48. Kłopoty z blindziarzem z Afryki. (cz. 1/2)

 

48. Kłopoty z blindziarzem z Afryki. (cz. 1/2)

[32]– „Kpt. Ledóchowski” – 1975/76 r. DWT = 5 510 t.  L = 122 m.

Statek szkolny WSM.

 

Onego czasu byłem zaokrętowany jako I-oficer, a co się działo – pokrótce Wam opowiem:

W jednym z rejsów płynąc z jakiegoś portu afrykańskiego do Polski, po wielu dniach od wyjścia z portu, gdy byliśmy przed wejściem z Zatoki Biskajskiej do Kanału La Manche, jeden ze studentów miał sprawdzić numer silnika w dużej łodzi.
Gdy do niej wszedł (była przykryta brezentem) jeszcze szybciej z niej wyskoczył, dobrze że ze strachu nie za burtę.

*

Okazało się, że w łodzi siedział wychudzony Murzyn, który schował się tam w ostatnim porcie w Afryce. Miał do jedzenia kilka bananów. Miał też jakiś paszport, najpewniej komuś ukradziony bo na zdjęciu nie był zbyt do siebie podobny. Wiedział, że statek będzie płynął przez Kanał Kiloński i tam, w RFN, zamierzał wysiąść.

Teraz był kłopot, musieliśmy go pilnować aby nie wysiadł, bo gdyby wysiadł=uciekł i zostałby złapany przez Niemców, to bylibyśmy winni! Wieka kara jak w banku.
Po zawinięciu do Szczecina „ślepy pasażer” musiał być zamknięty w kabinie.
Przez kilka tygodni siedział na statku, miał darmowe jedzenie, spanie, nie pracował. Cały czas musieliśmy go pilnować, żeby nie uciekł.
Dobrze go traktować, bo to człowiek a nie małpa, należą mu się ludzkie warunki.

 

Pasażer na gapę na statku w kapitańskiej opowieści

 

*

Na wielu statkach tzw. tanich bander, złapanych blindziarzy po prostu wyrzucano za burtę w nocy ...., czasem postępując humanitarnie, wsadzano ich na niby-tratwę zbitą z kilku desek ... i „radźcie sobie jak umiecie, a jak nie to utoniecie”.

*

W następnej podróży mieliśmy go zawieźć tam, skąd przyjechał, choć naprawdę nie było wiadomo w jakim porcie on się na statku zamelinował. Można było tylko przypuszczać.
Nie było z nim dużo kłopotu do czasu, gdy następnego dnia miał zostać przekazany policji w jego kraju. Chodził sobie po statku, urządzono walkę bokserską między nim i jednym z członków załogi.
Wcześniej zdobył kuchenny tasak i teraz, wieczorem, zaczął tym tasakiem demolować kabinę!
Wszyscy pouciekali, Murzynek z wściekłości z czarnego zrobił się siny.
Wówczas kapitan R. Wasik ubrał się w mundur i dzielnie poszedł uspokajać szalejącego, co mu się udało.
Rano, na redzie, pasażer został oddany policji. Nie wiadomo jak długo cieszył się życiem; podobno mają tam sposoby szybkiego uciszania takich cwaniaków, raz na zawsze.

................................................................

 

***

Ponieważ w PŻM odbywały się comiesięczne „narady” – czyli spotkania kapitanów i starszych mechaników z dyrekcją, na jednej takiej naradzie pewien kapitan poruszył sprawę ukarania go przez PŻM „za niehumanitarne obejście się z blindziarzem – Murzynem”. Tenże kapitan czuł się pokrzywdzony i przedstawił tę sprawę: miał na statku blindziarza Murzyna, którego miał odstawić do jakiegoś portu.
Tenże blindziarz, gdy przed portem został zamknięty w kabinie ... wymazał wszystko swoim kałem!
Kapitan kazał mu wymyć kabinę, a gdy ten odmówił – dostał małe lanie kijem bambusowym – krzywda mu się nie stała.
Ale „dyrekcja” uznała, że kpt. potraktował brudasa nie po ludzku... powinien go zrozumieć, itd. itp. brednie.

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: kpt. Władysław Chmielewski