20. STAN WOJENNY 13.12.1981r. I UCIECZKA W BRAZYLII 7 CZŁONKÓW ZAŁOGI I 3 ŻON

 

20. STAN WOJENNY 13.12.1981r. I UCIECZKA W BRAZYLII 7 CZŁONKÓW ZAŁOGI I 3 ŻON

„Generał Prądzyński” – 1981/82 r. DWT= 37 800 t.  L= 201 m.

 

Onego czasu byłem zaokrętowany jako kapitan, a co się działo – pokrótce Wam opowiem:

Po załadunku kukurydzy w Filadelfii, USA, (skąd autokarem załoga pojechała do Waszyngtonu i zwiedziła Biały Dom - cbdo) popłynęliśmy przez sztormowy Atlantyk, M. Śródziemne, Dardanele, M. Marmara, Bosfor i M. Czarne – prawda ile tych cholernych mórz jest po drodze ??? – do portu Constanza w Rumunii, gdzie kukurydzę wylądowaliśmy. Tu także zwiedzaliśmy resztki rzymskich zabytków i współczesne miejscowości turystyczne (Mamaja), ale zimą to żadna atrakcja. Nawet podupadła dawna restauracja, stojąca nad samym brzegiem morza nie cieszyła oka – ale gdy bywałem tu w 1963 r. na statku „Syrenka” – była jeszcze w dobrym stanie.

W czasie długiego wyładunku w Rumunii wyrażam zgodę na wyjazd 11 członków załogi do Polski na dni wolne (rzecz chyba niespotykana!!!) w dniach 25.XI-1.XII.1981 r. Przyjeżdżają także 2 żony z Polski na statek do mężów.

 

* Po wyładunku w/w 32.960 ton kukurydzy (z USA) w porcie Constanza w Rumunii, 4.12.81 r. późnym wieczorem wyszliśmy na redę. Musiałem stanąć na kotwicy, gdyż nastąpiła awaria żyrokompasu i steru. Następnego dnia przed południem ruszyliśmy  - jak poprzednio - przez Bosfor, M. Marmara, Dardanele, M. Śródziemne, Atlantyk – do Brazylii.

* Tuż przed Wyspami Kanaryjskimi zastał nas stan wojenny w Polsce, 13 grudnia.

* Do samej Paranagui w Brazylii były trudności w łączności z PŻM-em. PŻM nie miał pieniędzy na zapłacenie za ładunek, który miał być przywieziony do Polski. Staliśmy w Brazylii do początku lutego 1982 r., zanim załadowaliśmy zboże (w Paranagui i Sao Francisco do Sul).

* Wigilię spędziliśmy na morzu, w tropiku, a już 26.12.81 r. stanęliśmy na kotwicy, na redzie wewnętrznej w Paranagua, Brazylia. Codziennie załoga mogła jeździć do miasta motorówką.

** W czasie postoju na tej redzie ze statku uciekło i poprosiło o azyl 7 członków załogi i 3 ich żony. Było z nimi dużo kłopotów. Wracali na statek i znów uciekali, później znów chcieli wrócić, aby tylko przenocować. W porozumieniu z polskim konsulem z Kurytyby powiedziałem im, że albo tu albo tu.
Na statek przyjechał konsul, było spotkanie z załogą. Żadne tłumaczenia, że bez zawodu nie mają szans na ułożenia sobie dobrze życia. Ale wszystko to jak grochem o ścianę: oni boją się komuny, oni chcą lepiej żyć, więcej zarabiać.
Zresztą, w następnych dniach oglądaliśmy ich udzielających wywiadu w miejscowej telewizji. Mówili, że nareszcie mają co jeść, a na statku głodowali – takie nędzne kreatury. Nigdy na statkach PŻM jedzenia nie brakowało; co innego z wodą tzw. słodką, która prawie zawsze musiała być racjonowana.
Ostatecznie zabrali swoje rzeczy i zostali.

** Obecnie, 1991 rok (gdy to piszę), od ich ówczesnego tłumacza w tym porcie (jest shipchandlerem) dowiedziałem się, że ci uciekinierzy zachowali się bardzo nieładnie nawet w stosunku do tych miejscowych Polaków, którzy im wówczas pomagali.  Losy niektórych uciekinierów nie potoczyły się różowo, do tej pory zmywają naczynia w restauracji. Niektórym udało się wyjechać do innych państw.

* Po częściowym załadunku w Paranagua, ładujemy trochę w porcie Sao Francisco do Sul, wracamy znów do Paranagua, ładujemy do końca i 25.01.1982 r. wypływamy w morze. Pięć dni później mija nas "Uniwersytet Jagielloński" płynący z Tubarao, na którym kapitanem jest mój dawny znajomy z "Syrenki"/1962 r., St. Petryka. Następnie mijamy "Narwik II" i "Siekierki".

W Gdyni, dokąd przypłynęliśmy, PŻM przysyła po nas autokar i bez żadnych kłopotów wyjeżdżamy na urlopy do Szczecina.

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: kpt. Władysław Chmielewski