Nasz sklep

Kompasy

Busole i kompasy

Sekstanty

Sekstanty

Lunety

Lunety żeglarskie

Koła sterowe

Koła sterowe

Dzwony okrętowe

Dzwony okrętowe

Lampy nawigacyjne

Lampy nawigacyjne

Telegrafy maszynowe

Telegrafy maszynowe

Modele jachtów

Modele jachtów

Zegar słoneczne

Zegary słoneczne

RELACJE Z REJSÓW

Relacje z rejsów, wspomnienia z odbytych żeglarskich podróży morskich, oceanicznych lub śródlądowych, żeglarskie wyprawy oczami uczestników, opowieści Żeglarzy o przebytych milach morskich, poznanych ludziach, kulturach, lądach oraz przygodzie na wodzie i pod żaglami.

Albiny Viggeny na Bornholmie 2010 cz.VI Świnoujście (powrót)

Zanim wypłynęliśmy ponownie w morze, to postanowiliśmy jeszcze pozwiedzać zabytkowy zamek oraz sztuczne jezioro w opuszczonym wyrobisku granitu. Przeznaczyliśmy sobie na tę wycieczkę ok. 3 h. Do zamku udaliśmy się ścieżką pnącą się w górę wzdłuż wybrzeża na południe. Wychodząc z portu skręcamy w prawo, po lewej mijamy białą budkę nawigacyjnego światła sektorowego ułatwiającego nocne wejście do Hamerhavn.

Albiny Viggeny na Bornholmie 2010 cz.V Hamerhavn

Siódmy dzień naszego rejsu rozpoczął się słonecznym, wietrznym, lecz już trochę chłodnawym dniem. Rano postanowiliśmy udać się do miasta, trochę pozwiedzać i zrobić zakupy. Oprócz produktów spożywczych chłopakom na Albinie I zabrakło piwa. Mi się jeszcze ostało trochę Lecha. Po porannej toalecie udaliśmy się do miasta. Tuż za bramami portu jachtowego jest wypożyczalnia rowerów, wpadliśmy na pomysł, że może by tak miasto zwiedzić na tych rowerach, ale okazało się, że można je jedynie wypożyczyć płacąc za cały dzień ok. 70 DK a my chcieliśmy je może na dwie godziny góra ;) . Przy braku możliwości negocjacji po prostu z nich zrezygnowaliśmy.

Albiny Viggeny na Bornholmie 2010 cz.III Bornholm/Sassnitz

Trzecia część naszego rejsu na Bornholm okazała się najgorszą z możliwych i dla nas wszystkich bardzo przykra :(  Nie pisałem tu jeszcze nic o takiej przypadłości jak choroba morska. Niestety dosięgła ona niektórych członków obu załóg przez co straciliśmy część naszej załogi. Nie zapowiadało się aż tak źle. Jak już pisałem w części drugiej, wyszliśmy z Kröslin ok. 1130 kierując się na Bornholm. Pogoda bardzo ładna, wiatr z kierunku SW siła ok. 2-3B. Można by rzec, że warunki idealne. No może tylko trochę zbyt późno wyszliśmy, ale to szczegół do przeskoczenia. Minęliśmy z lewej burty Zatokę Greifswalder a następnie z prawej burty wyspę o takiej samej nazwie.

Albiny Viggeny na Bornholmie 2010 cz.IV Ronne

No i na Albinie II pozostało nas tylko dwóch, ja i First. First zaczął mieć obawy czy aby we dwóch damy sobie radę, przecież różne rzeczy mogą się nam przydarzyć mówi, można złamać rękę, poparzyć się, zachorować itd. Podsumowałem takie rozważania tym, że gdyby tak podchodzić do tematu to nikt nigdy by nie popłynął, że przecież ludzie żeglują całkiem samotnie a my w końcu wzajemnie się asekurujemy drugim jachtem. Dobrze, że masz takie wątpliwości mówię mu, ale naprawdę to ryzyko zawsze istnieje a my musimy po prostu być bardziej ostrożni (w morzu nie musimy gotować a więc ryzyko poparzenia odpada) i niema tu nad czym deliberować, wychodzimy. Mamy być ostrożni i tyle.

Albiny Viggeny na Bornholmie 2010 cz.II Kröslin

W Świnoujściu trafiliśmy na końcówkę festynu zorganizowanego dla tubylczych turystów, więc wieczór spędziliśmy na spacerku po nabrzeżu portu i piciu piwa. Swój koncert kończyła jeszcze jakaś kapela a służby techniczne brały się za sprzątanie nabrzeża. Marek, załogant Albina I o mało nie został przez to zabrany i załadowany na samochód wraz z toitojką, którą razem z nim podniesiono do góry, musiał wyskakiwać z wysokości prawie 1m :) . Po festynie obie załogi udały się na wypoczynek. Rano pobudka o 0900, znowu spóźniona co najmniej o 2h, wszak na Bornholm mamy płynąć a tu dnia ubywa, jeszcze toaleta, śniadanie a łącznie na te sprawy trzeba na tego typu jachcie ok 2h. Szykowanie posiłków na Viggenie w morzu z powodu małej ilości miejsca oraz pewnego uniwersalizmu ergonomicznego*, jest bardzo utrudnione.