Marian Rodak

KURS NA STATEK – BAZĘ

 

KURS NA STATEK – BAZĘ

 

Ostatnie dni przed zejściem statku z łowiska i udać sie do bazy są bardzo  obfite w połowach a po podwieczorku już idziemy do bazy.
Na pokładzie jest około sześćdziesięciu beczek śledzia dla któ­rego zabrakło pustych beczek.
Ryba jest przykryta brezentem i co pewien czas jest polewana wodą morską by sie nie zepsuła.
Gdy rano schodzę na wachtę już jesteśmy w pobliżu bazy i stoimy w dryfie, w maszynowni palacz z asystentem rozmawiają.
Mówię tobie AS. że to o pomstę do nieba woła by nie dostać tych parę pustych beczek by zasolić tego śledzia co leży na pokładzie.
Zasoliło by sie i było trochę grosza więcej przy wypłacie.
Ja też tego nie mogę zrozumieć, mówi asystent, gdyby teraz zasoliło byłby  pożytek a tak pójdzie za burtę za parę godzin bo słońce przygrzeje.
Naszą rozmowę przerywa gong telegrafu manewrowego, po chwili jest gwizdek z mostku.
Asystent rozmawia z mostkiem a po chwili nam mówi, dobra jest podchodzimy do trawlera „Wielki Wóz” który daje nam puste beczki i sól.

Po kilku minutach i manewrach stajemy swoją lewą burtą do lewej
Burty statku „Wielki Wóz”, stajemy jak to sie mówi na Waleta.
Po przycumowaniu statku nasza załoga przechodzi na statek Wielki-
Wóz, są przywitania, rozmowy,  inni idą do kabin załogowych, po
pewnym czasie bosman głośno zwołuje naszą załogę.
Panowie, załoga koniec lania wody bieżymy się do roboty!
Po chwili już załoga przerzuca beczki na nasz pokład.
W maszynowni jest pogotowie manewrowe, może pęknąć jakaś cuma
albo może i jedna kotwica nie utrzymać oba statki.
Po zakończeniu pracy na pokładzie kapitan kieruje statek w głąb zatoki.
Po  rzuceniu kotwicy czekamy trochę by sie upewnić czy kotwica trzyma,
Kapitan powiadamia  maszynownie że można  odstawić żelastwo -
-maszynę, ale by w ciągu pół godziny można było manewrować.
Czas na obiad, przebieram sie w czyste ubranie i schodzę do mesy by obiad zjesz jak człowiek.
Kapitan załogę informuje że.
Panowie postoimy sobie tu parę dni a na pewno tydzień, sami widzi­cie ile jest statków które czekają na obsługę przez bazę.
Rybę  to zdamy, gorzej jest coś dostać z bazy, ważne że mamy rybę w beczkach,  jak będzie słonko grzało to polewać beczki na pokładzie wodą. Bosman trzech ludzi, na wachtę reszta to wie pan co ma robić.
Tak panie kapitanie a jest trochę do zrobienia i na pokładzie i na szalupowym. Odpowiada bosman.
Pierwszy, w maszynie to już sam decyduj co masz w planie, dalej mówi kapitan, w dzień   możecie robić co macie do roboty ale w nocy to chciałbym by maszyna była w pogotowiu.
Wiecie prądy są tu mocne i niebezpieczne.
Już drugi mechanik ma wszystko zaplanowane, w pierwszej kolejności to czyszczenie części ogniowej w kotle. 
Późnie to wszystko bę­dzie tak robione by na łowisku można było w dzień i w nocy łowić mówi pierwszy mechanik, w nocy nic sie nie będzie robiło tak że w każdej chwili można ruszyć maszyną.


Panie kapitanie jak przycumujemy do bazy- ktoś ze załogi mówi-czy będzie jakaś rozrywka, no wie pan film albo tańce, może jakiś koncert.
Panowie takie sprawy to pan polityczny załatwia ja mam inne sprawy odpowiada kapitan.
No tak,  zgadza sie pan polityczny, jeżeli załoga ma takie życzenia to ja jako oficer oświatowy mam już nawet pewien plan, by załoga mia­ła jakąś rozrywkę, nawet jest zalecenie z komitetu partyjnego.
Na statku musi być jakieś życie kulturalne,  ostatecznie nie samy­mi połowami ryb żyje załoga.
Tu jest miejsce dla pana oficera któ­ry jak samo nazwa mówi " oficer kulturalno - oświatowy" albo jak to sie przyjęło na statku nazywamy pan KO.
Panowie załoga proszę posłuchać -mówi pan KO. Ja mam taki plan, na   na­szym statku są młodzi ludzie którzy sie proszą by nam załodze   po­kazać swoje zdolności kulturalne.
Potrafią nas reprezentować na statku  ba­zie śpiewając, tańcząc a może nawet sztukę potrafią pokazać.
Dobrze mówi pan KO. ktoś mówi, młodzi dużo potrafią.
No i jak już wiemy znają dalekie kraje, to mogą nam opowiadać jaka tam jest kultura,  ktoś podpowiada.
Panowie to ja chce o tym wam mówić, tłumaczy polityczny.
Pan Tadek tyle już widział w świecie ciekawych rzeczy,  albo pan praktykant z pokła­du, jego tatuaże mówią że nawet w Japonii te tatuaże były robione.
Co to ja słyszę to w Japonii takie malowidła robią?
Panie, proszę pana politycznego -woła Tadek.
Ja nigdy nie pływa­łem na okrętach, ja byłem gońcem w sztabie.
Stop! Stop! Krzyczy bosman, trymer zdradza tajemnice wojskową a my wiemy że wróg podsłuchuje.
Co? Pan bosman ma nas za wrogów klasowych? Zdenerwowany  woła dru­gi mechanik, ja jestem wróg?
Panie polityczny niech powie kto tu jest wrogiem? pyta oficer z pokła­du, kto z nas zdradza towarzysza Stalina naszego ojca albo jego syna towarzysza Lenina.
Załoga ! Proszę o spokój! Woła polityczny, cisza, proszę mnie posłu­chać , panie drugi, tłumaczy polityczny pan bosman mówił że wróg podsłuchuje ale nie mówił tego o panu .
Jak nie mówił o mnie jak ten parszywy bosman patrzył tylko na mnie?
Tak ja patrzałem na mechanika ale ja myślałem ze pan drugi mnie poprze przed wrogami socjalizmu.
No widzisz Karol, mówi polityczny  widzisz, przepraszam panie drugi, pan bosman szukał u pana poparcia.
Ale uderz w stół to nożyce sie odezwą, ktoś mówi .
A jednak do mnie ktoś pije panie KO.
Panowie załoga, ludzie, towarzysze  proszę o spokój, ucisza pan KO. przestańcie z tymi wrogami ludu, mamy inne sprawy.,
Panie drugi ja panu dam dwie takie książki pan je przeczyta a późnie to pan nam zreferuje jako szkolenie polityczne, tam Lenin wyraźnie mówi kto jest naszym wrogiem.
To co pan polityczny che mnie egzaminować politycznie? Ja schodzę na   bazę, mówi urażony drugi mechanik.
Chce jeszcze zwrócić wam uwagę że Lenin nie jest synem Stalina,
No dobrze pomyliłem sie a kto jest ojcem a kto synem?
Towarzysz Stalin jest ojcem narodu polskiego i koniec z tym!
Załoga sie śmieje jest już wesoło w messie.


Bosman dość tej zabawy i daj ludziom zajęcie a politykę zostawimy jak będzie sztorm.
Ale panie kapitanie jak będzie sztorm to będzie choroba morska i nie będzie szkolenia.
I tak nam minął dzień w oczekiwaniu   na przycumowanie do statku-bazy. Następnie dni mijają załodze przy naprawie sprzętu połowowego, malowaniu mostku, szalup, naprawie takielunku.
W maszynowni wszyscy mamy zajęcia, palacze wymieniają w paleni­skach kotła przepalone ruszta, mechanicy przeprowadzają remonty urządzeń maszynowni .
Pogoda jest wspaniała tak że pracująca załoga jest rozebrana do pasa, tylko praktykant pracuje w kombinezonie i sie poci, nie chce swoich tatuaży wystawać na szkodliwe promienie słońca no i przed oczami załogi która podziwia te tatuaże a zwłaszcza tą nagą dziew­czynę która stoi pod palmą.
Ja również jestem rozebrany do pasa i pracuje przy windzie trało­wej, oczywiście pod nadzorem mechanika, piękna pogoda, lepiej mi tu pracować na pokładzie niż w maszynowni.
Kucharz przynosi tu na pokład schłodzony  kompot za który zo­staje obdarzony dużymi oklaskami.
Tu na pokładzie przy pracy szybko mija czas, już słyszymy jak po­mocnik kucharza uderzając w patelnie kamieniem zaprasza załogę na obiad.
Bosman głośno krzyczy.
Panowie przerwa na obiad do godziny piętna­stej, słońce za mocno grzeje i robota nie idzie.
Mechanik również mówi, no Marian na dzisiaj fajrant, koniec robo­ty idziemy na obiad.
Szybko sprzątam narzędzia, małe mycie na bazie będzie duże mycie i do messy. 
Przechodzę obok kuchni a tu zapachy, no to będzie obiad na medal, siadam na swoim miejscu i już jestem w akcji, co za żarcie i ogórkowa i schabowy i owoce w śmietanie.
Załoga pokładowa rozebrana do pasa i opalona wyglądają jak piraci, bo nie ogoleni, włosy długie a i głośno mówią.
Panie KO! to jak będzie z występami, ktoś przypomina.
Panowie załoga, zaczyna swoją mowę pan polityczny. Wczoraj  rozmawiałem z młod­szym rybakiem kolegą  Wieśkiem z kolegą praktykantem Wiecie że kolega Andrzej.
Kto to jest?
Czy to ten co ma takie piękne tatuaże? Inny pyta.
Tak, tak to są nasi młodzi ludzie gotowi nam dać rozrywkę, oczywiście jest jeszcze kolega Tadeusz, nasz trymer.
A, jaki program, co oni będą nam pokazywali panie KO.?
Jest, panowie jest już program, powoli panowie, zwraca uwagę zało­dze pan polityczny-
Ci młodzi ludzie chcą a nawet już stworzyli mie­dzy sobą zespół pieśni i tańca, będą nam śpiewali nasze prastare polskie piosenki takie jak Podmoskiewski wieczór, albo inną wojsko­wą pieśń... Hej wy konie stalowe, wiecie ta piosenka pokazuje impe­rializmowi  jak to jest potęga kołchozów .
Na zakończenie występu zespół zaśpiewa  naszą ludową pieśń którą śpiewa cały świat miłujący pokój Wyklęty powstań ludu.
Panie polityczny, przepraszam a kto ich będzie uczył tych ludowych piosenek, bo ja jestem ze wsi ale ja takich nie znam. tłumaczy star­szy rybak
Nie, nie ja ich nie znam.
Bo wam burżuazja nie pozwala ich śpiewać.
Cisza! 
I proszę o powagę, mówi KO., ten wspaniały zespół poprowadzi nasz pan drugi mechanik, który wczoraj sie zgłosił na ochotnika. Jako dyrygent!
Są duże brawa, brawo drugi mechanik brawo!


Co ja mam być dyrygentem? Ja  mechanik?
Przecież wczoraj mówiłeś o dyrygencie- odpowiada polityczny.
Tak ja mówiłem ale inaczej, że w burżuazji jest tak ,gdyby nasz trymer śpiewał to musi patrzeć na tego dyrygenta a ten mu grozi ta­kimi małymi pałkami taki tam jest przymus.
U  nas nie trzeba dyrygen­ta u nas  nie ma przymusu i taki Tadzio będzie wiedział jak ma sam śpiewać.
To co u nas nie ma dyrygentów, ktoś pyta.
W naszej ludowej ojczyźnie nie ma przymusu- odpowiada polityczny.
A nasi  śpiewacy będą sie sami uczyć, wiecie kolektywnie.
No to niech już sobie idą na szalupowy i tam trenują,  ktoś mó­wi, szkoda czasu, lada dzień możemy dobić do bazy.
Znowu są gromkie oklaski dla młodych talentów.
Praktykant Andrzej, marynarz z tatuażami  japońskimi, już próbuje się wycofać ze zespołu i zaczyna tłumaczyć panu politycznemu.
Panie polityczny ja proszę o zwolnię mnie z tego zespołu .
A niby to dlaczego? Nie chcecie pracować w kolektywie a może sie wam ktoś ze zespołu nie podoba , no mówcie mi, mówcie. Trwa dyskusja.
No mówcie , mówcie smi a może chcecie sami solo śpiewać?
Ja panie polityczna nie umiem śpiewać a w dywizjonie wartowniczym to my nie śpiewaliśmy   ruskich piosenek.
Cicho! Jak wy sie wyrażacie? To wy   nie wiecie że należy mówić Związek Radziecki a nie Ruskie.
Przepraszam panie polityczny za to że sie tak brzydko wyraziłem- mó­wi praktykant,
Od dziś wy  praktykant będziecie czytali wielkie dzieło naszego wiel­kiego ojca polskiego narodu Towarzysza Stalina. Wy trymer podajcie mi to dzieło, zwraca sie do mnie KO.
Już panie polityczny o jakie to strasznie zniszczone, mówię i podaje panu politycznemu.
Patrzcie praktykant, widzicie jak to dzieło jest zniszczone a to dlatego że załoga nawet na wachcie czyta ale ma szczęście że dziś jest w bibliotece.
A jakie są plamy na stronach, wtrąca palacz Kochasiu, ludzie nie szanują no nie?
To są nasze łzy , panie palacz, ludzie czytają i tak sie wzruszają tak, tak- tłumaczy KO.
Prawda jest trochę inna, pan polityczny widząc wychodzącego z ko­tłowni palacza albo trymera , wręcza im te dzieła i każe by trochę te strony wybrudzić.
Bo jak ktoś przyjdzie z komitetu zobaczy te zabrudzone dzieła będzie przekonany o tym że załoga jest bardzo zainteresowana tymi dziełami.
A plamy na stronach to przy odkaszleniu coś tam z ust wyleciało a na podłogę w messie pluć nie wypadało a na stronę? To był wypadek przy pracy .
Macie praktykant dzieło, mówi KO.- będzie po dziesięć stron dziennie czytali a późnij będziecie nam to referować załodze.
Będzie obecny i pan kapitan i może was zapytać was, no wiecie taki mały egzamin, ja będę przy tym jako opiekun waszej świadomości socjalistycznej.
Widzę że jest w swoich żywiole i ma ofiarę ideologiczną wiec znikam mu z kursu i dyskretnie ładuje sie do koji,  do swego raju, nawet nie zapalam światła, udaje że już śpię.
Mijają nam dni postoju na kotwicy i jakoś sie nikt nami  nie interesuje, nawet nikt nie patrzy z bazy w naszą stronę.
W czasie tego postoju nasza załoga wykonuje dużo pracy na pokładzie i w maszynowni,  to też nasz statek zmienił swój wygląd zewnętrzny.
Co parę godzin załoga polewa wodą morską znajdujące sie beczki na pokładzie, pokład naszego statku jest udekorowany suszącymi sie ma­teracami i pościelą.

W ósmym dniu postoju jest gwizdek z mostku który przerywa naszą monotonie postoju na kotwicy.
Przygotować sie do manewrów.
Po kilkunastu minutach już podchodzimy do statku-bazy, oczywiście ja ide na wywiad, o już wiem będziemy cumować do m/s „Stalowa Wola”.
Zdajemy beczki z rybą, po kilku godzinach nasz statek zmienia swoje stanowisko przy burcie bazy.
Przesuwamy sie w stronę  dziobu pod pierwszą ładownie będziemy brać na pokład puste beczki
Pobieranie pustych beczek z bazy jest trochę uciążliwe bo z bazy podają nam w siatce po pięćdziesiąt beczek w hifie, na nasz pokład.
Po wysypaniu beczek z hifu na naszym pokładzie jest piramida beczek,  załoga szybko je ładuje do naszych ładowni i nie tylko
.Beczki umieszcza sie na szalupowym, na rufie, wszędzie widać beczki. Wszystkich beczek pustych i te ze solą będzie ponad tysiąc sztuk.
Ze statków baz otrzymujemy wszystko co jest nam potrzebne do połowów. Jest już wieczór, beczki już mamy na pokładzie , ale stoimy    jeszcze przycumowani do burty statku - bazy.
Dobrze że jest pogoda i że możemy spokojnie stać przy burcie bazy.
Załoga jest już po pracy, przechodzi na statek -baza traktując" to jako wyjście na ląd,  tu na bazie można sie w niektóre rzeczy zaopatrzyć, 
Ktoś od kogo kupuje , ktoś coś komu sprzedaje, taki mały handelek zamienny, nikt z kierownictwa na to nie zwraca uwagi.
Noc minęła nam przy burcie bazy, po śniadaniu zaczyna sie znowu praca, z bazy dostajemy beczki że solą, trochę denek do beczek i trochę obręcz do beczek,  teraz będziemy czekać na prowiant i węgiel .
Późno w nocy zmieniamy nasz postój, odchodzimy od   m/s Stalowa Wola i podchodzimy do burty flagowego statku bazy do s/s  „KASZUBY”. KASZUBY to piękny statek, ma swoje lata ale wygląda imponująco. Na jego pokładzie jest tam wiele kabin pasażerskich, są palarnie, kino, świetlica no i duża łaźnia.
Urodą tego statku jest jego potężny komin i piękny mostek kapitański i pozostałe nadbudówki statku. Statek otrzymaliśmy go w ramach po­działu floty niemieckiej, jako odszkodowania, pierwotnie statek ten nosił nazwę
s/s „CHOPEN”,   .
Gdy statek przeszedł do rybołówstwa  zmienno mu nazwę na KASZUBY.
Statek s/s „KASZUBY”  ma piękną nie spotykaną maszynownie.
Jest parowcem a jego główna maszyna to kilka piętrowa maszyna w ich cylindrach niskiego ciśnienia może z powodzeniem tańczyć dwie pary,.
Wadą tego statku?
Jest a kto z nas ich nie ma? Wadą jest to że jak płynie i jest sztorm to kadłub jego tak sie 'wygina na fali że linka łącząca mostek kapitań­ski z nadbudówką na której jest komin tak sie naciąga że syrena daje sygnały.
Załoga wolna od wachty przechodzi na bazę.
Za zgodą mechanika ró­wnież mogę sobie pójść na bazę, namawiam swego zmiennika.
Tadek bierz swoje brudne lumpy i idziemy na bazę, wiesz trzeba wy­mienić sobie prześcieradło ,ręcznik no i wykąpać w słodkiej wodzie.
Zmiennik już wszystko wiąże w jedną całość, pozawiązuje sobie ten Pindel do pleców i gotowi wychodzimy na pokład .



Patrz jak ja ide po sztorm-trapie, trzymaj sie mocno i nie patrz na dół ,  śmiało i do góry.
Już 'jestem na pokładzie bazy i patrzę na stojącego trymera.
Tadek! chodź do góry! Wołam, śmiało do góry, patrz jak kucharz wszedł na bazę, co tak stoisz? No chodź do góry!
Nie, nie ja już nie długo mam wachtę, odpowiada Tadek.
Ale mechanik nam pozwolił ,możemy nawet do kina pójść, mamy wolne,  tłumacze Tadkowi.
Wiesz ja jutro pójdę na bazę , bo dziś jakoś
Tadek,  jutro nie będzie czasu bo będziemy węgiel pobierać.
Tadek ty wiesz tu można dostać ciepły kawał chleba, wody sie napić ile chcesz a do kąpania jest prawdziwe mydło a nie takie jak u nas szare i można sie długo kąpać,  zachęcam zmiennika.
Nie, nie idę dzisiaj bo Andrzej też nie idzie,  idę spać.
Jak pójdziesz do koji to ciebie obudzą na wachtę, ty Andrzej masz
Wolne? To wal do góry, mówię, ale mój zmiennik już idzie w kierunku rufy do kabiny.
W pierwszej kolejność to idę do źródełka, pije tyle wody że aż mi się uszami przelewa. Pan  Bóg wiedział co stworzyć człowiekowi, jaka ta woda jest smaczna taka jak w domu.
No a teraz pod prysznic, spłu­kuje ze siebie skorupę soli, o teraz to czuje że woda spłukuje ze mnie nie tylko sól. myje sie na zapas, mydło jest można sobie nie żałować.
Takie mydło to nie to co na naszym statku to szare mydło z beczki, gorzej jest z wycieraniem, bo mały lniany ręcznik ale mam prześcieradło przypominam sobie i już sie wycieram do sucha, teraz to czuje jak młody bóg.
Umyty z tobołkiem czystej odzieży idę w kierunku magazynów, na de­gustacje ciepłego chleba.
Jestem szczęśliwy,  jestem umyty i to na za­pas, mam kawał ciepłego chleba w garści to jest rarytas a nie chleb a i ta dobra woda ,szkoda że nie zabrałem sobie butelki na tą wodę.
Mały spacer po pokładzie statku, spotykam znajomych i idziemy do świetlicy tam można posiedzieć sobie, porozmawiać, poczytać ga­zetę albo jakieś czasopismo o tematyce politycznej.
I znowu wychodzę na pokład,  spaceruje tu jak po ulicy w Gdyni
Tu na statku - bazie praca trwa od rzucenia kotwicy do jej podniesienia, tu nie ma niedzieli, nocy, deszczu, słońca, przerwa w pracy to już jak jest sztorm i statki łowcze nie mogą przycumować do burty bazy.
Są i takie chwile że jakiś trawler zerwie sie z cum ,wówczas potężny głos syreny statku-bazy daje sygnały, oznajmia alarm, wszyscy le­cą do swoich statków by sie upewnić czy to mój statek nie zerwał sie z cum.
Na trawlerach, przycumowanych do burt bazy ich załogi również są pogotowiu i obserwują co sie dzieje, czy jakiś trawler nie dryfuje na ich statek.  Postój  przy bazie nawet przy dobrej pogodzie może sie zdarzyć że pęknie któraś z cum.
Na pokładzie statku- bazy jest straszny hałas powodowany pracą kilkudzie­sięciu wind przeładunkowych, nawet jest trudno przechodzi po. pokła­dzie bo co chwile nad pokładem wisi ileś tam beczek z rybą.
Przechodzę szybko po pokładzie i idę w kierunku rufy statku-bazy.
O tu mogę popatrzeć sobie na pływające miasto, z dziobu ,z lewej i prawej burty otaczają nas statki łowcze, które w nocy są oświe­tlone, inne mają zapalone choinki nawigacyjne, inne światła nawiga­cyjne a całość jest spotęgowana odbiciem tych świateł w lustrze powierzchni morza.
Naprawdę jest to duże oświetlone miasto.
A tam gdzieś z dziobu widać migające jakieś światła.

To świa­tła portowe, popatrz tam hen daleko, to są błyski latarnia te kolorowe światła to są wejściowe, wejściowe do portu, ale te rucho­me?
Już wiem to poruszające sie samochody po ulicach miasta.
Całość to piękna paleta świateł, nie wiem gdzie sie kończy nasze pływające miasto a gdzie jest brzeg lądu, jest jedna wielka pano­rama świateł.
Tylko tu od strona rufy jest- inaczej, jest jakaś ciemność, jakiś tunel ciemności, tak to wyjście ze zatoki.
Wyjście na morze, na nasze łowiska.
Ale i tu widzę jakieś małe błądzące światełko, jest małą  nie ga­snącą iskierką, tak, tak to światło rufowe jakiegoś trawlera któ­ry już idzie na łowisko.
Patrzę na to nasze 'pływające miasto, na to nasze Polskie Pływające Miasto! Na jego urok i myślę sobie gdybym umiał to wszystko na małym skrawku papieru to narysować, trochę o nim napisać, by to oglądane przeze mnie
Piękno.
Piękno ciężkiej pracy tych ludzi, tych rybaków dalekomorskich pokazać, pokazać chociażby rodzinie tego rybaka dla którego nie ma nocy, święta, niedzieli, deszczu,  słońca a jedy­nie zapewnione przez armatora czterech godzin nieprzerwanego snu.
Ci  wspaniali ludzie tam na lądzie nie opowiadają o sobie, o swojej ciężkiej pracy tu na morzu, bo i komu to opowiadać o ciężkim ich życiu i pracy, ci ludzie są szczęśliwi gdy spotykają sie ze swymi kochającymi,  zapominają o morzu i o swojej ciężkiej pracy tu na morzu
Patrzę, patrzę, może chociaż małą cześć tego uroku, uroku tej pięknej nocy,  tu na morzu stojąc na rufie statku bazy. Zapamiętać a tam na lądzie komuś opowiedzieć tą piękną noc oglądaną z rufy statku – bazy.
Czas, pójść na swój piękny parowiec, tak jestem szczęśliwy tu na tym moim statku o gwieździstej nazwie s/t „PLUTON”,
Tu na jego pokładzie są spełnione moje marzenia. Zobaczyć, poznać a i pokochać żywioł, żywioł jakim jest Morze.
W koji rozmyślam o tym co dziś przeżyłem, musze to napisać w zeszy­cie swoim, małym pamiętniku, może jak będę opowiadałby nie zapomniał .
O, skończył mi sie zeszyt, ze ja tego nie wiedziałem wcześniej bo może na bazie bym dostałbym jakiś zeszyt.
Zastanawiam się kto będzie miał cierpliwość poznania szkoły życia.
Życia na morzu.

 

 

Powrót z dalekomorskiego łowiska we wspomnieniach Człowieka Morza

Powrót z dalekomorskiego łowiska we wspomnieniach Człowieka Morza

 

A NASZE MŁODE LATA…………

A W SERCU POZOSTAŁ SMUTEK ŻAL. ŻAL. ZA MŁODOŚCIĄ.

KIEDY TO JA CZUŁEM SIĘ JAK DZIECKO ŻYWIOŁU, TAM GDZIEŚ HEN.

HEN NA ŁOWISKACH MORZA.

A DZISIAJ JUŻ I WSPOMNIENIA W MOIM.

STARYM UMYŚLE SĄ OTOCZONE JAKĄŚ MGŁĄ.

A TAK CHCIAŁBYM KOMUŚ

KOMUŚ OPOWIEDZIEĆ O MORZU, MŁODOŚCI A I MIŁOŚCI.

BO I JAM CI KIEDYŚ MŁODYM BYŁ I MIAŁ CI DWIE.

DWIE MIŁOŚCI – ANIOŁA DZIEWCZYNĘ A I ŻYWIOŁ MORZE.

 

 

Autor tekstu i grafiki: Marian Rodak
Współpraca: Ewa Sorn