25. OZNAKI PRZYJAŹNI I ZAUFANIA EMIGRATION USA - GUANICA NA PORTO RICO (cz.2/2)

 

25. OZNAKI PRZYJAŹNI I ZAUFANIA EMIGRATION USA - GUANICA NA PORTO RICO (cz.2/2)

[51] - „Kopalnia Zofiówka” (Guanica) – 1992 r.   DWT = 14 176 m.   L = 146 m.

 

Onego czasu byłem zaokrętowany jako kapitan, a co się działo – pokrótce Wam opowiem:

Zanim dopłynęliśmy ze Sfaxu do Rouen, trochę do siebie doszedłem po zatruciu rybą i koniecznym udaniu się do lekarza w Cartagenie – co opisałem w innym miejscu.
Eksploatacja nawet pytała mnie czy po takim zatruciu zechcę wyokrętować, ale odpowiedziałem, że nie. Po wyładunku popłynęliśmy do Szczecina, gdzie załadowaliśmy węgiel i przez Kanał Kiloński popłynęliśmy do Hamburga. W czasie przechodzenia kanału (w nocy) jak i w dalszej żegludze rzeką do Hamburga była tak silna ulewa ze sztormowym wiatrem, że w tym deszczu traciliśmy orientację. Mieliśmy dobrego, starego pilota.

Po wyładunku węgla w Hamburgu, popłynęliśmy do Antwerpii. Tu załadowaliśmy nawóz i popłynęliśmy do bardzo egzotycznego państwa Puerto Rico, do portu Guanica.
W tym czasie marynarka USA zamknęła dla żeglugi duże obszary wokół wyspy Puerto Rico i, aby nie zostać ostrzelanym, musiałem je omijać, nadkładając kilkadziesiąt mil drogi.

W porcie przez 11 dni wyładunku nikt nie miał prawa zejść na ląd, gdyż wizy amerykańskie (USA) były ale w Waszyngtonie, a tu Coast Guard chciał je mieć na miejscu. Nie godzili się na przysłanie faksem kopii wiz. Ja miałem zezwolenie na wyjście do miasta, np. do biura agenta – ale z tej łaskawości zrezygnowałem.
Port Guanica leży w głębi zatoki, na południowym brzegu wyspy, otoczony wysokimi górami. Brak wiatru powoduje, że jest tam bardzo gorąco. Pirs wyładunkowy leży tuż u podnóża wysokiej góry, porośniętej bujną tropikalną roślinnością, nad którą w dzień majestatycznie wędrują pierzaste obłoki, a nocą wędruje jasny sierp uśmiechniętego księżyca, starający się rozświetlić mroki tropikalnych ciemności.... itd.

Mamy duże kłopoty z wyładunkiem. Jest za płytko, krótkie nabrzeże z 1 tylko dźwigiem i to na końcu pirsu, konieczność 2-krotnego obracania statku, konieczność własnego sondowania z łódki głębokości za rufą, aby nie uszkodzić steru i śruby, ciągle pijany I-oficer, aż wystąpiłem do PŻM o jego wyokrętowanie po przypłynięciu statku do Europy. Jak zwykle odbiorca ładunku bezczelnie obciąża kapitana, że ten nie zgadza się na ustawienia statku według jego żądań, co oczywiście doprowadziłoby do uszkodzenia steru i śruby napędowej. Wreszcie po wyładunku wypłynęliśmy na redę.

Nie było dla nas ładunku i na polecenie Eksploatacji staliśmy 2 dni na kotwicy, kilka mil na wschód od Guanica. Następnie popłynęliśmy do USA, do Nowego Orleanu, po wytłoki kukurydzy.
I tam dopadł nas tropikalny huragan ANDREW – co opisuję w innym miejscu.

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: kpt. Władysław Chmielewski