67. Przykłady „odpowiedzialnej” troski o statek w PŻM (fakty; cz. 1/4).

 

67. Przykłady „odpowiedzialnej” troski o statek w PŻM (fakty; cz. 1/4).

[49]– „Powstaniec Listopadowy” –  1990 r.  DWT = 33 767 t.  L = 195 m.

 

Onego czasu byłem zaokrętowany jako kapitan, a co się działo – pokrótce Wam opowiem:

W poprzednim roku, 1989, kiedy byłem na bezpłatnym urlopie, statki PŻM stały na kotwicy z braku marynarzy i oficerów! Zarobki na statkach stały się tak małe, że ludzie więcej zarabiali na lądzie będąc codziennie po pracy w domu i pracując tylko 8 godzin, mając wolne soboty, niedziele i wszystkie święta. Na statku pracuje się od zamustrowania do wymustrowania przez wiele miesięcy, niezależnie od tego czy jest noc czy dzień, święto czy dzień roboczy, pogoda tropikalna czy mróz i huragan. Nie ma czasu na chorowanie, tu nie ma zwolnienia i spania po nocach jak na lądzie! Poza tym niektórzy woleli zwolnić się z PŻM i pójść do pracy na zagraniczne statki, szczególnie oficerowie i marynarze, kapitanów zagraniczni właściciele statków wolą mieć z własnych krajów, bardziej im ufają, że będą lepiej pilnować ich interesów.

Ponieważ obecnie statki całymi miesiącami nie wracają do Polski, brak ładunków do Polski i z Polski, tylko wożą ładunki między obcymi portami, po 6-7-8 miesiącach pracy na statku, bez zawijania do portu polskiego, całe załogi statków wymienia się za granicą samolotami lub autokarami.

Na ten statek cała załoga poleciała samolotem do Francji, do Bordeaux, a kilka dni później, ja i starszy mechanik, polecieliśmy samolotem z Warszawy do Madrytu, stamtąd do Barcelony. Dalej agent samochodem zawiózł nas do Tarragony, gdzie stał statek.

 

Tarragona piękne miasto, stare, zabytki jeszcze z czasów rzymskich, jak i późniejszych, arabskich. Z czasów rzymskich najlepiej zachowana, 2 tysiące lat, "PRETORIA". Wysoki na kilka pięter budynek z bloków kamiennych, prawie zupełnie bez okien. Chrześcijański kościół z ogrodem, niski, małe okna, ale wewnątrz rozległy i o wiele ładniejszy niż na zewnątrz. Olbrzymia, współczesna, arena do walk torreadorów z bykami.

Po wyładunku zboża przywiezionego z USA i zakończeniu remontu silnika głównego, wyszliśmy w morze. Szybko musieliśmy zawrócić, gdyż silnik nadal źle pracował. Stojąc na redzie, na kotwicy, wykonywaliśmy dalszy remont. Następnie popłynęliśmy do Argentyny, biorąc po drodze paliwo w Ceucie.

 

Statek "Powstaniec Listopadowy" w drodze do Buenos Aires w 1990r

 

Do San Lorenzo płynie się 3 tygodnie, przepływając codziennie ok. 600 km. Ten port leży daleko w głębi rzeki, ok. 580 km od morza, nad rzeką Parana. Rzeką płynie się z kilkoma pilotami 3 dni. Rzeka miejscami jest bardzo płytka, miejscami głęboka na 40 metrów i tak szeroka, że statek 200 m długi może na niej zawracać.
W San Lorenzo załadunek trwa kilkanaście godzin i ponownie płynie się do morza 3 dni. W nocy stoi się na kotwicy. Z tego portu popłynęliśmy do BAHIA BLANCA, co znaczy Biała Zatoka. Też w Argentynie. Woda w zatoce jest kredowo-biaława. Na redzie B. Blanca jest dużo fok. Baraszkują na pławach oznaczających tor wodny; podobnie jest w Cape Town w Południowej Afryce.
Dojście z morza do portu wśród mielizn jest bardzo trudne. Załadunek w porcie trwa tylko kilka godzin. Ani w S. Lorenzo ani tu nie miałem czasu wyjść do miasta. Łącznie w obu portach załadowaliśmy 25.000 ton wytłoków z soi i popłynęliśmy do GHENT w Belgii.


Następny rejs okazał się bardzo męczący i niebezpieczny. Popłynęliśmy do Nowego Orleanu, USA, leżącego nad Missisipi, 200 km od Zatoki Meksykańskiej, po wytłoki z kukurydzy.
Statek ma 3 agregaty wytwarzające prąd. Przed dojściem do Z. Meksykańskiej dwa agregaty (silniki pomocnicze) uległy awarii i załoga nie była w stanie ich naprawić. Według przepisów USA tak niesprawny statek powinien stanąć na kotwicy i się wyremontować, a dopiero potem płynąć rzeką 12 godzin do portu! Zresztą i zdrowy rozsądek nakazywał tak postąpić. A dlaczego?

Oto dlaczego:
a/.Właśnie gdy płynęliśmy rzeką w stronę Nowego Orleanu, wyprzedził nas mniejszy ale szybszy statek. Gdy był z 1 milę przed nami, na zakręcie gwałtownie skręcił w prawo... i wylądował z dziobem podniesionym na brzegu rzeki, zaciął mu się ster.
b/.Chyba 2 dni później inny, duży zbiornikowiec, w nocy, miał też zacięcie się steru i całym pędem, idąc z prądem rzeki, wjechał między barki stojące przy brzegu rzeki, na których spali robotnicy! Mieli naprawdę dużo szczęścia, że nie zginęli.

 

Sstatek Powstaniec Listopadowy na Missisipi we wspomnieniach kapitana PŻM

 

Ale taki postój i remont byłby stratą dla PŻM kilku dni, a dzienne utrzymanie statku to koszt wielu tysięcy dolarów. Przedstawiciel PŻM w tym porcie, J. Jankowski prosił mnie, aby nic nikomu nie mówić i płynąć do portu. Wziąłem na siebie za to odpowiedzialność i popłynęliśmy.

W porcie jak zwykle przeholowania, załadunek. Warsztat wezwany przez tego przedstawiciela nie potrafił naprawić agregatów. Zamówili części zapasowe w LONDYNIE. Po dostarczeniu ich samolotem na statek  nie pasowały. Wysłano je wreszcie samolotem aż ze Szczecina. Dopiero wtedy remont został zakończony, ale tylko 1 agregatu; drugi nadal był niesprawny aż do Europy.

Na naszych statkach jest zjawiskiem zupełnie normalnym, że któryś z agregatów jest niesprawny, albo że nie ma ważnych części zapasowych do silnika głównego i w przypadku awarii na oceanie statek zostałby unieruchomiony, a Izba Morska rozpatrująca tę sprawę zapytałaby: panie kapitanie i panie starszy mechaniku, jak mogliście wypływać w morze bez tak ważnych części zapasowych? A armator wcale nie stanąłby w naszej obronie. Po zakończeniu załadunku, stanęliśmy na rzece na kotwicy, czekając na dostawę z Polski potrzebnej części do turbiny, o czym pisałem wyżej.

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: kpt. Władysław Chmielewski