35. Czynna gruźlica u marynarza i … brak rozsądku.
[46]– „Walka Młodych” – 1986/87 r. DWT 33 485 t. L 200 m.
Onego czasu byłem zaokrętowany jako kapitan, a co się działo – pokrótce Wam opowiem:
Statek z ładunkiem mocznika w workach z Jugosławii (załadunek w: Rijeka i Kardeliewo) popłynął przez Kanał Suezki na Filipiny, gdzie z powodu kłopotów z wyładunkiem stał kilka miesięcy. Piszę o tym w innym miejscu.
Tu opiszę tylko głupotę ludzką.
Będąc w szpitalu w Manili widzieliśmy jak po korytarzu biegały dobrze odżywione szczury, nawet pokazałem je agentowi. Nikt się tym nie przejmował, szczury też mają prawo do życia.
W czasie postoju w tym porcie bosman, Stefan B. zachorował. Lekarz po szczegółowym zbadaniu go w szpitalu poinformował mnie, że bosman ma czynną gruźlicę płuc, należy go odizolować od załogi i odesłać do Polski na leczenie. Jest to przecież oczywiste nawet dla orangutana na sawannie….
I wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy po powrocie do kraju zostaję wezwany do Działu Spraw Osobowych przez kapitana Mariana Kasprzaka, który tyle tylko pływał, aby wypływać dyplom, ABY SIĘ WYTŁUMACZYĆ DLACZEGO ODESŁAŁEM BOSMANA DO KRAJU „BO BOSMAN NAPISAŁ NA MNIE SKARGĘ”!
Wielkie nieba… tu głupota obydwu, i piszącego i pracownika Dz. Spraw Osobowych przekracza wszelkie granice. Było przecież orzeczenie lekarskie i wystarczy odrobina rozsądku, której zabrakło p. Kasprzakowi, aby tę „skargę” odrzucić i mnie po próżnicy nie wzywać do pisania wyjaśnień!
*
Ja osobiście prawie cały rejs chorowałem na nawracające wrzody dwunastnicy. Po latach żałuję, że wówczas nie skorzystałem ze zwolnienia lekarskiego i nie zażądałem odesłania mnie do kraju. Moje poświęcenie wówczas, jak i przez lata pracy, rzadko było doceniane w PŻM. Może tylko to uznam za plus, że przez wszystkie „kapitańskie” lata okrętowałem na duże statki i nie musiałem męczyć się w sztormach na tych małych kaloszach.
Autor tekstu i zdjęć: kpt. Władysław Chmielewski