36. Góry lodowe na trasie: Farewell/Grenlandia – Port Churchill/Zatoka Hudsona.

 

36. Góry lodowe na trasie: Farewell/Grenlandia – Port Churchill/Zatoka Hudsona.

[38]- “Gen. Prądzyński” – 1981 r.   DWT =  37 800 t.   L = 201 m.   T = 11,2 m.

 

Onego czasu byłem zaokrętowany jako kapitan, a co się działo – pokrótce Wam opowiem:

Po wyładunku, 13.8.81r. wypłynęliśmy z Londynu do Port Churchill, daleko na północy Kanady, nad Zatoką Hudsona. Po drodze jest okazja podziwiania gór lodowych dryfujących w morzu, zorzy polarnej. Trzeba było bardzo na te góry uważać, szczególnie nocą, gdyż zderzenie z taką górą ważącą  setki tysięcy ton, może być końcem pływania dla statku.
Gdy w 1912 r. nowy, duży, niezatapialny statek pasażerski "TITANIC" w nocy zderzył się z taką górą, zatonął w kilkanaście minut i utonęło ok. 2.000 ludzi, pasażerów i załogi. (Co prawda ostatnio wysuwa się hipotezę, że zatonął od wybuchu w jego maszynowni).

Dn. 21.8.81 r. rano jesteśmy 130 mil przed Resolution i między 08.00-17.00 mijamy 27 gór lodowych. W Hudson Strait na 12 milowym zakresie radaru widać po 12 gór lodowych. Obserwując je przez lornetkę, wykonuję ich szkice. Dn. 22.8.81 r. przed 23.00 zwalniam i płynę "pół naprzód": odłamki gór widać w radarze z odległości 1,5-2 mil a duże z 19 mil, wzrokowo podobnie. Od 21/8 widzialność jest b. dobra, niebo bez chmur, stan morza 2-3, wiatr 2-4°B. Nad ranem mijamy "Tobruk" płynący z P.Churchill do kraju.

 

Port Churchill we wspomnieniach kapiatana Chmielewskiego z rejsu statkiem Gen. Prądzyński w 1981r

Dn. 24.8.81 r. - w odległości 100 mil (180km) od lądu czujemy intensywny zapach lasu. O godz. 17.00 cumujemy do nabrzeża i rozpoczyna się załadunek pszenicy. Następnego dnia 4 załogantów (wraz ze mną - już od wyjścia z Gdańska mam coś z oskrzelami, w Gijon byłem u lekarza) idzie do lekarza. W wolnych chwilach łazimy po pięknej okolicy, agent zawozi nas nad cieśninę wejściową, gdzie był dawniej niewielki murowany fort. Jest ciepło - w dzień są temperatury +22°C.
Na redzie Port Churchill są białe wieloryby, pod ochroną. Ten port, to właściwie tylko nabrzeże do załadunku statków latem, w zimie wszystko zamarza. Jest elewator zbożowy i linia kolejowa do zwożenia zboża do elewatora. Jest tylko mała osada Eskimosów. W zimie nikt oprócz nich tam nie mieszka, a wieczorem wszyscy zamykają się w domach, gdyż po wiosce spokojnie chodzą białe polarne niedźwiedzie!
Załadunek trwa do 27.8.81 r. Ładujemy 35.500  ton i stajemy na kotwicy, gdyż musimy naprawić radar (spec przyleciał z Montrealu) i silnik główny. Następnego dnia rano ruszamy w podróż do Gdyni, niestety 1 radaru nie naprawiono - brak części. W południe mijamy "Narwik" płynący do P.Churchill. Pogoda popsuła się, wiatr prawie sztormowy 7°B, temp. powietrza +14°C. Następnego dnia jest jeszcze zimniej: temp. pow. +3°C, wiatr 7°B. W nocy płyniemy bardzo ostrożnie.
Dn. 30.8.81 r. - 100 dzień rejsu - lód na pokładzie pelengowym, temp. wody +2°C. Mijamy "Gen. Bem" płynący do P.Churchill. Następnego dnia po południu mijamy cypel Chidley a przez noc, w godz. 23-06, stoję w dryfie, gdyż jest fala, nasz słaby jedyny radar nie pokazuje małych gór lodowych. Z tamtych obserwacji wynika, że: na obszarze Hudson Strait i Hudson Bay nie ma żadnych ptaków; na H. Strait temp. wody wynosi +3°C i jest tu dużo gór lodowych, a na H. Bay temp. wody wynosi +10°C i gór lodowych nie ma.
Dn. 3.9.81 r. rano mijamy wreszcie C. Farewell (połudn. Grenlandii) i tu widzimy jeszcze 1 górę lodową, już poza oficjalnym obszarem ich pobytu.
Z ładunkiem pszenicy popłynęliśmy do Gdyni.

Góry lodowe we wspomnieniach kapitana PŻM z rejsu do Zatoki Hudson w 1981r

Góry lodowe we wspomnieniach kapitana PŻM z rejsu do Zatoki Hudson w 1981r

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: kpt. Władysław Chmielewski