34. Ciężkie zatrucie rybą na statku w morzu

 

34. Ciężkie zatrucie rybą na statku w morzu.

[51]- „Kopalnia Zofiówka” – 1992 r. DWT = 14 176 t.  L = 146 m.

 

Onego czasu byłem zaokrętowany jako kapitan, a co się działo – pokrótce Wam opowiem:

Po wyjściu ze Sfaxu w Tunezji z ładunkiem fosfatów do Rouen, był letni piątek 1992 r. Zwyczajowo na kolację w piątek była smażona ryba, zakupiona przez poprzedniego kapitana i kucharza jeszcze chyba w styczniu, której załoga nie chciała jeść, gdyż była jakby żółta (ryba a nie załoga, oczywiście). Ja zjadłem, chcąc dać dobry przykład.
W niedzielę rano, nie byłem w stanie wstać z łóżka, bo wszystko wokół wirowało mi w oczach, mdlałem. Przez radio lekarz zalecił tabletki sulfaguanidyny, picie dużej ilości osolonej wody i, jeśli się nie poprawi, do najbliższego portu, do lekarza. W południe czułem się już tak źle, że nawet na łóżku nie mogłem ruszyć głową, gdyż kabina zaczynała wirować! Poleciłem pierwszemu oficerowi (E. Swacha) powiadomić PŻM (telefony domowe) i płynąć do najbliższego portu.

*

Tym portem była Cartagena w Hiszpanii, gdzie na redzie byliśmy o godz. 16.30. Pilot wprowadził statek do awanportu (wewnątrz falochronu), gdzie rzuciliśmy kotwicę. Byliśmy osłonięci od dość dużej fali i łatwej było zejść ze statku na motorówkę i dojechać do nabrzeża. Agent czekający na kei zawiózł mnie do szpitala. Ponieważ była niedziela, w przychodni było dość dużo ludzi, musiałem z godzinę czekać na przyjęcie przez lekarza. Zrobiono prześwietlenie, badanie krwi, podano mi kroplówkę. Tuż przed północą były wyniki badań, dostałem leki i wróciłem na statek. To był powrót!

*

Na noc statek został wyprowadzony na otwarte morze i stanął na kotwicy na redzie zewnętrznej, gdzie była duża fala. Wracałem w nocy z portu na tę zewnętrzną redę małą motorówką, którą rzucało jak korkiem na dużej fali. Na motorówce był tylko 1 człowiek, jej właściciel, i ja.

 

Ciężkie zatrucie rybą kapitana Chmielewskiego w trakcie rejsu na statku Kopalnia Zofiówka

 

Nie było żadnych pasów ratunkowych. Po wywróceniu się łódki na tej wysokiej i krótkiej fali – nie było by ratunku!!! Miałem tylko tyle sił, aby siedzieć i się nie przewrócić.
Do statku dotarłem półżywy. A tu jeszcze musiałem wejść na statek po sztormtrapie czyli sznurowej drabinie! Po normalnym trapie nie można było wejść, gdyż fala pewnie rozbiłaby łódź o trap. A jeśli nie … to i tak nie miałem siły, aby przeskoczyć w odpowiednim momencie z łódki na podest trapu.

*

I-oficerowi już gratulowano, że zostanie kapitanem, gdy ja zostanę w szpitalu … i nic z tego nie wyszło, cholera jasna.
A załoga? Doprawdy niewielu w rozmowie ze mną okazywało współczucie – trzeci oficer (samozwańczy delegat załogowy) nawet bezczelnie coś mruczał, że innych też trochę brzuchy bolały (choć ryby nie jedli!) i powinienem zabrać do szpitala pół załogi (chodziło oczywiście o możliwość połażenia po mieście), a tu nic – musieli siedzieć na statku.
NIESTETY TACY SĄ LUDZIE….
Po wyjaśnieniu sytuacji z III-of., po przypłynięciu do portu w Szczecinie, tenże III-oficer na własną prośbę wyokrętował.

*

Była na statku w rejsie ulgowym emerytka, poprzednio pracownica księgowości PŻM. Ponieważ nie zgodziłem się wydawać jej towarów kantynowych ot tak, wbrew zarządzeniom, „bo ona się rozliczy z koleżankami w biurze” i zażądałem zgody PŻM na piśmie, była niezwykle obrażona.
Samo życie. I bądź tu człowieku dobrym dla ludzi… to cię zjedzą. Człowiek człowiekowi wilkiem jest.

—————————————–

[UCIEKAJ OD OKRĘTÓW. LEPIEJ WRÓĆ DO WOŁÓW, DO PŁUGA – JEŻELI CHCESZ DOCZEKAĆ PÓŹNYCH LAT.
TYLKO ZIEMIA DAJE DŁUGIE ŻYCIE. WŚRÓD TYCH, CO WĘDRUJĄ PO MORZU, RZADKO UJRZYSZ GŁOWĘ POSIWIAŁĄ. (FALAIKOS, IV WIEK P.N.E.)]

[NIE ZWAŻAJĄC NA ZŁOWROGI ZACHÓD ARKTURA, GWIAZDY ZWIASTUJĄCEJ NAWAŁNICE – WYRUSZYŁEŚ TEOTYMOSIE, W TĘ PODRÓŻ STRASZLIWĄ, KTÓRA PRZEZ MORZE EGEJSKIE WIODŁA CIEBIE I TWYCH TOWARZYSZY W OKRĘCIE GNANYM WIELOMA WIOSŁAMI – DO HADESU.
BIEDNI TWOI RODZICE, EUPOLIS I RISTODIKE! WYCHOWALI CIĘ, A TERAZ PŁACZĄ, W RAMIONACH TULĄC URNĘ PUSTĄ. (PERSE, IV WIEK P.N.E.)]

„Antologia Palatyńska”, PIW, 1977 r.

—————————————–

 

 

 

 

Autor tekstu i zdjęć: kpt. Władysław Chmielewski