Marian Rodak

NIEWIDZIALNY PRÓG z Pamiętnika Starego Rybaka

 

NIEWIDZIALNY PRÓG

 

Moje marzenia, marzenia o poznaniu Morza.
Morza, poznać morze i jego oblicza.
Oblicza – oglądanie i przeżywać a i odczuć.
Odczuć, zobaczyć Morze, Morze jako żywioł.

Żywioł, gdy nadchodzi wicher.
Wicher a wraz z nim Morze zmieniający świat.
Świat, który staje się ponury, świat ogarnięty szarością.
Szarością, która zmienia Morza kolor.


Kolor Morza, kolor błękitu zmienia w kolor szary.
Szary a i tak ciemny, że wydaje się kolorem czarny.
Czarny kolor Morza, którego upiększają.
Upiększają śnieżno białe łamiąca się grzywacze.

Grzywacze lśniące bielą i ich potężny hałas.
Hałas burzy wzmagane niczym grzmot.
Grzmot łamiących się grzywaczy i uderzanie takielunku.
Takielunku na masztach wtórują hałas.

Hałas, niezapomniany hałas grzywaczy.
Grzywaczy łamiących się fali i hałas takielunku.
Moje marzenia to Morze zobaczyć.
Zobaczyć przeżyć te chwile, ten czas.

Czas, gdy Morze wraz huraganowym wiatrem w szaleńczym tańcu.
Tańcu zmieniają oblicze Morza.
Morza z koloru błękitu zmienia w kolor ponurej szarości.
Moim marzeniem było zobaczyć, przeżyć, poznać oblicza.

Oblicza Morza te inne oblicza Morza.
Morza – nie to oblicze Morza oglądane z brzegu.
Brzegu, z którego marzyłem by przekroczyć nie widzialny próg.
Próg., Niewidzialny a łączący dwa różne światy.

Światy, jakimi są Morza, Oceany a i Ziemia.
Ziemia była mi ciasna, w której.
Której dusiły się moje marzenia?
Marzenia poznania żywiołu, jakim jest Morze.

Morze, gdy zamienia się w szarość i bieli.
Bieli grzywaczy łamiących się w sztormowych falach.
Falach sztormowych, które przewracają niczym pływające drewienko.
Drewienko, jakim jest zbudowana skorupa statku.




Statku rybackiego a w nim kochankowie żywiołu
Żywiołu, którym statek rybacki jest dla żywiołu zabawką.
Zabawką, by po czasie wchłonąć w otchłań.
Otchłań tam na dno Morza, tam do królestwa Morza.

Morza wchłonąć w otchłani stalową czy drewniana skorupę.
Skorupę kadłuba statku rybackiego i jego kochanków………
Kochanków żywiołu rybaków morskich.
Morskich Rybaków a może Dzieci Morza? Nie!!
Nie! Ich zwie się Ludźmi Morza.

Moje marzenia po długim czasie.
Czasie, gdy się uniżałem, pisząc prośby.
Prośby pisząc by zezwolono mi pracować.
Pracować, poznawać piękno żywiołu.

Żywiołu, jakim jest Morze.
Morze, gdy wydaje się ze jest bezkresnym.
Bezkresnym, srebrzysto, błękitnym zwierciadłem.
Zwierciadłem nie zawsze Morze bywa.

Bywa ze Morze zmienia swoje oblicze.
Oblicze, które roztrzaskuje srebrzyste, bezkresne zwierciadło.
Zwierciadło zostaje zamienione.
Zamienione, ożywione, rozszalałe.

Rozszalałe w potężne, niszczące fale.
Fale zachłanne porywające wszystko.
Wszystko, co jest na powierzchni Morza.
Morza zabiera na dno swoje, do królestwa.
Królestwa Boga Morza.

 

 

Morska otchłań, rybacki statek w morskim żywiole

 

Autor tekstu i grafiki: Marian Rodak
Współpraca: Ewa Sorn