pokład jest zapełniony beczkami, wszędzie są beczki, załoga ładuje beczki do naszych ładowni, cześć beczek ładuje na pokład szalupowy, nawet na baku jest już piramida beczek.
Beczki z bazy szybko lądują na nasz pokład już załoga je układa na pokładzie lewej i prawej burty wzdłuż nadbudówki, gdy już widać po­kład nasz to tylko na małą chwile i już znowu jest piramida beczek opuszczonych z bazy i znowu załoga upycha gdzie może te beczki.
W maszynowni jest już wszystko, przygotowane do manewrów i udania sie na łowisko.
Hej trymer -mówi mechanik- zobacz na pokładzie ile pozostało beczek do załadowania i melduj o wszystkim co sie dzieje na pokładzie.



Już panie mechaniku lece i sie dowiem co i jak.
Swoimi ścieżkami udaje mi sie dostać na pelengowy, przez pokład nie można przechodzić wszędzie jest pełno beczek, do pomieszczeń na ś. dziobie nie ma mowy by wejść, ciekawy jak oni tam wejdą na bak?
Stojąc na pelengowym słyszę jak kapitan rozmawia z kimś z bazy.
Halo! Ile na  zostało do pobrania beczek?
Panie kapitanie zostało wam cztery hify, no to jest około dwustu beczek,  jeden hif z denkami, trochę obręczy do beczek, no i ale widzę że już prowiant  jest; podawany i kucharz go odbiera. 
Za pół godziny puszczamy cumy i do zobaczenia.
Dziękuje panu- mówi kapitan nasz.
Już wszystko wiem, jeszcze jedno spojrzenie na nasz pokład- zało­ga pracuje trochę wolniej jest zmęczona, no i jest tak że załoga nie ma gdzie te beczki ładować.
Przekazuje swoje wiadomości wachcie w maszynowni, miedzy czasie w maszynowni  jest zmiana wachty, korzystam i na pokładzie szybko zja­dam obiad.
Po wachcie w messie zmęczona załoga pokładowa powoli zjada obiad,
Jedni sie śmieją że dostali w kość, inni mówią że jeszcze dzisiaj uda nam sie zamoczyć sidła.
A ja - no malutkie mycie bo przecież wykąpany jestem na zapas, bo na statku - bazie Kaszubach chyba pięć razy byłem pod prysznicem , taki prysznic słodką wodą i prawdziwym mydłem to naprawdę luksus.
Do koi,  tu trochę czytam i w kimono, ważne że jutro będziemy zara­biać na chleb, małe przeżegnanie, małe pomyślenie o tych co tam są na lądzie o tych co ich kocham.

 

 

Wspomnienia Starego Rybaka Dalekomorskiego, o pracy i życiu na rybackich trałowcach w latach 50-tych i 60-tych

 

 

Autor tekstu i grafiki: Marian Rodak
Współpraca: Ewa Sorn