Marian Rodak

W DRODZE NA ŁOWISKO z Pamiętnika Starego Rybaka

 

W DRODZE NA ŁOWISKO

 

Kapitan jednak tłumaczył komuś tam z portu, że my, nasz statek musi wyjść na łowisko, po kilku godzinach przyszedł pilot [osoba, która kieruje statkiem w czasie przejścia kanałem]
Tłumaczył, że przeprowadzi statek przez kanał, ale z kanału musimy sami żeglować.

Tak też się stało, kanał był pusty, więc podróż kanałem. 
Kanałem szybko minęła i w śluzie pilot nas pożegnał.

Pożegnał. Odradzając opuszczenie śluzy, mówiąc.
Mówiąc na pożegnanie ze kilka handlowych statków leży na mieliźnie.
Mieliźnie leżą i to handlowce toną na mieliźnie Cuxhaven.
W końcu otwarto nam śluzę i nasz dzielny rybacki.

Rybacki statek ruszył na spotkanie nie ze sztormem, lecz huraganem.
Statek walczył z wielką falą, kapitan domagał się by maszyna.
Maszyna dostawała więcej pary, ponieważ statek idzie kursem.
Kursem, ale widać, że dryfujemy w stronę lądu.

Musze powiedzieć, że po wyjściu ze śluzy statek szedł.
Szedł, płynął pod wiatr, pod fale i pod prąd i statek.
Statek był bardzo zagrożony, nie było powrotu do śluzy.
Śluzy nie było mowy, Kanał Kiloński został zamknięty dla żeglugi.

Nie tylko kapitan bał się o statek, my wszyscy się baliśmy.
Baliśmy się i wiedzieliśmy, że gdy statek zostanie.
Zostanie rzucony na mieliznę będzie to dla nas nieszczęściem.
Po wachcie wyszedłem awaryjnym wyjściem nad nadbudówkę.

Nadbudówkę kotłowni chowając się za mostkiem statku.
I kominem statku spoglądałem na piekło wokoło statku.
Zobaczyłem sowiecki duży statek handlowy, który leżał.
Leżał na burcie a huraganowa fala tak jak by chciała.

Chciała dobić konający statek uderzała w niego potężną siłą.
Statek tłuk się burtą o dno morza, załoga nie mogła oczekiwać.
Oczekiwać pomocy z lądu, bo żaden holownik nie miał szans.
Szans podejścia do mordowanego szaleńczą, huraganową falą.

Co czuła załoga, tego statku trudno sobie wyobrazić, jedno było pewne?
Pewne, że statek przewrócony na burtę i mordowany huraganową falą.
Falą nie zatonie, bo całkowicie leżał burtą na mieliźnie, więc załoga.
Załoga ma, szanse, że kiedy minie huragan nadejdzie pomoc?




Patrzałem na piekielnie zburzone morze i też myślałem.
Myślałem, że gdy nasz statek zostanie rzucony.
Rzucony na mieliznę będziemy oczekiwać pomocy dopiero.
Dopiero po uspokojeniu się tego piekielnego huraganu patrzałem.

Patrzałem na to, co było morzem, bo w chwili, gdy stałem.
Stałem schowany za mostkiem i mając jako osłonę komin okrętowy podziwiałem.
Podziwiałem straszny świat i walkę – statku rybackiego ze żywiołem, morze..
Ja wspominam o walce mając na myśli małą stalową.

Stalową, drewniana skorupę kadłuba i wielki żywioł, jakim jest morze.
Stałem za mostkiem kapitański, który mnie chronił.
Chronił od strony dziobu zalewająca falą a komin.
Komin osłaniał mnie, gdy jakaś zbłąkana fala uderzała w burtę statku.

Obejmowałem przy przechyłach statku zejściówkę.
Zejściówkę, która prowadziła na mostek pelengowy a druga ręką.
Ręką trzymałem się sztagu kominowego [ liny, które utrzymują komin statku],
Czapkę wsadziłem za pazuchę i nadal podziwiałem drugie oblicze morza?

Morza na to drugie oblicze morza, które pokazuje jak morze pragnie.
Pragnie wszystko zniszczyć, co jest na jego, powierzchni.
To niszczycielskie drugie oblicze morza jest tak straszna.
Straszne, że staje się piękne morze.

Morze pokazuje się w całym swoim JA, toteż zauroczony pięknym.
Pięknym morza nie zwracałem na to, że jestem mokry.
Mokry i że w ustach czuje smak wody morskiej, smak morza patrzałem.
Patrzałem by móc kiedyś komuś bliskiemu opowiedzieć.

Nasz statek nadal sztormował, chociaż wydawało mi się, że.
Że nie zbliżamy się do niebezpiecznego, nie widocznego brzegu.
Widoczność mała toteż już nie był widoczny.
Widoczny tonący statek a tam gdzie się wydało.

Wydawało, że jest brzeg morza widziało się potężne grzywacze.
Grzywacze Zresztą cała powierzchnia morza była pokryta.
Pokryta nie białymi, lecz brunatnym grzywaczami a kolor morza.
Morza był niespotykany, bo jego kolor nie był błękitny, szary, fioletowy.

Morze miało kolor brudnawo brązowe, toteż i grzywacze były podobne.
Statek walczył z falą a właściwie z jakąś kipielą.
Kipielą, która otaczała nasz statek ze wszystkich stron statek.
Statek był zalewany falami a wszystko, dlatego że fala.




Fala była bardzo wielka, lecz płycizna nie pozwalała na to by fala.
Fala szła pędzona wiatrem, fala po prostu załamywała.
Załamywała się na płyciźnie morza tworząc potężną kipiel.
Dziś trudno mi jest opowiedzieć to piękno morza, powiem.

Powiem może, że nawet nie potrafię opowiedzieć tego.
Tego, co czułem, gdy stałem tam schowany za mostkiem statku.
Czy się bałem?

Myślami byłem hen gdzieś przy swoich bliskich, i myślałem
Myślałem o nich jak to będzie dobrze, wspaniale.
Wspaniale, gdy szczęśliwie uda nam się powrócić do domu.
Przemoczony zmarznięty powróciłem na rufę statku.

Statku tam gdzie znajdowała się mała mesa.
Mesie zebrała cała załoga jedni przeklinali pogodę, inni przysięgali.
Przysięgali, Że gdy szczęśliwie da Bóg, że wrócą.
Wrócą do domu to już ich noga na tym statku nie stanie!

Można powiedzieć, że atmosfera była przygnębiająca.
Przygnębiająca załoga spoglądała na drzwi przez wychodzi.
Wychodzi się na pokład statku.
A gdy jakaś fala przechylała statek na którąś z burty, załoga.

Załoga spoglądała na drzwi wierząc, że gdy statek się położy.
Położy się na burtę to ostatnią nadzieją naszą, będą te drzwi.
Drzwi prowadzące na pokład.
Pozornie wydawało się, że te drzwi są naszą ucieczką.

Ucieczka, nadzieją i naszym ocaleniem.
Siedząc w mesie również spoglądałem na drzwi i zastanawiałem.
Zastanawiałem się, co się stanie, gdy ten nasz dzielny.
Dzielny i co prawda stary statek rybacki zostanie, gdy położony.

Położony przez jedną z potężnych fal na prawą burtę?
Przecież tę drzwi prowadzą tylko na prawą burtę, może.
Może będziemy szybciej w tej piekielnej kipieli.
Kipieli, jakim jest dzisiaj Morze Północne.

 

 

 

W DRODZE NA ŁOWISKO - MARIAN RODAK - kliknij aby powiększyć

 

W DRODZE NA ŁOWISKO - MARIAN RODAK - kliknij aby powiększyć

 

W DRODZE NA ŁOWISKO - MARIAN RODAK - kliknij aby powiększyć

 

Autor tekstu i grafiki: Marian Rodak
Współpraca: Ewa Sorn