RELACJE Z REJSÓW

Relacje z rejsów, wspomnienia z odbytych żeglarskich podróży morskich, oceanicznych lub śródlądowych, żeglarskie wyprawy oczami uczestników, opowieści Żeglarzy o przebytych milach morskich, poznanych ludziach, kulturach, lądach oraz przygodzie na wodzie i pod żaglami.

Albiny Viggeny na Bornholmie 2010 cz.IV Ronne

No i na Albinie II pozostało nas tylko dwóch, ja i First. First zaczął mieć obawy czy aby we dwóch damy sobie radę, przecież różne rzeczy mogą się nam przydarzyć mówi, można złamać rękę, poparzyć się, zachorować itd. Podsumowałem takie rozważania tym, że gdyby tak podchodzić do tematu to nikt nigdy by nie popłynął, że przecież ludzie żeglują całkiem samotnie a my w końcu wzajemnie się asekurujemy drugim jachtem. Dobrze, że masz takie wątpliwości mówię mu, ale naprawdę to ryzyko zawsze istnieje a my musimy po prostu być bardziej ostrożni (w morzu nie musimy gotować a więc ryzyko poparzenia odpada) i niema tu nad czym deliberować, wychodzimy. Mamy być ostrożni i tyle.

Albiny Viggeny na Bornholmie 2010 cz.III Bornholm/Sassnitz

Trzecia część naszego rejsu na Bornholm okazała się najgorszą z możliwych i dla nas wszystkich bardzo przykra :(  Nie pisałem tu jeszcze nic o takiej przypadłości jak choroba morska. Niestety dosięgła ona niektórych członków obu załóg przez co straciliśmy część naszej załogi. Nie zapowiadało się aż tak źle. Jak już pisałem w części drugiej, wyszliśmy z Kröslin ok. 1130 kierując się na Bornholm. Pogoda bardzo ładna, wiatr z kierunku SW siła ok. 2-3B. Można by rzec, że warunki idealne. No może tylko trochę zbyt późno wyszliśmy, ale to szczegół do przeskoczenia. Minęliśmy z lewej burty Zatokę Greifswalder a następnie z prawej burty wyspę o takiej samej nazwie.

Albiny Viggeny na Bornholmie 2010 cz.I Świnoujście

Mieliśmy z Warszawy wyjechać 13-08-2010 w piątek w nocy tak aby rano być w Szczecinie. Tam mieliśmy następnego dnia, najszybciej jak to możliwe podjąć dwa jachty Viggeny i wyruszyć w trasę na Bornholm. Wiesiu uczestnik naszego rejsu, przesądna istota, nie zgodził się i wyruszyliśmy następnego dnia ok 0330. Na miejsce początku wyprawy dotarliśmy ok 1100 w strugach deszczu. Jeden jacht Albin I już na nas czekał, drugi Albin II jeszcze nie wrócił z rejsu. Przypłynął ok 1200 i poprzednia załoga przystąpiła do klaru aby zdać jacht. Deszcz nie ustawał tak, że przeniesienie bagaży z samochodu było wręcz niemożliwe. Aby nie tracić czasu postanowiliśmy się doprowiantować w jakimś markecie w Szczecinie.

Albiny Viggeny na Bornholmie 2010 cz.II Kröslin

W Świnoujściu trafiliśmy na końcówkę festynu zorganizowanego dla tubylczych turystów, więc wieczór spędziliśmy na spacerku po nabrzeżu portu i piciu piwa. Swój koncert kończyła jeszcze jakaś kapela a służby techniczne brały się za sprzątanie nabrzeża. Marek, załogant Albina I o mało nie został przez to zabrany i załadowany na samochód wraz z toitojką, którą razem z nim podniesiono do góry, musiał wyskakiwać z wysokości prawie 1m :) . Po festynie obie załogi udały się na wypoczynek. Rano pobudka o 0900, znowu spóźniona co najmniej o 2h, wszak na Bornholm mamy płynąć a tu dnia ubywa, jeszcze toaleta, śniadanie a łącznie na te sprawy trzeba na tego typu jachcie ok 2h. Szykowanie posiłków na Viggenie w morzu z powodu małej ilości miejsca oraz pewnego uniwersalizmu ergonomicznego*, jest bardzo utrudnione.

Zupełnie inny rejs - S/V "Dar Młodzieży" - marzec 2010

Wtorek wieczór, wyruszyłem do Gdyni. Granatowy worek, nieodzowny towarzysz wszystkich rejsów, spakowany „do pełna”. Jadę pociągiem z Tadeuszem, moim kolegą nie tylko żeglarskim. Na „wschodnim” przesiadka i dołączy do nas Marek, warszawski żeglarz, kaphornowiec. Już w trójkę, przy szklaneczce rumu z colą opowiadam chłopakom, czego się mogą spodziewać. Marek jak zwykle rozbawia całe towarzystwo.
Zastanawiam się, kogo spotkam z zeszłego roku, kto kocha ten żaglowiec tak jak ja, by płynąć nim jeszcze raz.
Wiem, że będzie Jacek, więc będą fajne zdjęcia z rejsu. Komendant też ten sam, ale czy będzie Asia? I czy też będzie oficerem III wachty? Na szczęście rum i Marek łagodzą zniecierpliwienie i pytania przestają kołatać w głowie. Słodką drzemkę przerywa konduktor, dojeżdżamy do Gdyni. Teraz tylko taksówką na francuskie nabrzeże. Ze względu na remont w basenie prezydenckim Dar stoi całą zimę raz w porcie wojennym, raz przy francuskim. Jesteśmy na miejscu. Dar wśród portowych żurawi niestety nie wygląda tak pięknie jak przy skwerze Kościuszki. Idziemy koło hangarów błotnistą drogą omijając kałuże. Docieramy do trapu – serce drży – WRÓCIŁEM!