Nasz sklep

Kompasy

Busole i kompasy

Sekstanty

Sekstanty

Lunety

Lunety żeglarskie

Koła sterowe

Koła sterowe

Dzwony okrętowe

Dzwony okrętowe

Lampy nawigacyjne

Lampy nawigacyjne

Telegrafy maszynowe

Telegrafy maszynowe

Modele jachtów

Modele jachtów

Zegar słoneczne

Zegary słoneczne

RELACJE Z REJSÓW

Relacje z rejsów, wspomnienia z odbytych żeglarskich podróży morskich, oceanicznych lub śródlądowych, żeglarskie wyprawy oczami uczestników, opowieści Żeglarzy o przebytych milach morskich, poznanych ludziach, kulturach, lądach oraz przygodzie na wodzie i pod żaglami.

Wspomnienia z Odysei Grenlandzkiej - część IV

Następny dzień rozpoczęliśmy razem ze stadem fok. Pluskały się radośnie, przejawiając aspiracje do akrobatyki synchronicznej. Nie bały się też aparatów. Może z powodu znacznej odległości, która osłabiała nieco siłę rażenia. Nieco, bo nasi fotografowie byli przygotowani na taką okoliczność, posiadali obiektywy popularnie zwane lunetami.
Wyruszyliśmy w drogę powrotną, ku Islandii. Często jednak obracaliśmy się, żeby popatrzeć jeszcze raz na łańcuch grenlandzkich gór Watkinsa wciąż wznoszący się nad oceanem mimo oddalenia o ponad 80 mil morskich.

Wspomnienia z Odysei Grenlandzkiej - część III

Podczas leniuchowania na wciąż nasłonecznionym pokładzie odkryliśmy kolejne ciekawe prawo natury – drobne kawałki lodu, których nie brakowało wokół burt, nie dotykały jej bezpośrednio. Doszliśmy do wniosku, że odpowiada za to napięcie powierzchniowe, a więc dysproporcja sił oddziaływania międzycząsteczkowego wobec cząstek przy powierzchni wody. Spróbowaliśmy też połowu dorsza, niestety, bez powodzenia. Na nasz haczyk skusił się tylko przedstawiciel morskiej flory, nie nadający się do jedzenia.

Wspomnienia z Odysei Grenlandzkiej - część I

 

Od razu na głęboką wodę

Cóż może być lepszą ilustracją tego powiedzenia, niż wyprawa przez Atlantyk ku pociętej fiordami Grenlandii bez jakiegokolwiek doświadczenia z żeglarstwem? Skipper, zaprosił mnie na swój etap organizowanego przez Jacht Klub AZS rejsu, kiedy jeszcze nie wiedziałem, co to jest sztag, a słowo „kingston” kojarzyło mi się z tylko z nośnikiem danych elektronicznych. Nie zrobił tego całkiem w ciemno, rok temu żeglował z moim bratem, miał zapewne nadzieję, że dorównuję mu talentem kulinarnym. Otóż, nie dorównuję. Dlatego przez cały rejs starałem się pokazać, że mam inne zalety, które są widoczne poza kambuzem. Nie było łatwo, ale zasłużyłem na dobrą opinię po rejsową.

Wspomnienia z Odysei Grenlandzkiej - część II

Następne, co pamiętam, to bicie w dzwon, wzywające załogę na pokład. Oczywiście byłem wtedy w optymalnym do szybkiego stawienia się przed obliczem kapitana miejscu, a więc w koi. Na szczęście zdążyłem chwycić sztormiak, na buty i czapkę zabrakło już rąk, a może nóg. Powodem alarmu było przekroczenie przez nas kręgu polarnego – przez niektórych po raz pierwszy w życiu.

Szalupą do Kaliningradu

Był lipiec roku 2002 – czas mojego dojrzewania żeglarskiego i życiowego. Grupą dziesięciu przyjaciół wyruszyliśmy z Pucka do odległego (jak dla nas w tamtym czasie) Kaliningradu na otwartej szalupie typu Drużyna wyczarterowanej od puckiego hom-u. Ja miałem wtedy piętnaście lat i nie byłem do końca świadom rzeczy, które mogą nas spotkać w trakcie rejsu – chyba nikt nie był.

Więcej artykułów…

  1. Alandy 2008