82. Z niesprawnym sterem: Cieśniny Duńskie – Cardiff.

 

82. Z niesprawnym sterem: Cieśniny Duńskie – Cardiff.

[47]– „Janusz Kusociński” – 1987/88 r.  DWT = 33 390 t.  L = 195 m.


Onego czasu byłem zaokrętowany jako kapitan, a co się działo – pokrótce Wam opowiem:

Następny rejs jest ciekawy. Płynie kilka żon załogi. Pod balastem z Gdyni do Cardiff (zatoka Bristolska), tam załadunek pszenicy, z tym do Yanbu w Arabii Saudyjskiej, potem pod balastem do portu Aquaba w Jordanii, tam załadunek fosfatów i do Gdańska.
W drodze z Gdyni do Cardiff, gdy płynęliśmy przez Kattegat - ster uległ awarii, a z uszkodzonym sterem, po tak ruchliwym akwenie i to tak dużym statkiem płynąć jest niebezpiecznie. Mechanicy na statku próbowali coś remontować ale nie mogli znaleźć przyczyny awarii.

 

*

Popłynęliśmy na redę szwedzkiego portu Goteborg, na kotwicę. Był sztorm, wiatr nas spychał na skały, ster niesprawny. Szczęście nam jednak dopisało.
Po zakończeniu remontu przez miejscową stocznię, czy ster jest sprawny można było sprawdzić dopiero po wyjściu w morze, ale bez stoczniowców. W morzu okazało się, że remont niczego nie zmienił. Ster nadal wychylał się tylko 10 stopni w prawo, a w lewo prawidłowo.
I CO TERAZ ROBIĆ? ZNÓW WRACAĆ DO GOTEBORGA CZY PŁYNĄĆ Z NIESPRAWNYM STEREM? POSTANOWIŁEM PŁYNĄĆ AŻ DO CARDIFF w Zat. Bristolskiej

*

Przez bardzo ruchliwe wody: Skagerrak, Morze Północne, Kanał La Manche, szczęśliwie dopłynęliśmy do portu, choć cały czas z duszą na ramieniu. Oczywiście za to nikt mi nie podziękował, ale gdyby był jakiś wypadek, od razu zostałbym ukarany i armator powiedziałby: jak pan mógł płynąć z niesprawnym sterem? Znam to z własnego doświadczenia i opowiadań znajomych.

 

Po przejściu przez śluzy i zacumowaniu w porcie Cardiff, mechanicy co trzeba spokojnie rozebrali, naprawili, i dalej już było OK. Cardiff, to bardzo ładne stare miasteczko leżące nad zatoką Bristolską w zachodniej Anglii. Bardzo ciekawe jest tu muzeum.
Z Cardiff popłynęliśmy z pszenicą przez Kanał Suezki do YANBU, portu w Arabii Saudyjskiej nad M. Czerwonym.

 

Rejs przez Cieśniny Duńskie w 1987r we wspomnieniach kapitana Chmielewskiego

 

W Yanbu przez cały czas wyładunku nikt ze statku nie miał prawa zejść nawet na nabrzeże, stał przy trapie żołdak z karabinem i pilnował. Agent na moje pismo w tej sprawie odpowiedział, że oni nikogo z krajów komunistycznych na ląd nie wypuszczają.
Niech ich Allah błogosławi, a szejtan ma swojej opiece przez 500 lat po śmierci. Niech im wlewają roztopiony ołów do ucha (tak mawiał Mahomet).

[Wycieczkę z redy do Piramid dla załogi – opisuję w punkcie – 84]

 

Wspomnienia kpt. Wł. Chmielewskiego z wycieczki do piramid

 

Wspomnienia kpt. Wł. Chmielwskiego z wycieczki do Houston

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: kpt. Władysław Chmielewski