Rejs Magellan 2020 na "Atomie" Piotra Czarnieckiego

Dwa lata temu przepłynąłem samotnie Atlantyk na pięciometrowej łódce ze sklejki. Wcześniej pływałem jedynie po Bałtyku. Atlantyk obudził we mnie nieograniczoną chęć żeglowania dalej i dalej. Dwa lata temu miałem na wszystko mało czasu. Trzy miesiące to zdecydowanie za mało. Mamy jedno życie. A cały czas się spieszymy.

 

Dopływając do Martyniki powiedziałem, że następnym razem popłynę razem z żoną. Na początku planowałem opłynąć Atlantyk, czyli pasatami na Karaiby, a potem przez Bermudy i  Azory wrócić do Europy. Powiedzmy taka standardowa droga dookoła Atlantyku. Któregoś dnia podczas wieczornych rozmów z Heniem Wolskim, powstała myśl, która tak naprawdę cały czas ewoluowała. Powstał pomysł opłynięcia Ameryki Południowej. To już poważna wyprawa. Myśl o takim rejsie daje potężnego kopa do działania. 

 

Okrążając Amerykę Południową mamy do wyboru dwie drogi.  Pierwsza prowadzi z Kanarów do Brazylii, potem na dół do Ziemi Ognistej. Na krańcu Ameryki trzeba stawić czoła zachodnim wiatrom. To samo czeka nas w Patagonii. Wiatr opiera się Andom i skręca z północy na południe. Idąc na północ mamy wiatr wiejący prosto w twarz. Dalej płyniemy na północ już z wiatrem i prądem Humbolta. Kanałem Panamskim wracamy na Morze Karaibskie.  Przed nami Karaiby, Bermudy, Azory i już jesteśmy z powrotem na starym kontynencie. 

 

Druga trasa, którą ostatecznie wybraliśmy, wiedzie w drugą stronę. W tej chwili trwają regaty The Golden Globe Race i The Long Route. Nazwa drugich pochodzi od inspirującej podróży i książki Bernarda Moitessiera „Długa droga”. Ten znakomity żeglarz, kilka lat przed sławnym rejsem popłynął wraz z żoną dookoła przylądka Horn. Ich jacht Joshua z Europy popłynął przez Atlantyk, Panamę na Tahiti. Potem jednym skokiem wrócił przez Horn do Europy. Bernard Moitessier jest dla mnie wielkimi autorytetem. Może właśnie dzięki jego filozofii czucia Oceanu, kształtowałem swoje żeglarstwo? Wracając do naszej wyprawy. Planujemy ruszyć z Portugalii pod koniec października 2020 roku. Po drodze na Kanary mamy po lewej burcie Maroko, które chcemy odwiedzić. W listopadzie spędzimy czas na Wyspach Kanaryjskich. I znowu dylemat. Można polecieć od razu na Karaiby. Lecz po co się tak spieszyć? Płyniemy do Senegalu i na Cabo Verde. Na początku stycznia popłyniemy na Karaiby. Tam dwa, trzy miesiące i w drogę do Panamy.  Po drodze mamy wyspy Aruba, Bonaire i Curacao a przed kanałem, archipelag San Blas. Po przepłynięciu przez biurokrację kanału Panamskiego planujemy odwiedzić Wyspy Perłowe. Przed nami Pacyfik.  Jak wspomniałem, wcześniej wiatr i woda płynie z południa wzdłuż Ameryki Południowej. Nie ma sensu przeciwstawiać się siłom natury.  Tak więc jedyna słuszna droga każe odejść daleko w Ocean wraz z pasatem. Trzeba zrobić wielki łuk mający kilka tysięcy mil w kierunku brzegów Chile. Na początku myślałem odwiedzić Wyspę Wielkanocną. Pięknie. Ale to tylko jedno miejsce. Płynąc z Galapagos trochę dłużej dopłyniemy do Markizów. Jest tam czym cieszyć oko i duszę. Markizy będą punktem zwrotnym. Płynąc na południe przez Tuamotu i Iles Gambier lekko skręcamy zgodnie z wiatrem na wschód. Mamy przed dziobem Pitcairn i oczywiście Wyspę Wielkanocną. W Chile w okolicach Puerto Mont powinniśmy być pod koniec października Już w dużo surowszym klimacie zagłębiamy się w kanały Patagonii. Kraniec Ameryki powinniśmy opływać do końca stycznia. 

 

Już po Atlantyckiej stronie możemy napotkać wiatry z sektorów północnych. Trzeba odchodzić w Ocean. Po drodze jest kilka miejsc wartych odwiedzenia. W Brazylii chcemy wpłynąć w Amazonkę. Brazylia jest niebezpiecznym krajem i trzeba uważać. Płynąc z wiatrem przez Karaiby, Bahamy, Bermudy i Azory, po trzech zimach powinniśmy wrócić do Europy. 

 

To daleka wyprawa. Przed nami na pewno wiele trudności, ale i pięknych chwil, dzięki którym żyjemy.  To prawie 27000 Mm. Długa droga.  Dookoła Ameryki płynęło wcześniej kilka polskich łódek, jednak większość wybrała drogę zgodnie ze wskazówkami zegara, ze wschodu na zachód. Najkrótszą. My popłyniemy trochę zmodyfikowaną drogą Moitessiera.

 

 

W tej chwili  powstaje następna moja łódka. Wcześniejsze zbudowałem sam. Tak dzieje się i teraz. „Atom” został narysowany przez Janusza Maderskiego. Janusz płynąc w 2012 roku przez Atlantyk na Setce „Skwarek” narysował dużą wersję sklejkowej Setki. Dwa razy dłuższą. Projekt Dziesiątki zakładał budowę z drewna i sklejki. Po kilkudziesięciu rozmowach i konsultacjach, podjąłem decyzję budowy z kompozytów. W tej technologii zbudowałem ośmiometrową łódkę Pasja 801. Również narysowaną przez Janusza Maderskiego. Po dwunastu latach pływania po całym Bałtyku, widzę same zalety materiału jakim jest przekładka z Airexu. Kadłub jest sztywny, cichy, pianka działo jako dokonały izolator ciepła, nie skrapla się para wewnątrz. 

 

 

 

Pasja 10 została narysowana z nowoczesną sterówką i wieloma innowacyjnymi rozwiązaniami. Tak naprawdę już podczas realizacji budowy wszystko ewoluuje. Od lat znamy się z Januszem i świetnie się dogadujemy. Czego efektem będzie dobry statek.  Ma ogromną przestrzeń mimo zaledwie 10 metrów długości. Staram się urządzić łódkę tak, by była szybkim domem na wodzie. Duży „Atom” ma wygodne dwie kabiny, obszerną mesę z kambuzem. W zbiornikach integralnych zmieści się ponad 400 litrów wody. Dodatkowo będzie zbiornik na deszczówkę. Na dachu sterówki znajdzie się panel do ogrzewania wody, odsalarka i wiele drobnostek, które są w życiu na morzu ważne. 

 

 

 

Można oczywiście chcieć większy statek. Potęga roboty i wydatków może zmiażdżyć małego budowniczego i jego rodzinę.  10 metrów jest rozsądną granicą.  Łódkę planujemy zwodować na początku przyszłego roku. Teraz mam przed sobą ogrom pracy. Tej fizycznej i organizacyjnej.

 

 

Dzięki firmie System Mast, „Atom” będzie miał maszt i wszystkie okucia z kwasówki na pokładzie. Szczecińska Aura dobierze i dostarczy wyposażenie pokładowe. Eljacht zapewni elektronikę Raymarine. Polski Bezalin wyprodukuje na Atoma prawie półtora kilometra lin. Po sprzedaży małego sklejkowego „Atoma” środków wystarczyło na zakup w Holandii używanego silnika. Po niewielkiej regeneracji jest jak nowy. Tak właśnie powstaje „Atom”. Pracuję przy nim codziennie po pracy. Większość zabudowy wewnątrz zrobiłem również z przekładki. Jest lżejsza od tradycyjnej sklejki. Zamiast pięknych mahoniów wolę wozić potrzebny sprzęt, choćby do nurkowania na rafach.  W tej chwili rozmawiam z żaglowniami, muszę zadbać o energię elektryczną, o środki bezpieczeństwa, komunikację, odpowiednie ubrania. Lista jest długa, a potrzeby jeszcze większe.  Wierzę, że tak jak „Setką przez Atlantyk” uda mi się połączyć pomoc naszych firm i wypłynąć z żoną dookoła Ameryki Południowej.

 

 

 

Podczas powstawania  projektu „Atoma” rozważałem myśl o tym, że będziemy chcieli zabierać ze sobą współtowarzyszy na krótkie etapy. Dzięki temu uzupełnilibyśmy kasę okrętową. Cała wyprawa obciążona jest ogromnymi wydatkami. Porty, paliwo, jedzenie, sprzęt, konieczne remonty. To wszystko wymaga przysłowiowej kasy, podobnie jednak wydajemy na lądzie. Jedzenie, paliwo, czynsz, telefon, remont. Będziemy musieli wracać do Polski by pracować. „Atoma” na ten czas planuję zostawić w bezpiecznym miejscu lub krótkim etapie pod opieką naszych zmienników. Już jest kilka chętnych osób, które z nami popłyną. 

 

Rejs Magellan 2020 przypada w pięćsetną rocznicę pierwszej podróży dookoła świata i znalezienia nowej drogi na zachód. Tak jak wcześniej mówiłem, przed nami wiele piętrzących się przeszkód. Jeśli wszystko się uda, wrócimy do Europy. Znając siebie na pewno znowu coś wymyślę i rzucimy cumy na „Atomie”. Świat jest piękny a życie na morzu jest prawdziwe. 

 

 

Autor: Piotr Czarniecki