23. LINA WKRĘCONA NA ŚRUBĘ. (cz. 1/2)

 

23. LINA WKRĘCONA NA ŚRUBĘ. (cz. 1/2)

[18] – „Huta Sosnowiec” – 1966/67 r.    DWT = 11 000 t.  L = 134 m.

 

Onego czasu byłem zaokrętowany jako drugi oficer, a co się działo – pokrótce Wam opowiem:

Po urlopie ponownie zaokrętowałem na ten statek 27.10.66 r. Po załadunku siarki wypłynęliśmy ze Szczecina 31.10.66/16.40 i zwykłą trasą: przez K.Kiloński, M. Północne, La Manche, Zatokę Biskajską, Atlantyk – popłynęliśmy do Casablanki w Maroku, gdzie odbył się wyładunek. Po umyciu ładowni przez załogę, statek został przeholowany do innego nabrzeża, gdzie załadowano fosfaty z przeznaczeniem, jak zwykle, do Polski. Dalszy przebieg rejsu był trochę przykry.

Eksploatacja zadecydowała, że po drodze wstąpimy do Middlesbrough w Anglii i załadujemy na pokład 2 olbrzymie kotły. Do portu weszliśmy 24.11.66 r. (ja jako II-oficer w czasie manewrów cumowniczych – wejście i wyjście z portu – dowodziłem marynarzami na rufie), zacumowaliśmy, kotły zostały załadowane po obu burtach między relingami i kominksem ładowni, porządnie zamocowane na wypadek sztormu na Morzu Północnym i następnego dnia wychodzimy z portu, do Gdyni, PRL.
Jak zwykle kieruję manewrami na rufie. Około 20 metrów za naszą rufą stoi jakaś pogłębiarka. Kapitan poleca z mostku rzucić cumy na rufie, co wykonujemy. W chwilę po tym, gdy holownik zaczyna nas odciągać od kei i nasza śruba zaczyna bełtać wodę za rufą, widzę, że spod rufy wynurza się i napręża gruba stalowa lina!

Melduję na mostek, że jakaś lina chyba wkręca się w śrubę! Przed manewrami nie było widać za rufą żadnej liny: marynarze i ja wychylaliśmy się za burtę rzucając i wyciągając nasze cumy, był dzień, więc gdyby była – zauważyli byśmy ją. No i jest kłopot. Maszynę statku zastopowano, ale gruba stalowa lina już nakręciła się wokół śruby naszego statku.

 

 

Kapitańska opowieść o linie wkręconej na śrubę statku

 

No i jest kłopot. Maszynę statku zastopowano, ale gruba stalowa lina już nakręciła się wokół śruby naszego statku.
Jak się okazało, pogłębiarka stojąca już wcześniej, miała linę kotwiczną położoną na dnie basenu portowego, ale niczym nie oznaczoną, pilot miejscowy też o niej nie wiedział.

* Zostaliśmy odholowani i zacumowaliśmy do beczek cumowniczych, gdzie staliśmy 24.11.-9.12.66r. W tym czasie nurek przeciął pod wodą nakręconą linę i częściowo ją usunął. W rejs jednak wypłynąć nie mogliśmy, statek (z ładunkiem!) musiał być postawiony na doku, należało uszczelnić wał śrubowy.

9-10.12.66r. holownik zaholował nas do Newcastle, gdzie w sobotę, 10/10.00-15.00 odbyło się wejście na suchy dok. Do 14 grudnia trwały prace remontowe. Wreszcie 14/19.00 schodzimy z doku i cumujemy do beczek a następnego dnia wypływamy w morze.
W Gdyni mamy wyładunek kotłów i fosfatów (19-28.12.66r.). Jest zmiana kapitana, jest składanie dokumentów do Izby Morskiej w sprawie wkręcenia się liny w śrubę.

...........................................................

 


LINA WKRĘCONA NA ŚRUBĘ. (cz. 2/2)
[46]– „Walka Młodych” – 1986/87 r.   DWT = 33 485 t.  L = 198 m.


Onego czasu byłem zaokrętowany jako kapitan, a co się działo – pokrótce Wam opowiem:

Rejs na Filipiny z ładunkiem mocznika w workach z Jugosławii (Rjeka i Kardeliewo) trwał od sierpnia 1986 r. do kwietnia 1987 r.
W czasie tego długiego postoju na Filipinach w ciepłej morskiej wodzie podwodna część kadłuba statku bardzo obrosła muszlami i wodorostami i szybkość statku znacznie się zmniejszyła. Za zgodą PŻM, gdy statek ładował w Batangas, przylecieli nurkowie z Manili i maszynami oczyścili podwodną część kadłuba z muszli.
W czasie odcumowywania z Batangas wieczorem, gruba lina (cuma) nylonowa, średnicy 8 cm, nawinęła się dookoła śruby! I koniec jazdy.

Stanąłem na kotwicy, wezwałem nurków, którzy na nasze szczęście jeszcze nie wyjechali z tego portu. Za 200 dolarów zapłaconych im z kasy statku, w godzinę obcięli linę i zdjęli ją ze śruby. Gdyby ich tam nie było, musielibyśmy wezwać nurka z innego miasta, a to zajęłoby dużo czasu. Mieliśmy szczęście w nieszczęściu. Szybko podnieśliśmy kotwicę i ruszyliśmy do następnego filipińskiego portu, do Cebu – gdzie na wysepce Macatan, leżącej obok zginął Ferdynand Magellan.

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: kpt. Władysław Chmielewski