Jan Juliusz Pick

 

Jan Juliusz Pick – prawdziwy Człowiek Morza a przede wszystkim Przesympatyczny Człowiek, przez całe życie związany z morzem, Rybak Dalekomorski od roku 1969, jak sam pisze o sobie:

Za „komuny” nie łatwo było w Polsce marynarzem lub rybakiem zostać. To niewątpliwie bardzo ciężki zawód, ale ze względu na ówczesną „żelazną kurtynę” i atrakcyjne zarobki, (w tym oczywiście z drobnego szmugielku i bardzo chłonnego wtedy polskiego rynku), wielki prestiż społeczny mający. Toteż z całej Polski ciągnęła wtedy na wybrzeże młodzież jak te przysłowiowe muchy do lepu. Wzorem innych, na Pomorze, z centralnej Polski, jeden po drugim dwaj bracia tu zawędrowali i nieomalże natychmiast te morze i pracę tu pokochali. Mnie w drodze na dalekomorskie łowiska świata za latarnię morską służył starszy brat Zdzisław Pick, w owym czasie mechanik okrętowy z Przedsiębiorstwa Połowów Dalekomorskich i Usług Rybackich „Odra” w Świnoujściu, absolwent Państwowej Szkoły Rybołówstwa Morskiego w Gdyni. Usiłując dostać się na „pływanie”, jak to wówczas o pracy na morzu potocznie się mówiło, w 1967 roku rozpocząłem pracę na radiostacji brzegowej „Szczecin Radio”. Pokochałem te pracę, ale na głębokie morza i oceany niczym wilka do lasu nadal ciągnęło. Wówczas pracując na radiostacji brzegowej, zdałem egzamin na radiooficera w Państwowej Szkole Morskiej w Gdyni. Pierwszą pracę na morzu rozpocząłem w 1969 roku w Dalekomorskich Bazach Rybackich (DBR) w Szczecinie, w 1970 roku wchłoniętych przez Przedsiębiorstwo Połowów Dalekomorskich i Usług Rybackich „Gryf” (PPDiUR”Gryf”) w Szczecinie. Od tej chwiliłowiska atlantyckie od północnych począwszy a Georges Bank zwanych po południowe na Falklandach, następnie pacyficzne WOC (Washington, Oregon, California), oraz na morzu Beringa drugim domem mym były. Początkowo pływałem jako radiotelefonista serwisu rybackiego, na potężnych wówczas 10-cio tysiącznikach statkach bazach rybackich:
m/s Gryf Pomorski, m/s Pomorze, s/s Kaszuby
a później jako radiooficer na statkach łowczych:
s/t Szprotawa, m/t Admirał Arciszewski m/t Lutjan, m/t Delfin, m/t Bogar i m/t Aquila.
Wszystkie wyżej wymienione statki na swych rufach nazwę polskiego miasta portowego SZCZECIN dumnie nosiły. Pokosztowałem też nieco innego trudu pracy na morzu na statkach handlowych pływających pod obcą banderą; m/s Rigel, m/s Agia Thallassini m/s Aleksnaders Courage  m/s Adelaide m/s Trave Ore.
Od 1991 roku aż do przejścia na emeryturę ponownie związałem się ze swą ukochaną radiostacją nabrzeżną „Szczecin Radio”. Właściwie na każdym z wyżej wymienionych statków toczyło się wartkie, na lądzie nikomu nieznane, ciekawe i warte opowiedzenia marynarskie życie, i chyba dlatego godne uwiecznienia. Na statkach rybackich oddalonych od macierzystego portu o dziesiątki tysięcy mil morskich, bardzo mizernie zabezpieczonych w części zamienne, trawlery te były utrzymywane w doskonałym stanie technicznym tylko dzięki wyśmienitym kwalifikacjom i niesamowitej pomysłowości  załóg. Wspomnienia opisane w moich opowiadaniach ukazują smutne i wesołe karty z życia rybaków dalekomorskich w okresie dominacji systemu komunistycznego na terenie Polski i poza nią.

W imieniu swoim i Gości portalu Marynistyka.pl bardzo Panu dziękuję za chęć podzielenia się swoimi doświadczeniami, wspomnieniami, wiedzą i faktami o „życiu na morzu” dostępną tylko dla wybranych, historią Polskiego Rybołówstwa Dalekomorskiego dostępną „ze źródła”. Oczywiście gorąco zapraszam do lektury…

WIGILIA na niemieckim statku

Moje marynarskie CV

“SANTA MARIA” na południowym Atlantyku czyli morska szkoła życia

Jak zostałem strzelcem łącznościowcem w Morskim Związku Łowieckim czyli inna morska przygoda na Falklandach

SQLP Miecio

Obyś nie splamił Honoru Polaka i Honoru Polskiej Bandery – Cz. 1

Obyś nie splamił Honoru Polaka i Honoru Polskiej Bandery – Cz. 2

Obyś nie splamił Honoru Polaka i Honoru Polskiej Bandery – Cz. 3

SQLP Morskie zwidy

“Dziadek” – s/s Wisconsin – s/s Fryderyk Chopin – s/s Kaszuby – s/s Kapitan Konstanty Maciejewicz

Hindus

Rybacka Poczta