Nasz sklep

Kompasy

Busole i kompasy

Sekstanty

Sekstanty

Lunety

Lunety żeglarskie

Koła sterowe

Koła sterowe

Dzwony okrętowe

Dzwony okrętowe

Lampy nawigacyjne

Lampy nawigacyjne

Telegrafy maszynowe

Telegrafy maszynowe

Modele jachtów

Modele jachtów

Zegar słoneczne

Zegary słoneczne

Polacy w regatach Rolex Sydney do Hobart

73 edycja regat Rolex Sydney to Hobart za nami. Była szczególnie ważna dla polskich kibiców, ponieważ po trzech latach przerwy na starcie stanął ponownie jacht pod polską banderą. „Weddell” dowodzony przez Przemka Tarnackiego, to jacht klasy Grand Mistral, jednostka już nie nowa, bo z roku 1998, ale solidna i godna zaufania.

Przed laty to te jachty miały startować w regatach Whitbread Race w formule one design, później próbowano zorganizować konkurencyjną imprezę Grand Mistral Race, ostatecznie nic z tych planów nie wyszło, ponieważ zamiast 16 jachtów szwajcarska stocznia Decision zbudowała w terminie zaledwie osiem jednostek.

Już na długo przed startem pompowano balonik; wizyty przedstawicieli załogi we wszystkich chyba telewizjach informacyjnych, szumne zapowiedzi, przedstartowe przewidywania, zapowiadano walkę o czołowe lokaty. W wywiadzie dla magazynu „W Ślizgu „Przemek zapowiadał: „Na pewno chcemy dopłynąć do mety w jednym kawałku i przywieźć ze sobą ogromną porcję oceanicznych doświadczeń. Jeżeli chodzi o miejsce to myślę, że możemy powalczyć o 7 albo 8 pozycję, ale wszystko zależy od warunków. To byłby duży sukces, patrząc na to, że pierwsza szóstka to budżety wielkości kilkunastu milionów euro.” Na Facebooku zaplanowano liczne wejścia na żywo, szczegółowy plan łączności satelitarnej, jednym słowem pełen profesjonalizm w dziedzinie public relations. Zapowiadała się walka na całego.

Analiza startu Polaków w regatach Rolex Sydney do Hobart

Oprócz polskiej załogi, na starcie stanęło jeszcze 101 innych, wśród których nie zabrakło zawodowców i wielu wyśmienitych żeglarzy. Największą uwagę koncentrowały na sobie jachty klasy Super Maxi. 30-metrowe „LDV Comanche”, zwycięzca sprzed 2 lat oraz „Wild Oats XI”, 8-krotny zwycięzca tych regat, który rekord trasy ustanowił już 3 krotnie. Na pokładzie popłynęli ludzie, którzy aż 135 razy brali udział w tym klasyku, ludzie żeglujący ze sobą od lat i doskonale się rozumiejący. To między tymi jachtami miał się rozegrać pojedynek o zwycięstwo bezwzględne, na przeliczniki obydwie załogi się nie oglądały. „Comanche” zmienił niedawno właściciela, a nowy armator odmienił skład dołączając do niego swoje dzieci. Członkowie załogi startowali w tych regatach tylko 34 razy, spośród czołówki była to najmniej doświadczona załoga. Pierwsze skrzypce na pokładzie grał jednak James Spithill, zwycięzca Pucharu Ameryki w zespole Oracle Racing, tajna broń armatora w walce o zwycięstwo.

Analiza startu Polaków w regatach Rolex Sydney do Hobart

Poza tym w walce o zwycięstwo liczyły się także „Black Jack”, czyli dawna „Alfa Romeo 2”, jacht, który wygrał aż 145 regat na całym świecie, radykalnie zmodernizowany przed tym startem, na pokładzie którego żeglowali ludzie mający za sobą 107 startów w tych regatach. Nie bez szans był również „Infotrack”, który rok wcześniej jako „Perpetual Loyal” ustanowił rekord trasy. 147 startów członków tej załogi robiło wrażenie nie tylko na statystykach, to doborowa i bardzo zgrana załoga. Brano pod uwagę także „Wizzarda”, który w ubiegłym roku dopłynął na metę jako drugi z czasem lepszym od dotychczasowego rekordu trasy. Ten jacht to dawna „Groupama 4”, zwycięzca Volvo Ocean Race, co jest chyba najlepszą rekomendacją.

Analiza startu Polaków w regatach Rolex Sydney do Hobart

Tuz po starcie pomiędzy dwom a faworytami doszło do incydentu brzemiennego w skutki. Płynący lewym halsem „Wild Oats XI” zrobił zwrot przez sztag tuż przed dziobem swego rywala, co omal nie doprowadziło do kolizji. Natychmiastowy protest Spithilla zapowiadał, ze tym razem regaty mogą rozstrzygnąć się nie tylko na wodzie. Załoga „Owsa” nie zdecydowała się na kręcenie karnych dwóch „kółek”, w tej sytuacji regulamin regat pozostaje bezwzględny. “A boat which is found after a protest hearing to have infringed a [right-of-way rule while still inside Sydney Harbour] shall receive a time penalty of not less than 5 minutes added to the boat’s elapsed time." Wszyscy ruszyli dalej, na oceanie najszybsze jachty szybko oddalały się od reszty stawki, tym bardziej, że sprawdziła się prognoza pogody. Miało wiać z rufy, do 30 węzłów, co faworyzowało jachty większe.

Analiza startu Polaków w regatach Rolex Sydney do Hobart

Polska załoga płynęła w zwartej grupie, jeszcze wszystko było przed nimi. Meldunek z pokładu nadany o 1226 brzmiał: „Trwa kolejna wachta, prognoza pogody ok. Za nami ponad 100 nm. Oby tak dalej.”. Wkrótce pozycja naszego jachtu ustabilizowała się, żeglował na 27 miejscu, co wciąż dawało nadzieję na dobry wynik. Każda godzina przynosiła jednak prawie 8-milową stratę do „Comancha”, który jako jedyny w stawce uzyskiwał regularne prędkości powyżej 20 węzłów, podczas gdy nasi wyciskali z Grand Mistrala ledwo 12 - 14 węzłów. Wiało w miarę stabilnie, z rufy, flotylla spokojnie i bez większych strat płynęła wzdłuż brzegów Australii na południe. Po 17 godzinach żeglugi prowadzący „Comanche” miał do mety 296 mil, „Wild Oats” miał 15 mil straty, „Black Jack” 35. „Infotrack” miał już powyżej 50 mil straty i wiadomo było, ze w tym roku niewiele zwojuje. Przewaga liderów nad rezultatem ubiegłorocznego zwycięzcy powiększała się i było już jasne, że będzie nowy rekord trasy.

Analiza startu Polaków w regatach Rolex Sydney do Hobart

„Weddell’ żeglował na 28 miejscu, ale po piętach deptał mu „Smuggler”, niemal o połowę krótszy 46-stopowy Rogers, który wkrótce prześcignął naszych odjeżdżając w ekspresowym tempie do mety. Z pokładu polskiej załogi popłynął komunikat: „265 nm za nami. Lżejsi o jednego spina lecimy dalej przez Bassa.” Polacy odjechali daleko na wschód, podczas gdy większość rywali starała trzymać się najkrótszej drogi do mety. Po 24 godzinach w morzu nasi wciąż tryskali optymizmem: Z pokładu popłynął kolejny komunikat: „Doba za nami. Ponad 300 nm świetnej przygody. Wszyscy ok i w dobrych humorach.” Wkrótce w czołówce odnotowano przetasowania, oto bowiem „Wild Oats XI” przez kilka godzin żeglował z większą prędkością i zdołał wyprzedzić „Comancha”. Obydwa jachty miały na licznikach powyżej 20 węzłów, reszta stawki sporo poniżej. „Infotrack” wyjechał na 4 miejsce, co było zaskoczeniem nawet dla załogi, a tymczasem nasi spadli na 31 miejsce nie obroniwszy ataku kolejnych mniejszych jachtów Było to o tyle zaskakujące, że warunki były dla „Weddella” niemal idealne; wiało silnie z rufy, a zafalowanie nie było ekstremalne. Brak spinakera dawał się we znaki, ale dobre nastroje nie gasły. Wkrótce „Comanche” przypuścił atak i jako pierwszy wpłynął na Zatokę Sztormów, ostatnią prosta do mety. Wiatr siadł, a konkurent deptał mu po piętach. Na 15 mil przed metą to „Owies” znowu prowadził, węższy kadłub lepiej radził sobie przy zwrotach w słabych podmuchach popołudniowego gasnącego wiatru. Systematycznie powiększał przewagę i jako pierwszy przekroczył linie mety. Czas zwycięzcy to 1 doba, 8 godzin, 48 minut i 50 sekund, o prawie 5 godzin szybciej od dotychczasowego rekordu. 26 minut później wyścig ukończył „LDV Comanche”, który prowadził niemal na całej trasie. Czas ekipy Conneya to 1 doba, 9 godzin, 15 minut i 24 sekundy. Teraz wszyscy czekali na rozstrzygnięcie protestu. Werdykt jury zaskoczył chyba wszystkich. Do czasu załogi „Wild Oats XI” doliczono aż 1 godzinę, co skutkowało odebraniem tej załodze nie tylko dziewiątego zwycięstwa w regatach, ale także rekordu trasy. Oficjalnym rekordem jest zatem czas „LDV Comanche” -

Analiza startu Polaków w regatach Rolex Sydney do Hobart

Analiza startu Polaków w regatach Rolex Sydney do Hobart

Kiedy zwycięzca dotarł na metę, „Weddell” miał jeszcze do pokonania 288 mil, czyli 45% dystansu. Nieopodal Cape Pillar, lokalny niż burzył ustalony porządek w pogodzie ciągnąc za sobą niestabilne warunki. Wiatr siadał i zmieniał kierunek, stawało się jasne, że ostatnie mile będą trudne.

Analiza startu Polaków w regatach Rolex Sydney do Hobart

Po północy lokalnego czasu nasza załoga, płynąca wciąż w Cieśninie Bassa, meldowała: „Druga noc na łodzi. Humory dobre. Warunki pogodowe stabilne i dobre dla nas. Trzymamy kciuki za dobry wiatr do końca wyścigu.” Prawie 5 godzin później napłynął kolejny meldunek: „Piękne wybrzeże Tasmanii po prawej burcie. Wszystko idzie zgodnie z planem.” Tymczasem jednak kolejna grupa jachtów zbliżała się do Cape Pillar, który był punktem odniesienia wobec wcześniejszego rozrzucenia jachtów na oceanie. Pozycja 31. była już zagrożona, mniejsze jachty w słabszym wietrze kolejno dochodziły Polaków. W ujściu rzeki Derwent, nad która leży Hobart, nie wiało prawie nic. Prędkości jachtów to 3 węzły, ale ciężki „Weddell” radził sobie słabiej z rywalami i spadał na coraz dalsze pozycje. Skończyło się na miejscu 36. Później w wyniku kary dla „Infotracka” nasi skoczyli o „oczko” w górę. Miejscu dalekim, jednak w pełni satysfakcjonującym naszą załogę choć przecież przedstartowe plany jednak się nie ziściły. W wywiadzie, opublikowanym 14 grudnia na stronie PZŻ, Przemek zapowiadał: „Z największymi w tych regatach jak „Comanche”, „Wild Oats” czy „Loyal” nie mamy szans w czasie rzeczywistym, bo to inna liga w każdym wymiarze natomiast mając silny wiatr od rufy i dobrą falę możemy być sprawcami zamieszania w klasyfikacji przelicznikowej...

Analiza startu Polaków w regatach Rolex Sydney do Hobart

Nie zamieszali, do mety dotarli daleko za liderami. Na mecie w wywiadzie udzielonym Polskiej Agencji Prasowej przekaz był już zupełnie inny. Przemek powiedział: „Nie napinałem się na jakiś wynik. Przed startem mówiłem: celem jest meta, ale nie za wszelką cenę. Dotarliśmy do Hobart bez uszczerbku na zdrowiu załogi, liczącej ze mną 27 osób. I z tego osiągnięcia jestem bardzo zadowolony. A wynik to sprawa drugorzędna. Nie byliśmy przysłowiową czerwoną latarnią, wstydu Polsce chyba nie przynieśliśmy; za nami jest jeszcze 61 jachtów, a pięć musiało się wcześniej wycofać. (…) Naprawdę nie zakładałem sobie jakichś planów wynikowych i nie patrzyłem też na czasy, jakie uzyskali poprzednicy.

Jak wypadła realizacja przedstartowych zamierzeń ambitnej załogi? „Weddel” w klasyfikacji generalnej zajął ostatecznie 35 miejsce żeglując na 628-milowej trasie w ciągu 2 dób, 23 godzin, 54 minut i 1 sekundy. Stosując przelicznik IRC „polski” jacht zajął 76 miejsce (na 77 sklasyfikowanych). Do zwycięzcy, jachtu „Ichi Ban”, nasi stracili nie minuty czy godziny, ale prawie dwie doby w czasie skorygowanym i ponad 40 miejsc w rankingu. Faworyzowany „Wild Oats XI” uplasował się na pozycji 19, a „Comanche” na 21.

W klasyfikacji IRC div 0 sklasyfikowano 13 jachtów, „Weddell” był 12. A ostatni jacht znalazł się tam wskutek kary nałożonej przez organizatorów, bo jego czas skorygowany był lepszy od polskiego jachtu o prawie 40 godzin.

W klasyfikacji ORC było niestety podobnie. Polacy zajęli miejsce 48, ostatnie, z ogromną stratą nie tylko do lidera, ale także do poprzedników. Nasi żeglarze przegrali ze wszystkimi jachtami w dywizji 1. i ze wszystkimi rywalami z klasy 2 i 3. Sąsiadujący z polskim jachtem, „Chancellor” z dywizji 3., jacht klasy Beneteau 47,7, był po korekcie czasu szybszy o prawie 10 godzin.

Także bezduszna klasyfikacja ORC div. 1, grupująca jachty większe, była ponownie bezlitosna dla polskiej załogi. Można powiedzieć, że to przypadek, bo zwycięzca w tej klasie to superłódka klasy TP 52, których w pierwszej dziesiątce rankingu uplasowało się aż 6.. Różnica pomiędzy zwycięzcą w tej klasie, „Questem” a „Tritonem”, sklasyfikowanym na miejscu 15., wyniosła około 7 godzin w czasie skorygowanym. 16. jacht na mecie, „Weddell” stracił do zwycięzcy prawie 48 godzin, a do poprzednika w klasyfikacji prawie 40 godzin.

Szczegółowe wyniki znajdują się na stronie regat: http://www.rolexsydneyhobart.com

Na osłodę pozostał rekord Polski na trasie z Sydney do Hobart. To dziwaczna formuła, ale dająca jakiś sukces załodze Przemka. W 2014 roku popłynęły dwa jachty wyprawowe, par excellence turystyczne, bez żadnych pretensji do żeglarskiego wyczynu: „Katharsis II”. I „Selma Expedition”. „Katharsis”, dowodzony przez Mariusza Kopera, 70 edycję regat w klasyfikacji generalnej ukończył na 65 miejscu, kończąc regaty w czasie 3 doby, 8 godzin, 5 minut i 58 sekund. Po przeliczeniu rezultatów okazało się, że nasz jacht uzyskał rezultat porównywalny z nowymi jachtami klasy Super Maxi 100. Stosując przelicznik IRC „Katharsis” zajął 67. miejsce, podczas gdy „Wild Oats” uplasował się na pozycji 71, a „Comanche” na 73. „Selma”, dowodzona przez Piotra Kuźniara i Kazimierza Jasicę, ukończyła regaty na 94 miejscu żeglując w czasie 3 dób, 22 godzin, 34 minut i 1 sekundy. Po przeliczeniu „Selma” zajęła 76. miejsce.

Już jednak w 2001 roku, w 57 edycji regat, na tej samej trasie popłynął regatowy jacht „Łódka Bols”, który podczas tej imprezy nosił nazwę „Łódka Sport”. Wówczas na jachcie żeglowała 24-osobowa załoga, wśród której 13 żeglarzy to Polacy. Był to jacht na wskroś regatowy, za sobą miał dwie kampanie w regatach Whitberead Race, a w Polsce u schyłku lat 90. stał się prawdziwą sensacją. Do mety „Łódka” dotarła w czasie 3 dób i 4 minut, co pozwoliło na zajęcie 10 pozycji i to ten wynik o niespełna 10 minut poprawiła załoga „Weddella” po 16 latach. Jednak wówczas po przeliczeniu, w klasie IRC polski jacht sklasyfikowano na 2 miejscu. W swojej dywizji, IRC A, jachtów większych, Łódka Sport” wygrała. „Naszych” prześcignął tylko John Quinn dowodzący niewielkim, klasycznym jachtem „Polaris of Belmont” klasy Cole 43 z 1970 roku. W wywiadzie dla nieistniejącego już magazynu „Rejs” powiedział: „Nie mogę powiedzieć, że nasz jacht został zaprojektowany specjalnie pod kątem tego przelicznika, bo IRC powstał później. A zwycięstwo z jachtami 80-stopowymi? Nie jest najważniejsze, na jakim jachcie się płynie, ale jak się żegluje”.

Po regatach w sieci rozgorzała dyskusja na temat rezultatu polskiej załogi. Ciekawą opinię w tej materii wyraził Eugeniusz Ginter. „Regaty zakończone dla naszej polskiej załogi. Gratulacje dla Przemka i całej załogi bo rzeczywiście doprowadzili jacht w jednym kawałku (nie licząc spinakera). Niestety pozostałych założeń nie udało się zrealizować. Znam Przemka od jego pierwszych ważnych kroków na arenie regat międzynarodowych i wiem, że wynik jest dla niego...powiedzmy...”niezadowalający”. (…) Jedno co przykuło moją uwagę jeszcze przed regatami to stwierdzenie Przemka o dobrym przeliczniku łodzi. Niestety to poważna choroba polskich morskich żeglarzy regatowych. Aby wygrywać w regatach przelicznikowych trzeba najpierw szybko pływać na danej łodzi, a później zająć się przelicznikami. Warto przyjrzeć się jachtom mniejszym od „Weddell”, ale znacznie szybszym. Wiem, wiem spinaker zniszczony, ale nawet zaraz po starcie nie było obiecująco.” Na stronie www.zagle.se.pl opinię tę potwierdza Dominik Życki, sternik na „Selmie” podczas regat 3 lata temu: „Oczekiwanie na to, kto pierwszy dotrze do mety w Hobart, zawsze jest bardzo emocjonujące. Wszyscy pewnie liczymy po trochu na to, że może padnie kolejny rekord trasy. Jednak większość żeglarzy zgodzi się ze mną, że kunszt żeglarski pokazuje ta załoga, która zdobywa Tattersall's Cup, czyli nagrodę dla zwycięzcy w czasie przeliczeniowym. Przeliczniki w regatach morskich mają na celu wyłonienie najlepszego zespołu, a nie najszybszego jachtu. Dlatego ten słynny puchar, przyznawany od ponad 70 lat, wskazuje na faktycznych zwycięzców legendarnego Rolex Sydney-Hobart Yacht Race”.

Czy wynik polskiej załogi należy ocenić krytycznie? Nie, wprawdzie nie był to sportowy sukces i załoga popłynęła poniżej własnych oczekiwań, co było szczególnie widoczne w zderzeniu z hurraoptymistycznymni przedstartowymi zapowiedziami, to jednak pokazała, że potrafi spiąć organizacyjnie skomplikowany logistycznie i bardzo kosztowny projekt. Przemek jest jednym z niewielu polskich żeglarzy potrafiących skoordynować takie przedsięwzięcie, ułożył doskonałe długofalowe relacje z biznesem, swoje starty opiera na solidnych biznesowych fundamentach, ma ustabilizowane zaplecze kadrowe i śmiałe plany żeglarskie. Jego projekty są dopięte na ostatni guzik, nie ma tam miejsca na improwizację i taniochę. Nie ukrywa też, że jego marzeniem jest udział polskiej załogi w regatach Volvo Ocean Race. Czy start w Australii przybliża go do celu? Zobaczymy…

 

 

Rekord przepłynięcia pod żaglami tej trasy Pod koniec lutego 2013 roku 60-stopowy trimaran klasy ORMA „Team Australia” ex „Banque Populaire IV”, dowodzony przez Seana Langmanna pobił o ponad 12 godzin i 13 minut ówczesny rekord tej trasy należący wówczas do jachtu „Wild Oats XI”. Nowy, nieoficjalny, rekord wynosi obecnie 1 dobę, 5 godzin, 52 minuty i 23 sekundy. Żeglarze oczywiście nie płynęli podczas regat, do tego dokonali tego na jachcie wielokadłubowym, które nie są dopuszczane do żeglarskiego klasyka.

Na tej trasie, ale z Hobart do Sydney, ścigało się także wielu polskich żeglarzy. Podczas regat Tall Ships Australia 1988 z Tasmanii do Nowej Południowej Walii rozegrano regaty, w których wzięły udział setki żeglarzy z kilkudziesięciu krajów. Wśród nich były także jednostki z biało-czerwoną banderą; „Dar Młodzieży”, „Jan z Kolna”, „Joseph Conrad”, „Panorama”, „Stomil”, „Asterias”, Nitron”, „Nanou” i „Gedania”.

 

 

 

Autor: Marek Słodownik

Zdjęcia: BorlenghiStudio/Rolex