40. KUBA – 1966r. (cz. 1/2)

 

40. KUBA – 1966r. (cz. 1/2)

[17]- „Transportowiec” – 1966 r.  DWT = 14 072 t.  L = 156 m.

 

Onego czasu byłem zaokrętowany jako II-oficer, a co się działo – pokrótce Wam opowiem:

Zaokrętowałem w Szczecinie w ostatnim dniu lutego 1966 r. Na statku był zaokrętowany kolega ze szkoły morskiej - Stanisław Pantoł - III-oficer. Ponieważ na statku było 4 oficerów pokładowych, więc służby portowe pełnili II, III i IV oficer, a więc co 3 dzień. Było to bardzo wygodne. Byłem tu tylko przez jeden 4-miesięczny rejs, który mile wspominam. Kapitanem "Transportowca" w tym rejsie był Henryk Bansleben, bardzo sympatyczny człowiek.
Na statku była też na praktyce duża grupa studentów z Wyższej Szkoły Morskiej. Z taką grupą studentów-praktykantów miałem do czynienia w latach 1972/73, gdy byłem kapitanem na "Hutniku".

Statek ładował w Szczecinie różną drobnicę z przeznaczeniem na Kubę. W rejs wypłynęliśmy 4.3.66 r. Następnego dnia przeszliśmy Kanał Kiloński, następnie M. Północne, La Manche, wzburzony o tej porze roku Atlantyk (11.3.66 r. minęliśmy Azory, a 18.3.66 r. mijając Zwrotnik Raka o godz. 10.00, weszliśmy w TROPIK). Płyniemy przez Mayaguana Passage, Bahama Channel - wzdłuż północno-wschodnich wybrzeży Kuby, Florida Strait i 20/10.00 wchodzimy do Hawany. Trafiamy na rozpoczynający się KARNAWAŁ.

Widowisko niezapomniane, zabawy w całym mieście trwają całą dobę. Kolorowe, piękne stroje, muzyka, radość, przejazdy godzinami ustrojonych wozów z tancerkami, kubalibre z lodem w dużych szklankach i umiarkowanych ilościach. Rok 1966, Kuba od niedawna we władzy ludu pod przewodem wodza Fidela Castro. Ech, to były czasy.

Po 12 dniach wyładunku, 31.3.66 r. opuszczamy Hawanę i płyniemy po ładunek cukru trzcinowego w workach do Santiago de Cuba i Cienfuegos. Najpierw stoimy na kotwicy na redzie portu Santiago (2-5.4.66 r.) a następnie przy nabrzeżu (5-10.4.66 r.).

Po niecałej dobie jazdy, 11.4.66 r. stajemy na kotwicy na redzie portu Cienfuegos. Port ten leży nad dużą wewnętrzną zatoką, do której wpływa się wąską cieśniną, nie dochodzi tam falowanie z zewnątrz i można spokojnie ładować statki. Załadunek trwa od 11-26.4.66 r. Oczywiście załoga i studenci mogą codziennie jeździć do miasta motorówkami. Były też urządzane wycieczki, np. do dzielnic domków letniskowych dawnych kapitalistycznych właścicieli, ogrody, parki, jeziora z różowymi flamingami.
[Gdy byłem w Cienfuegos 22 lata później, w 1988 r., tylko raz wyszedłem do miasta. Patrz następny post.]

*

Z Kuby popłynęliśmy z cukrem do Casablanki w Maroku (14 dni morskiej jazdy). Tu wyładunek trwał od 10-28.5.66 r. Bardzo przyjemny postój, przyjemne miasto z arabskimi bazarami, wędrówki dalekie po falochronie.

*

Następnie popłynęliśmy pod balastem do Conakry w Gwinei (zachodnia Afryka), gdzie w dniach 3-7.6.66 r. załadowaliśmy rudę żelaza z przeznaczeniem do Rostocku, NRD. Po drodze pobraliśmy paliwo w Las Palmas na Wyspach Kanaryjskich, znów trochę turystyki. Wyładowawszy rudę w Rostocku (22-26.6.66 r.), popłynęliśmy do Szczecina, gdzie 2.7.66 r. wyokrętowałem na urlop i dni wolne.

***

 

*

Jako ciekawostkę podam, że na statku był IV-mechanik (Grzegorz Bajerski), który choć bez wykształcenia i polotu, zrobił, nieco później, karierę. Najpierw został przewodniczącym rady zakładowej związku zawodowego w PŻM, potem został przewodniczącym Centrali Zw. Zaw. w Warszawie, a na koniec, po rozruchach w 1981 r., w nagrodę został wysłany na placówkę do Budapesztu (Węgry) jako radca handlowy PRL!

*

W czasie wyładunku w Casablance spotkałem Mietka Luca, I-oficera ze statku "Łódź" (PLO). Niezwykle sympatyczny kolega, skończył szkołę morską w Gdyni rok przede mną. Opowiadał, jak ich kapitan, człowiek wojskowy, nie słuchając uwag I-oficera, tymże statkiem wjechał całym pędem na falochron w Las Palmas; a na tym falochronie są przecież rurociągi z paliwem. Widziałem "Łódź" z zacementowaną dziurą w stewie dziobowej.

 

+++++++++++++++++++++++++++

 

Po powrocie do Szczecina i wyokrętowaniu na urlop, nie wierzyłem własnym oczom, gdy przeczytałem w gazecie, że Mietek Luc przed kilkoma dniami, na tamtym statku stojącym w Szczecinie, poniósł śmierć wpadłszy do ładowni.

*

Z kolei Stanisław Pantoł, III-oficer z naszego "Transportowca", też kolega ze szkoły morskiej, kilka lat później zmarł. Obaj jeszcze tacy młodzi – było to 45 lat temu, a niby wczoraj.

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: kpt. Władysław Chmielewski