Marian Rodak

NA ŁOWISKU

 

NA ŁOWISKU

 

Po godzinie sprzęt połowowy jest już gotowy i zaczynamy połowy, gdzieś hen na horyzoncie widzę jakieś statki, nie wiem czy idą pod trałem czy jeszcze sztormują.
Idziemy z falą ,statek ma duże przechyły boczne, przechyły te dziwne są powolne i statek powoli sie wyrównuje a wszystko to za sprawą naszego trału który mamy za rufą.
W maszynowni wszystko jest przywiązane, to co może polecieć gdzieś z jednej burty na drugą, zwłaszcza narzędzia podręczne, wszystko zaczyna żyć i lata sobie a w kotłowni to już nie wiem sam jak mam zabezpieczyć ten latający węgiel.
Jest mała nadzieja że jak węgiel przesunie sie na lewą burtę to może będzie przechył na prawą i przesunie na prawą, gorzej by było gdyby węgiel leciał na sufit a później nam spadał na głowę.
Jest statek, jest fala, jest kiwanie statku i takie jest prawo na to nie ma rady a my, my możemy sobie trochę pomruczeć pod nosem sami chcieliśmy przecież pływać na statku no to o co chodzi?

Na pokładzie załoga już przygotowuje pokład do pracy,  już są przy­gotowane beczki,  sól i inne urządzenia potrzebne do pracy na pokła­dzie,  załoga ubrana jest w sztormową odzież to trochę im utrudnia prace ale nie są przemoczeni.
Budzę swego zmiennika a sam zjadam obiad na pokładzie obok kuchni to już nie ten obiad co w zeszłym rejsie, przy okazji podziwiam morze.
Mój zmiennik staje obok mnie, mizernie wygląda, choroba morska dała mu w kość, stoi jakoś nie pewnie na nogach, kurczowo sie trzyma poręczy.
Jego oczy podobne są do oczu zdechłej ryby.
Tadek już jesteś po obiedzie?- pytam



Nie, nie jestem głodny, a i fala taka duża, wiesz może znowu będę.
No! Tylko bez z takich słów ja mam obiad a ty mi mówisz o, ja też jak usłyszę takie słowo to mogę no wiesz co?
Przepraszam - mówi Tadek - ja nie chciałem powiedzieć że będę zno­wu po jedzeniu , no wiesz co
Panie szefie daj pan pare kartofli z masłem temu człowiekowi.
Masz i jedz chłopie i nie rzygaj tu po korytarzu - mówi kucharz
Tadek pomału zjada podany posiłek ale sie jakoś rozgląda no gdyby nastąpiło nieszczęście i rozmowa z Neptunem
Jedz i nie patrz na fale - mówię - i na wachtę .
Fala pomału uspakaja sie, te groźne grzywacze już też nie są ta­kie duże, wiatr siada, myślę że do jutra to pogoda sie wyklaruje.
Na pokładzie zaczyna sie ruch to znaczy że za chwile będziemy wycią­gać nasze sidła jak to mówi załoga.
I tak też .jest po chwili już pracuje winda trałowa,  już z po­mieszczeń wychodzi załoga która jest ubrana w sztormową odzież i zajmują swoje stanowiska pracy.
Ja też ide na swoje stanowisko obserwacyjne- na pelengowy.
Z góry spoglądam   na tych co pracują na pokładzie.
O jeszcze jest fala i co pewien czas pokład jest zalewany falą.
Nawet i tu dochodzą mnie bryzgi fali ale moja ciekawość to co w sieci,  już po chwili widać worek sieci a w niej rybę.
Na pewno jest śledź, przez nawiewnik powiadam wachtę w maszynowni ale w odpowiedzi słyszę   głos mechanika.
Marian ! Idź do windy i zobacz jak pracuje i mi powiedz.
Dobrze panie mechaniku- odpowiadam, gorzej jest to wykonać, bo musze pożyczyć jakiś olejarz by móc stanąć przy windzie.
Przebrany stoję przy windzie i obserwuje jej prace, wszystko jest w porządku o czym powiadamiam mechanika z korytarza krzyczę.
Hej na dole! Winda pracuje jak trzeba , wszystko jest w normie!
Mechanik reką pokazuje mi że wszystko zrozumiał.
A teraz szybko do koji i tu rozmyślam - ryba jest aby tylko po­goda sie poprawiła to już wszystko będzie szło jak w poprzednim rejsie.
Może Jeszce uda nam sie wykonać ten plan.
Wstaje sam bo wiem że mój zmiennik zapomni mnie budzić, właści­wie to wole sam wstawać bo jak mnie ktoś budzi to mi sie wydaje że ja musze i to    też wole sam schodzić na wachtę czuje sie nie zmuszony .
Na wachcie jest wszystko w porządku,  chwale Tadeusza że już jest
chłop na sto procent, że jest trymerem całą gębą!
Tadek dam ci rade, ale taką koleżeńską
No, no mów, mów śmiało bo ja chce wszystko wiedzieć.
Wykąp się póki jest jeszcze słodka woda chłopie.
Tak? A gdzie jest tu łaźnia jakaś?
Tadek przecież pokazywałem tobie naszą jak to ty mówisz łaźnie popatrz tu w tunelu przy maszynie, tam widzisz taką rurkę i taki łańcuszek?
Nie! Nie tam można wpaść do maszyny- -wystraszony mówi, ja tam nie będę sie kąpał przecież maszyna sie kreci i statek sie buja, o nie, to jest bardzo niebezpieczne.




Niebezpieczne to jest i tu masz racje ale jesteś marynarzem to musisz jakoś sie trzymać jedną reką drugą sie myć.
Nie, nie będę sie kąpał a tam na sieciach teraz można, spać?
Śmiało można spać- odpowiadam
To ja będę tam spał,
Idziemy pod trałem, fala jest długa i bezlitośnie rzuca naszym statkiem.
Musiało dobrze dmuchać no nie panie mechaniku?
Przecież dmuchało cały czas z Nordu to fala miała gdzie się rozpędzić. Odpowiada mi mechanik, jak będziesz kiedyś na mostku to popatrz sobie na mapę, dobrze dmuchało byle teraz była pogoda.
Bywa że jak kapitan ma dobry humor to wchodzę na mostek by powie­dzieć "dzień dobry panie kapitanie" gdy jest ryba na pokładzie i jest pogoda a jak robi kapitan i zwrot to i sobie posteruje.
Zazwyczaj to kapitan na moje dzień dobry pyta mnie jakie mam w kie­szeniach klucze a ja odpowiadam żadnego klucza a nawet śrubki.
To pokręcisz sterem i zrobimy sobie zwrot, patrz na kompas i na to co mówię słuchaj i głośno mi odpowiadaj!
Staje za wielkim kołem sterowym i wykonuje polecenia kapitana.
Przyjemnie stać za kołem i patrzeć jak nasz statek mnie słucha i zmienia swój kurs, o to nie jest to co trzymać w reku rumpel na jachcie.

 

 

Na dalekomorskim łowisku rybackim wiele lat temu

 

Gdy statek idzie pod trałem zwrot na lewą burtę jest bardzo niebezpieczny by nie dostać w śrubę i kable sieciowe.
Każdy zwrot statku gdy idzie pod trałem jest sztuką, przecież liny 'trału mają kilkaset metrów długości,
Kapitanowie statków trawlerów burtowych potrafią w każdych warunkach tak manewrować by ciągnące liny sieciowe nie wpadły nam w śrubę napędową.
Trzeba mieć duże wyczucie statku przy podchodzeniu i cumowaniu do burty statku-bazy, przy wysokiej fali nie spowodować awarii swego statku względnie statku-baza.
Wachta trochę rozmawiamy jaki to będzie ten nasz rejs i czy kapitan w nocy będzie łowił czy też będziemy stać w dryfie.
Ja myślę - mówi mechanik - że zależy wszystko co będzie w tym holu, jak będzie szła ryba w nocy to będziemy łowić dzień i noc
W połowie wachty 'wyciągamy sieć, ja oczywiście ide na zwiad, na pelengowy, po wyciągnięciu sieci jest trochę ryby ale jest mie­szanina , wszystkiego po trochu.
Nie jest to na co czekamy, na wielką rybę czekamy!
Kapitan decyduje że w nocy stoimy w dryfie, szkoda spalać węgla na te parę beczek śledzia.                                    
Ja już wiem co należy robić gdy stoimy w dryfie a wiec narzędzia i usuwanie usterek na maszynie i na mechanizmach,  sprawdzenie i usuwanie nieszczelności na drenażu.
Po godzinie zgłaszam mechanikowi.
Panie pierwszy plan wykonany.
Wszystko tak jak mówiłem?
Tak jak pan nam powiedział a nawet wypłukałem knoty smarujące
0, to dobrze że o tym pamiętasz Marian, idziemy trochę na powietrze Mechanik jak zwykle siada na polerze tuż za dewidem rufowym, palacz siada na progu drzwi wejściowych   które prowadzą do na­szych pomieszczeń i do maszynowni z tego miejsca palacz wszystko widzi co sie dzieje w maszynowi. Ja? Jak zwykle siadam na dużym wiadrze w którym węgiel sie nosi do kuchni wiadro jest odwrócone dnem do góry , nawet dobrze siedzę.
Mechanik częstuje nas papierosem i zaczyny sie rozmowa.
I jak spędziłeś Marian postój na lądzie?
No wiecie panowie jak to na lądzie,- mówię wymijająco-rodzice sie ucieszyli z mojego powrotu,  trochę sie pogadało z kolegami przy szklance piwa- oczywiście powtarzam to co słyszałem jak rozmawia załoga o postoju w porcie.
Nawet sie nie spostrzegłem a już czas wychodzić w morze- mówię
A widzisz Marian takie to życie jak sie pływa- wtrąca sie mechanik
Ja to mam zawsze mało czasu bo to i do technicznego a to do załogo­wego a i remonty trzeba pilnować by zrobione były jak ja chce, codziennie człowiek jest na burcie.
A ty Zygmunt pojechałeś do domu do Łodzi czy twoja była tu na statku?
Żona przyjechała ze synami to sobie pomieszkaliśmy w Domu Rybaka, panie pierwszy ja tu mam swój pokój, nikt nam nie przeszkadza.
Trochę pospacerowaliśmy sobie a i z chłopakami byłem tu na statku bo to dla nich najważniejsze siedzieć na statku i tak minął mi ten postój na lądzie
To ty Zygmunt mieszkasz w Łodzi? Tak daleko?
Daleko, daleko ale sie człowiek przyzwyczai to jak mam urlop to ja do domu na cały urlop a jak tak jesteśmy w Gdyni to jadę albo mo­ja żona przyjeżdża do mnie, takie jest życie.
Niech sie tylko pogoda wyklaruje - wtrąca mechanik- to i ryba bę­dzie,  to może znowu dwa razy do bazy i później, później będzie Świnoujście jak nic ,  tym razem mamy Świnoujście jak w banku.


Nie łubie Świnoujścia - mówi palacz - człowiek siedzi na statku bo to i nie ma gdzie pójść a jak znowu nas Sowiety zaaresztują jak w zeszłym roku , pamięta pan ?
Tak,  tak Świnoujście to dobre dla samotnych- mówi mechanik - o dla Mariana,  jest gdzie pochodzić po pustyniach a jakie rozrywki.
Właściwie to tam są tylko dwie rozrywki- wtrąca sie palacz-ale to nie dla mnie, jedna rozrywka to komary a druga to mordownia ale tam nawet nie można wejść.
Ta mordownia to jakiś zabytek? Pytam. Mechanik z palaczem sie zdrowo śmieją z tego zabytku.
Musimy koniecznie jechać do Świnoujścia- mówi mechanik-' bo trymer nasz musi zobaczyć ten zabytek,  Zygmunt opowiedz mu o tym zabytku.
Marian mordownia to nie żaden zabytek tylko prawdziwa tawerna i nigdzie  takiej nie zobaczysz na świecie i to tawerna dla prawdzi­wych marynarzy,  tam sie wszyscy znają a jak obcy wejdzie to musi sie wkupić, no wiesz jak ?
Nie, nie dla mnie - odpowiadam.
Bo ty jesteś harcerz- śmieje sie mechanik
Ty wiesz jak kogoś sie szuka na statku a sie go nie znajdzie to sie wysyła kogoś do tego zabytku a on na pewno tam będzie.
I to jest ta rozrywka? A komary to też jakaś tawerna? Pytam Ludzie!
Marian , komary to komary takie jak to są u nas na bagnach tylko dwa razy większe i jest ich tyle że ' jak wyjdziesz z tawerny to za tobą leci chmura komarów tak duża że biegiem sie ucieka na statek.
Zazwyczaj to zawsze mamy taką pochodnie, wiesz kawał szmaty na drucie umoczoną w ropie i tak bronimy od tej rozrywki.
Nie ma co sie dziwić -mówi mechanik- bo jak ludzie są w morzu po pare miesięcy, to jak tu wejdą do Świnoujścia to ich tu rozsadza no i w długą idą,  zapominają o całym świecie.
Do tej mordowni to jeszcze jakoś sie idzie ale powrót na statek a jeszcze w nocy i przez pustynie a piasek po kolana, żadnej drogi idziesz na światła   portu- tłumaczy palacz
Pustynia? U nas? Są pustynie tego to nie wiedziałem - mówię.
Tam sie buduje port- mówi mechanik- i wiesz ten urobek co wyciągają pogłębiarki  jest wyrzucany na obrzeża poza portu.
Woda wsiąknie w ziemie a piaski pozostaje i tak powstaje pustynia.
Panowie czas na budzenie - przypomina palacz
Wiec szybko budzę zmianę a sam schodzę do maszynowni by wszystko przygotować na zmianę wachty.
Na pokładzie spotykam wachtowego,  który chodzi po pokładzie
Cześ° wachtowy,  jak myślisz  pogoda sie poprawi?
Tak już wiatr siada a fala, wiesz długo dmuchało to i długo fala będzie  siadała- odpowiada mi wachtowy-
No to cześć - mówię- ja kończę a ty ?
Ja zaczynam dlatego tu chodzę po pokładzie bo na mostku to by czło­wieka sen  łamał a tu na pokładzie wszystko widzę to sie spać nie chce statków to to te tam co widać z prawej dwa i z lewej burty jest jeden i też stoją w dryfie.  .

 

Na dalekomorskim łowisku rybackim wiele lat temu

 

Są daleko od nas, noc będzie spokojna
Zmiennik mój już na mnie czeka , nawet ma na gębie niby taki no , uśmiech ,obiema rekami sie trzyma drzwi wejściowych.
Cześ" Tadek! Widzę że jesteś wyspany i masz dużo chęci do pracy?
Nie, nie -odpowiada- nie jestem wyspany a gdy bym mógł spać to chy­ba spałbym przez pare dni, dużo jest roboty tam w maszynie?
Nie, nie masz wachtę ulgową bo stoimy w dryfie.
Ty wiesz Tadek jak ja wróciłem z rejsu to dwa dni spałem nawet nie wiedziałem że tak długo spałem.
Marian , powiedz czy tak będzie zawsze kolebać na tym statku, bo wiesz mnie jeszcze bierze czasem, ale ja już wiem kiedy będzie mnie no wiesz co - to szybko uciekam do szper bunkra i tam, no wiesz?
Tadek to kolebanie jak to ty mówisz jest potrzebne na morzu bo ina­czej ludzie by sie odzwyczaili od fali a jak by była robota to każ­dy z nas byłby trup-nieboszczyk.
Może i to racja , ale już mniej kolibie no nie?
Tak stojąc na pokładzie rozmawiamy sobie co na czeka tu na statku
Na dole w tunelu to ja mogę siedzieć ale w maszynie to nie mogę, wiesz ten ,  ten zapach i to jak ta maszyna sie kreci to mi sie też w gło­wie kreci jak patrzę na to.
Nie martw sie wszystko będzie dobrze, przeżyjesz a w drugim rejsie będziesz sie śmiał z innych
Najgorzej jest- tłumaczy Tadek - wiesz tam u góry tam na dachu
O czym, ty mówisz? Jaki dach? 0 co tobie chodzi?
Wiesz tam gdzie nastawia te, no te fajki wiesz o co mi chodzi
A o nawiewniki, to nie dach tylko pelengowy
Zapomniałem jak to sie nazywało,  już będę pamiętał pelengowy, to ja tam sie boje wchodzić bo wiesz jest wysoko no i statek sie .no ma przechyły.



Mów  że statek  sie kiwa to już będzie le­piej od tego kolebania twojego.
Wiesz no są te przechyły to i mnie jest nie dobrze.
Nie martw sie mnie też jest niedobrze ale ja tego nie pokazuje.
Ciebie też ta fala meczy?
A co ty? Wszystkich meczy, nawet, tylko cisza ja tobie tego nie mówiłem, wiesz, nawet nasz kapitan też sobie no wiesz jak jest fala.
Tylko wiesz to są nałogowcy i już tak mocno nie przeżywają jak ty.
Ale z tym obracaniem tych, no tych nawiewników, ja tak robie jak mówiłeś i obracam tą no tą
Slojzą - podpowiadam
0 tą slojzą, ale ja musze zawsze nosić ją tu na ten pelengowy?
Tadek tam w kotłowni jest kilka slojz to jedną sobie pożycz i tam może leżeć przy kominie.
To dobrze Marian ja sobie jedną no tą slojze, przyniosę do góry bo jak chodzę z tą slojzą to wszyscy uciekają przede mną.
Tadek musisz wiedzieć co to jest slojza, graca, nóź, gracka, gitara szlaka, co to jest wakum, przed tobą życie, pamiętaj że do kuchni należy nosić węgiel, po każdej wachcie.
Ale tam jeszcze ten węgiel co był w Gdyni nasypany do tego dużego pudła co stoi w kuchni
Tadek pieprzysz głupotę, węgiel jest tam bo ja go nosze do kuchni zawsze na koniec wachty.
A ja nie wiedziałem że ten kucharz tyle węgla potrzebuje, będę przy­nosił do kuchni, ale jak mam przejść przez piekiełko z tym dużym wiadrem?
Tadek na dziś starczy tego co tobie zdradziłem,  jutro porozmawiamy o tym  ide lulu a ty sobie na wachtę cześć.

 

Na dalekomorskim łowisku rybackim wiele lat temu

 

 

Autor tekstu i grafiki: Marian Rodak
Współpraca: Ewa Sorn